Dziecko wkroczyło mi w taki wiek, w którym to jego gniew pojawia się niezapowiedzianie, rzekłabym – znikąd. Gdyby nie to, że jestem bardzo pro, obczytana wzdłuż i wszerz, to dodałabym, że owa złość pojawia się bez powodu, ale wiecie – nowocześni rodzice tak nie mówią. Nowocześni rodzice są świadomi psychologicznie i wiedzą, że każdy wiek ma swoje dramaty i dla dziecka zgubienie samochodzika jest ważne tak samo, jak dla dorosłego kradzież prawdziwej bryki. Że trzeba empatii na wyższym levelu, niż zwykle. Że dziecko nie jest niegrzeczne, tylko zachowuje się niegrzecznie. Że nie ma czegoś takiego jak bunt dwulatka. Że nadmierna emocjonalność związana jest z rozwojem młodej psychiki i z trudnościami w radzeniu sobie z burzą uczuć… Taaaaak, ja to wszystko wiem. Ale wiecie, mimo że jestem człowiekiem dorosłym, to jednak nadal jestem tylko człowiekiem z całym arsenałem wad, słabości, z ograniczeniami i ułomnościami. Dlatego mimo najszczerszych starań, kiedy mój syn drze na mnie japiszona, ponieważ zamknęłam drzwi prawą ręką, a on chciał, abym zrobiła to ręką lewą, to jedyne, co mogę zrobić to to. Dziś przychodzę do Was z dziesięcioma najbardziej niezrozumiałymi, wzbudzającymi u mnie histeryczne napady śmiechu i wolę pilnego oddalenia się powodami mojego syna do złoszczenia się. Jeżeli jesteście ciekawe, co takiego wymyśla Dudosław, zapraszam na wpis poniżej 🙂

P.S Stylizacja też jest warta zobaczenia, bo mam na sobie jedną z kilku spódniczek z Aliexpress, które kupiłam za grosze w stosunku do tego, jakie widuję ceny w Polsce.

żółta falbaniasta spódnica z Aliexpress
torebka: Furla

z ciekawych rzeczy, jakie wypatrzyłam w tym miesiącu na Shopbopie chciałabym Wam pokazać na pewno te buty (chociaż trochę boję się, że mogą obcierać): Marc Jacobs, prawdopodobnie idealne dżinsy Levisa, bardzo elegancką alternatywę dla balerinek, bombową torebkę Coach 1941, kolejną wersję kolorystyczną espadryli Kenzo (polecam, są bardzo wygodne, ale nie kupujcie ich w jasnym kolorze, serce bardzo boli, jak się brudzą na amen)

Mile zaskoczyła mnie bransoletka od Marca Jacobsa, którą kupiłam przyjaciółce – kiedyś miałam biżuterię tej marki i była fajna, ale wyglądała na zdecydowanie mniej solidną niż obecnie. Więc cieszę się, może posłuży jej dłużej 🙂

Kupiłam sobie bluzę Champion, bo miałam wizję, że będzie fajnie pasować do potarganych dżinsów i klapek w takim stylu, ale obawiam się, że muszę odroczyć plany jej założenia, bo jest bardzo ciepła, ma warstwę czegoś w stylu polaru.

 

Dudek, tak jak Wam wspomniałam, wkroczył w fazę, w której jest łatwo go wkurzyć. Oto kilka ostatnich powodów, dla których wpadł w złość:

1. Chciał pomóc w zrobieniu kawy. Przysunął sobie krzesło do ekspresu, włączył go, podałam mu mleko i filiżankę. Zapytałam, czy możemy razem zmniejszyć ilość kawy bo filiżanka jest malutka, a kawa automatycznie dopasowuje się do typowego, dużego kubka. Nie. Poprosiłam raz jeszcze, bo „przecież Adasiu kawa się nie zmieści i się wyleje”. NIE! Ze złości prawie zleciał z krzesła – udało mi się go złapać i zdjąć na ziemię. Obrażony pobiegł do łóżka. A kawa i tak mi się wylała z tej cholernej filiżanki, kiedy byłam zajęta uspokajaniem wpienionej latorośli… 😀

2. Chciał zjeść chrupiące kopytka z Lidla (polecamy :D). Były jeszcze gorące, więc poprosiłam, żeby chwilę poczekał – obraził się. Po kryjomu ukradł jedno z talerza i – uwaga, niespodzianka- okazało się, że jest za gorące, więc w furii rzucił nim przez całe mieszkanie i pobiegł płakać :O.

3. Nie trafił tyłkiem na nocnik, „usiadł” obok, wpadając się ze spuszczonymi gaciami w swoje klocki. Nie dałam rady wytrzymać bez roześmiania się i… to go wkurzyło najbardziej :D…

4. Babcia zaczęła za niego otwierać jajko niespodziankę z folii. To wystarczyło. Bo on przecież SAM! 😀

5. Wpadł w szał, kiedy złamał mu się krakers! Prosił, żebym „napjawiła”!

6. Powiedziałam, że mam dla niego niespodziankę (mój błąd, niespodzianka to dla niego synonim jajka niespodzianki), wyjęłam z torby piłkę z Pidżamersami, których uwielbia całym sobą. Krzyknął, że „to nie jest wcale niespodzianka” i że „boi się Pidżamersów”, a potem uruchomił syrenę :O

7. Zobaczył, że pomalowałam paznokcie i próbował „ściągnąć” z nich kolor. Nie udało się. Był zrozpaczony :O!

8. Chciałam pościelić łóżko przed przyjściem Niani, okazało się, że Adaś chce pilnie użyć go jako trampoliny, podobno nie da się tego robić, kiedy łóżko jest pościelone, bo „psiecieś Adaś musi zjobić to inaciej!”. Kiedy poprosiłam, żeby może odroczył skakanie po łóżku, bo głupio tak mieć rozwalone wyrko przy Kasi, dostał szału, a potem obraził się na mnie. Chwilę później, kiedy przyszła Niania, Adaś zdecydował przenieść obrażanie się na nią. Za co? Za żywota!

9. Ostatnio Dudek lubi brać do wanny lód w kostkach – bawi się nim, podżera, kiedy myśli, że nie widzę :)… Za pierwszym razem dostał ataku szału, kiedy lód mu się rozpuścił, znaczy się zniknął! Puf! Na pewno zła matka zabrała 😀

10. Dudek dostał niesamowitego focha, kiedy poprosił mnie o tosty z serem i ku jego przerażeniu odkrył, że mają one w środku SER. W kulminacyjnym punkcie awantury rzucił nim przez cały pokój. Cóż, trzy minuty nie leżało, zjadł jak przebolał.

Takie ataki szału są prawdziwym wyzwaniem dla matczynej i ojcowskiej cierpliwości. Staramy się jak możemy i choć czasem się nie udaje i żyłka nam pęknie (i właśnie w taki sposób moje dziecko poznało słowa: „cholera jasna!… :|”), to z reguły dajemy radę. Patrząc na to z boku – takie sytuacje są tak absurdalne, że aż śmieszne :D. Dudek przypomina w takich chwilach mieszankę mnie z PMSem z rozwścieczonym mini-nosorożcem :D. Czy Wasze dzieciaki też miewają takie momenty? Jestem przekonana, że tak, choć zdarzają się wyjątki – ja podobno byłam ultra grzeczna :D!