Jednym z moich bardzo wyraźnych wspomnień z dzieciństwa jest szelest przerzucanych kartek i skrobanie długopisu po papierze. Zawsze zaglądałam Mamie przez ramię i zazdrościłam jej siły sprawczej i mocy czerwonego długopisu. Później sama bawiłam się w szkołę, drukowałam z Tatą kartki do udawanego dziennika, dostałam tablicę magnetyczną i chyba nawet udzielałam mojej przyjaciółce korepetycji z ortografii. Obserwowałam, czym jest zawód nauczyciela od samej podszewki i nie mogłam zrozumieć, kiedy Mama powtarzała: „kochanie, zostań kimkolwiek chcesz, tylko nie nauczycielem”. Teraz jestem dorosła i choć we krwi mam belferstwo, nauczycielem raczej nie zostanę. Mama miała rację, bo choć kocha uczyć, wykańcza ją biurokracja, papierologia, bajzel oświaty i niewspółmierne, do tego co robi, wynagrodzenie.

Staram się unikać czytania komentarzy pod artykułami na temat strajku nauczycieli, bo podnoszą mi ciśnienie, ale ponieważ ciężko tego uniknąć, to cóż – chyba po prostu musi mi się ulać. Jak dobrze mieć bloga! Chciałabym odnieść się do najczęściej powtarzanych zarzutów pod adresem nauczycieli. Wychowywałam się wśród nauczycieli. Znajomi mojej mamy to nauczyciele, mama mojej przyjaciółki to nauczyciel, mama Kamila to nauczyciel. I chcę Wam wszystkim przypomnieć, że to co widać na pierwszy rzut oka to tylko wierzchołek góry lodowej. A ludziom, którzy w całej swojej złości, zacietrzewieniu i krótkowzroczności wylewają wiadro pomyj na nauczycieli, brakuje danych. I klasy.

„Czemu przez jakiś głupi strajk mają cierpieć biedne dzieci!?”

Sięgnijmy może do idei strajku – polega on na powstrzymywaniu się od pracy, w celu osiągnięcia realizacji postulatów. I w ten sposób pielęgniarki odchodzą od łóżek pacjentów, taksówkarze blokują ruch drogowy, a nauczyciele… nie uczą. Ideą strajku jest pokazanie, jak duża jest dolegliwość, kiedy osoby z danej grupy społecznej nie wykonują swoich obowiązków. Kiedy mają strajkować, żeby przekazać komunikat i maksymalnie nagłośnić sprawę? W ferie zimowe? A może w wakacje? Faktycznie, pokazaliby władzy, że mają jaja ze stali. Jestem dumna z nauczycieli, że to robią właśnie teraz.

„Trzeba było nie zostawać nauczycielem!”

Ciężko odnieść się do takiego komentarza, bo nie ma on żadnej wartości merytorycznej. To najłatwiej jest się zawinąć i iść w cholerę, zamiast powalczyć o to, żeby zostać zauważonym, a później – dostać wyższą pensję? Jestem w takim razie ciekawa, kto pozostanie, żeby uczyć nasze dzieci. Każdy człowiek ma prawo do starania się o wyższe wynagrodzenie i przypominam – bo niektórzy o tym zapominają – każdy pracownik ma prawo do uczestnictwa w strajku.

„Narzekają, a mają DWA MIESIĄCE WAKACJI!”

Powiedzieć Wam, jakie moje Mama ma wakacje? Ano takie – do połowy lipca codziennie zapierdziela do szkoły na rekrutację. W tym roku będzie jeszcze weselej – do liceum przyjdą dzieci zarówno po podstawówce, jak i po gimnazjum, więc rekrutacja potrwa przez cały lipiec. W sierpniu dyma do szkoły najpierw na poprawki, a ok. 22 sierpnia ma być już do dyspozycji dyrekcji. Kiedy wreszcie ludzie zaczną słuchać i otworzą oczy, że nie wszystko jest zawsze takie, na jakie wygląda na pierwszy rzut oka?

„Niczego nie wyniosłam ze szkoły, nauczyciele beznadziejnie uczą”

Wynosisz tyle, na ile sama sobie pozwolisz. Nauczyciele prowadzą, wskazują kierunek myślenia, ale nie zrobią Ci trepanacji czaszki i nie wleją Ci wiedzy do mózgu. Wśród nauczycieli, jak w absolutnie każdej grupie społecznej, są jednostki wybitne, są przeciętniacy i są oczywiście tacy, którzy po prostu się do tego nie nadają. Nie wiem jak Wy, ale ja spotkałam przez siedemnaście lat swojej nauki nauczycieli od najgorszych, po tych najlepszych. Spotkałam ludzi wrednych, zawistnych, nawet nie próbujących czegoś nauczyć. Płakałam, klęłam, wkuwałam, dostawałam pały, czułam się pokrzywdzona, źle potraktowana. I żyłam dalej, bo to były wyjątki wśród mnóstwa przyzwoitych nauczycieli. Spotkałam na swojej drodze osoby, które do dziś są moją inspiracją, które dotarły do mnie i zmieniły moje patrzenie na świat. I wiecie co? ŻADEN nauczyciel, nawet ten najlepszy pod słońcem, nie sprawi, że będziesz coś umiał i „wyniesiesz coś ze szkoły”, jeżeli Ty nie otworzysz się na wiedzę. Jeżeli nie znajdziesz w sobie dojrzałości i nie postanowisz: „ok, jestem w tej szkole i chcę się czegoś nauczyć, bo mam takie i takie plany na przyszłość i jest mi to potrzebne do ich realizacji”. Należy też zdawać sobie sprawę z tego, że nauczyciele mają program nauczania, który jest im z góry narzucony. Muszą go zrealizować w stosunkowo krótkim czasie. Przekazać wiedzę dzieciakom jak najlepiej, a przecież nie każdy uczeń ma takie same możliwości w przyswajaniu wiedzy.

„Nauczyciel to powinien pracować z powołania a nie dla kasy”

Wiecie co, chyba pracują z powołania, bo kiedy zapytałam znajomych nauczycieli, dlaczego mimo wszystko uczą, to wymieniali następujące powody:

  • lubię uczyć
  • lubię dzieciaki
  • lubię czuć się potrzebna
  • lubię widzieć, jak dzieciak, który miał niepoukładane w głowie powoli się przede mną otwiera i okazuje się, że w środku jest bardzo wartościowy młody człowiek
  • lubię uczyć się OD DZIECI – optymizmu, innego patrzenia na świat, samozaparcia, walki ze swoimi słabościami
  • lubię wspierać sukcesy dzieci

Widzicie to? Jeżeli to nie jest powołanie, to ja już nie wiem, czym ono jest. Może ktoś mnie uświadomi? Tylko wiecie co, spójrzmy prawdzie w oczy – nie zapłaci się czynszu powołaniem.

A pozostając w temacie pieniędzy – w sumie jeszcze do niedawna myślałam, że to specyfika szkoły, w której pracuje moja Mama, wiecie, małe miasteczko, mały budżet… otóż moja mama i wszystkie je koleżanki i koledzy z pracy muszą dokładać do interesu. Mama piętnaście lat temu kupiła farbę, przywlokła do szkoły stare meble z domu, odmalowała je i postawiła w klasie – stoją tak do dziś. Kupuje papier do drukarki, tusz, drukuje na swój koszt wszystkie sprawdziany, arkusze egzaminacyjne.. Kupuje sobie wszystko sama- od długopisu po prezenty dla zapraszanych do szkoły gości. Wszyscy nauczyciele, z którymi rozmawiałam, zanim zaczęłam pisać ten artykuł, powtarzali ten sam komunikat: „uczenie jest świetne, to nie praca przy tablicy wysysa energię z nauczyciela”. Sponsorowanie oświaty przez osoby, które zarabiają pieniądze niegodne wagi tego zawodu jest żenujące. Czy ja mam przychodzić do pracy z własnym komputerem? Mam sobie kupić subskrypcję Photoshopa, żeby tworzyć grafiki dla pracodawcy, pracując w agencji reklamowe na etacie? Czy lekarz musi sobie na swój koszt urządzić gabinet w szpitalu? A może pani pracująca na kasie w Biedronce ma sobie sama załatwić… kasę? Otwórzcie oczy. Tak długo było na to przyzwolenie, że zaczęto uważać, że to coś normalnego.

Dlaczego każdy z nas powinien wspierać strajk nauczycieli?

Wiecie co jeszcze pamiętam z dzieciństwa? Pamiętam dzieciaki, które wpadały do mojej mamy, żeby powiedzieć, że dostały się na wymarzone studia. A potem, żeby powiedzieć, że je skończyły. Pamiętam przygotowywania kolejnych olimpijczyków do konkursów. Ba, pamiętam moje przygotowania do olimpiad. Pamiętam czasy, kiedy świadectwa wypełniało się od A do Z ręcznie. Byłam dumna jak paw, kiedy w końcu mama uznała mnie za wystarczająco ogarniętą, żebym mogła jej w tym pomóc, bo to ten typ, który nie lubi oddawać nikomu swojej roboty. Pamiętam mamę, która wychodziła rano do pracy na dyżur i wracała po ciemku z wywiadówki. Pamiętam mamę, która wracała do domu, jadła obiad i siadała do klasówek na długie godziny. Widzę moją mamę, która biega po całym mieście do dzieciaków na nauczanie indywidualne. Żeby później przeczytać, że nauczyciele mają high-life i tak krótko pracują. Że mało z siebie dają. Widzę to wszystko, czego nie widzą ci ludzie, którzy później opowiadają się przeciwko strajkowi nauczycieli. Praca nauczycieli to nie tylko tablica i kreda.

Zawód nauczyciela pełni ważną rolę w naszym społeczeństwie, śmiem stwierdzić, że ważniejszą niż wiele innych zawodów, włączając w to mój. To na nauczycielach w sporej mierze spoczywa odpowiedzialność za przyszłość naszych dzieci. Z tego powodu należy im się szacunek, bo podejmują się odpowiedzialnej i trudnej roli – osobiście trzęsłabym gaciami przed wyjściem przed 30-osobową grupę młodych, oceniających każdy mój ruch ludzi. I to nie po to, żeby sobie pogadać i wyjść, tylko po to, żeby ich zainteresować, zyskać szczerą sympatię, szacunek i NAUCZYĆ ICH CZEGOŚ.

Czymś innym jest brak poparcia dla strajku, a czymś innym jest wyzywanie ludzi, którzy chcą zarabiać więcej niż 2000 na rękę od nierobów i poniżanie ich. Rodzice, ministrowie, dzieciaki – dajcie nauczycielom powalczyć, oni to robią po to, żeby DALEJ UCZYĆ! Spróbujcie sobie wyobrazić sytuację, w które w szkołach zabraknie dobrych nauczycieli. We don’t need no education? Nie ma takiej opcji, potrzebujemy jej najbardziej na świecie. Do boju, nauczyciele, jestem całym sercem z Wami!