Przez długie lata kupowałam Conversy, mimo że miałam z nimi ciężką relację – wiecie, z jednej strony pasują do wszystkiego i są ponadczasowe, z drugiej strony – moje stopy nie do końca się z nimi lubią. Nie wiem, czy to możliwe, ale trochę lepiej nosiło mi się dłuższą wersję, za kostkę, natomiast krótkie Conversy prędzej czy później uwierały mnie w duży i mały palec. Ich konstrukcja powoduje, że ktoś, kto ma rozłożyste stopy (to ja), po dłuższym noszeniu będzie odczuwał ucisk.  Dlatego, mimo uwielbienia ich designu i ogólnej wygody (bo to nie jest tak, że za każdym razem mnie uwierały, mowa raczej o dłuższym noszeniu), zrezygnowałam z ich kupowania i zaczęłam szukać alternatyw. Przetestowałam trochę tych butów – miałam buty marki Lacoste, Tommy Hilfiger, Keds, Superga, Marc Jacobs. Dzisiaj przychodzę do Was z moimi trzema ulubionymi typami i trochę Wam o nich opowiem.

Pierwsza para to wielkie zaskoczenie, bo nie spodziewałam się, że Marc Jacobs robi fajne buty. Udało mi się kupić na promocji i wyglądają prawie jak Conversy. To, co przemawia na ich korzyść to:

1) materiał – to nie są parciane buty, są lekko satynowane, dzięki czemu totalnie nie przyciągają brudu i są troszkę bardziej eleganckie

2) kształt noska – wyglądają naprawdę zgrabnie, ale nie są tak wąskie jak Conversy i nigdy nie zrobiły mi krzywdy

Są świetne, polecam Wam je z całego serca!

Tenisówki Lacoste są śliczne, bardzo zgrabne, a jak się odpowiednio przyczaicie, to kupicie je w dobrej cenie – na przykład na Zalando Lounge. Przeglądajcie koniecznie buty dziecięce, bo z tego co wiem, Lacoste ma tutaj dość szeroką rozmiarówkę – do 39. Są bardzo wygodne – z trzech par, które Wam dziś pokażę, zdecydowanie najwygodniejsze. Pasują genialnie do spodni, sukienek i spódniczek. Minusy? Przede wszystkim materiał- to ekoskóra, która bardzo brzydko się zgina. Poza tym… hello, to nie są tanie buty, więc relacja cena vs jakość materiału wypada słabo. Mimo to są bardzo wygodne i ładne.

Mój najnowszy łup i jednocześnie pierwsze buty marki Keds – to w 100% skórzane tenisówki ze świetną, miękką wkładką dream foam – chodzi się w nich jak na chmurce. Na razie mogę tylko powiedzieć o nich to, że są dość wygodne i łatwo się czyszczą – wystarczy przetrzeć je chusteczkami do pupy 😀 i są jak nowe. Są atrakcyjne cenowo i bardzo uniwersalne. Plus za platformę, zawsze przyda się kilka dodatkowych centymetrów :D.

Nie czarujmy się – idealnie białe tenisówki to raczej zakup na jeden, max dwa sezony, dlatego pewnie na wiosnę będę polować już na coś innego – taki typ obuwia po prostu bardzo się u mnie sprawdza. Na pewno wezmę pod uwagę ponownie Tommy’ego Hilfigera (poprzednie białe trampki tej marki musiałam reklamować i zwrócić, bo działy się z nimi dziwne rzeczy, ale dam Tomkowi jeszcze jedną szansę ;)), ale także Sama Edelmana, Filę, Isabel Marant, Rebooki, Pumy. Najbardziej marzą mi się kosmicznie drogie Golden Goose, ale ich cena to przegięcie, więc może poczekam na słynne -70% na Shopbopie :D… A Wy, jakie trampki/tenisówki lubicie nosić najbardziej? Które Wam się sprawdzają najlepiej? Dajcie znać!