Nie wiem, czy już opowiadałam Wam moją tragiczną historię, która pokazuje, jak się kończy łykanie jak radosny pelikan wszystkiego, co nasi rodzice nam mówią. Powiadam Wam zatem – nie róbcie tego. Sprawdzajcie, potwierdzajcie. Nie bierzcie za pewnik. Ale od początku. Kiedy byłam mała i za długo siedziałam w wannie, robiły mi się na palcach takie… no wiecie, takie coś, od wody. Nie wiedziałam co to i czy tak to i zostanie, ale Tata zawsze mnie uspokajał, mówiąc, że „to tylko zamaczanki” i że zejdą. No i schodziły. Te zamaczanki. Lata mijały, zamaczanki były dalej zamaczankami i dalej – jak obiecał dawno temu mój Tata – schodziły. Aż przyszedł ten smutny dzień – dzień sądu, w którym użyłam przy kimś słowa „zamaczanki”, na co ten ktoś zapytał:

-zama…co?

-zamaczanki. Na palcach, jak siedzi w wodzie. Zamaczanki.

-Martyna, nie ma takiego słowa

-oszalałaś, jest tak słowo. To jest słowo określające takie coś, co robi się na palcach, kiedy siedzisz za długo w wannie….

-Sprawdź w słowniku, nie istnieje takie słowo

Sprawdziłam. Nie istniało. Poszłam więc do Taty

-Tato, oszukałeś mnie, zamaczanki nie istnieją!

-Oczywiście, że istnieją, to taki coś, co się robi, jak siedzisz za długo…

-Sprawdź w słowniku

-Kłamiesz.

Okazuje się, że kłamstwo było wielopokoleniowe, nie wiadomo, kto wymyślił zamaczanki. Wiadomo natomiast, że profesor Miodek mógłby mieć problem z tym słowotwórstwem.

Aż ostatnio, kiedy kąpałam Adaśka, Dudek majtał rękami w wodzie i nagle uniósł je i krzyknął: „o nie, kupa!”. Szybko sprawdziłam, czy w wodzie aby nic nie pływa, obejrzałam ręce, palec po palcu – nigdy nie wiadomo, jakie zdolności ma pierworodny, a nuż faktycznie kupa, niewiadomo skąd i dlaczego. Nawet Ojciec Dziecka przyszedł, obejrzał, ba – powycierał paluszki. No nie ma kupy. Ale jak nie ma kupy, jak dziecko dalej macha palcami i, lekko przerażonym tonem, mówi – „mamo, tato, kupa, ojej!”. W końcu nadeszło olśnienie, eureka – pytam: „Adasiu, czy chodzi ci o to, że paluszki zrobiły Ci się pomarszczone?”. Na co latorośl odrzekła zdecydowanym tonem: „tak, to kupa!”. Wtedy to, pogodzona ze sobą, z ojcem i z pomarszczonymi palcami odpowiedziałam, pewnym głosem: „nie kiciu, to tylko ZAMACZANKI. Zamaczanki są wtedy, jak siedzisz za długo…”.

No proszę, i tak się to robi!

Outfit jest LETNI, bo nie godzę się na to, co dzieje się za oknem. I już!

okulary: Ray Ban – Shopbop

kombinezon: Zara

buty: CCC