Co mam na sobie?

balerinki: Tory Burch

torebka: Tory Burch

kurtka, sukienka: Zara (podobne sukienki w kwiaty znajdziesz tutaj)

Dawno, dawno temu…

Dawno temu, kiedy byłam jeszcze małym dzieciuchem, moja babcia zabrała mnie na wycieczkę do Warszawy – mieszkała tu moja ciocia, a PKP już wtedy miało doskonałe (sic!) połączenie, więc wyprawa była zupełnie osiągalna i bardzo atrakcyjna dla małej Komódki. Byłam za mała, żeby wszystko świetnie pamiętać, ale mam przebłyski. Wiecie, co mam na myśli? Czasami niewiele pamiętamy z danego czasu, ale kojarzymy jakiś zapach, kolor, albo uczucie. Ja mam w głowie kilka mocnych wspomnień: jeżyk z utwardzonej modeliny kupiony na starówce, różowe tenisówki, które dostałam od cioci (spałam w nich tamtej nocy, też tak robiłyście :D?), ser camembert, piosenki z Kubusia Puchatka na walkmanie i…

Coś jeszcze 🙂

Mieszkanie, do którego ponad dwadzieścia lat później wprowadziłam się z Kamilem i w którym mieszkałam ponad rok! Czas zrobił swoje i nie wyglądało ono już tak pięknie, jak wtedy, kiedy ciocia w nim mieszkała, ale umysł ludzki lubi zaskakiwać – mieszkając tam, przypominałam sobie kolejne sceny z dzieciństwa, chwile, które tam spędziłam. Nigdy nie sądziłam, że kiedyś w nim zamieszkam, ba – próbowałam sobie przypomnieć okolicę, ulicę przy której stała ta kamienica i początkowo nic nie wskazywało na to, że cokolwiek pamiętam w tamtego czasu.

Szczęśliwe zbiegi okoliczności

Zabawne jest to, jak historia zatacza koło, zabawne są zbiegi okoliczności i szczęśliwe trafy – ostatnio czuje się pod tym względem tak, jakby uniwersum za wszelką cenę próbowało mi coś przekazać, bo jest ich całe mnóstwo! To, że w odpowiednim czasie pojawiam się w odpowiednim miejscu ostatnio skutkuje totalną zmianą dotychczasowej drogi. Jak NIE przystało na fankę Harry’ego Pottera (a więc również i magii) raczej nie wierzę w takie rzeczy, ale jest ich ostatnio tak wiele, że nawet mnie wydaje się to całkiem sensowne. Miewacie tak czasami?

Pasmo porażek

W zeszłym roku miałam okres niepowodzeń, jakoś wiele rzeczy przychodziło mi ciężko, trochę się nagmatwało i miałam wrażenie, że jest jakoś średnio w moim życiu, aż w pewnym momencie dobre, pozytywne wydarzenia zaczęły występować jedno po drugim, a złe doświadczenia udawało mi się przekuć w coś dobrego, zupełnie jakbym wskakiwała na górę sinusoidy. Uznaję to za dobrą monetę i bez zbędnego analizowania zabieram się za wyciskanie dobrej passy jak cytrynkę. A Wy jesteście teraz na górze, czy na dole sinusoidy? Wierzycie w takie rzeczy?