Zakupy na Aliexpress

Ale jestem szybka, co? Dzisiaj odebrałam przesyłkę z gratami z Aliexpress, na które czekałam tak długo, że szczerze powiedziawszy nie pamiętałam nawet, co zamówiłam. A nazamawiałam sporo :D! Praktycznie same fajne rzeczy i jedna porażka, za chwilę Wam o wszystkim opowiem . W każdym razie- nie planowałam w ogóle tego wpisu, ale jedna z zamówionych rzeczy okazała się takim hiciorem, że nie miałam wyboru, muszę Wam to pokazać jeszcze tego samego dnia! Czytajcie dalej jeżeli jesteście ciekawi o czym mowa.

Hit zamówienia to gąbeczki do makijażu!

Napaliłam się jak szczerbaty na suchary, żeby podać Wam dokładny link do gąbeczek, a tu kicha, sprzedawca już nie istnieje… No cóż, trudno się dziwić, skoro na Aliexpress wszystko zmienia się z prędkością światła, a ja zamawiałam swoje produkty dwa miesiące temu (wyjątkowo długo szły). Podaję Wam zatem jedyny alternatywny link, jaki udało mi się wykopać. Gąbki mają mało opinii, ale cena jest identyczna jak tamta, za którą kupiłam swoje, a recenzje są pozytywne. Ja bym zaryzykowała. O, tutaj je kupicie: gąbeczki do makijażu.

Co w nich takiego wyjątkowego? Idealne gąbeczki muszą poddawać się łatwo ugniataniu (nie mogą być za twarde, bo równie dobrze mogłybyśmy sobie nakładać podkład piłką do tenisa) i muszą rosnąć pod wpływem wody. Ten trójpak (ach tak, zapomniałam powiedzieć – to co widzicie na zdjęciu to dwa trójpaki, od najmniejszej gąbeczki, ktora sprawdzi się do korektora, do największej, idealnej do podkładu) spełnia oba wymagania, dodatkowo cena jest wyjątkowo zachęcająca. Nic tylko brać!

Tak zwane flamingowe pierdółki za grosze. No co ja poradzę, mam słabość do tych różowych ptaków! Kupiłam sobie naprasowankę na ubranie i planuję ozdobić nią szorty albo zwykły t-shirt. Mam też saszetkę z flamingiem, choć nie jestem pewna, czy dokładnie mój model jest jeszcze w sprzedaży – widzę, że jest za to mnóstwo innych, też ślicznych. Saszetka przyda mi się na drobniaki, które non stop walają mi się po torebce.

Ach ten marmur…

No co ja mogę powiedzieć na swoje usprawiedliwienie… a, tak, Młody wrzuca mi regularnie pędzle pod łóżko, więc musiałam po prostu uzupełnić zapasy :D… a tak poważnie, to po prostu ciężko było się powstrzymać. Pędzle z marmurowym wzorem są baaaaardzo #instafriendly, ale oprócz tego są też naprawdę przyzwoitej jakości (pędzle z Aliexpress są zazwyczaj bardzo podobne do siebie pod względem jakości – te większe są milutkie i fajnie się sprawdzają, te mniejsze raczej o dupę rozbić :D…). Będą i do zdjęć i do konturowania. Za 5$ hello!!!!

Przedostatnia rzecz, którą chciałam Wam polecić to przepiękne i całkiem spore naprasowanki z ptaszkami. Żurawie na stówę wylądują na mojej bomberce, którą chciałam już sprzedać, bo totalnie mi się znudziła. Co do linku, to znowu mam mały fail- sprzedawca się wypiął i nie mogę go zlokalizować, ale znalazłam Wam innego, naprasowanki są w jeszcze lepszej cenie. Tutaj macie ptaszki typu wróbelki, a tutaj żurawie, totalnie po taniości.

I ostatnia rzecz, której jest dla mnie lekką żenadą, ale jednocześnie zaryzykowałam i pojawiła się ona na każdym zdjęciu… ciekawe, czy zwróciłyście na nią uwagę, czy mocno kłuje w oczy? Dajcie znać! Mowa o liściach monstery. Sztucznych liściach, by być bardziej ścisłym. No cóż, zachciało się mieć roślinkę, ale tylko do zdjęć, bo żywa by mi po prostu zdechła, albo Młody by mi ją zeżarł. Zamówiłam więc sztuczne liście monstery i może na fotkach wyglądają nieźle, może na Aliexpress wyglądają ok, może i mają bardzo dobre opinie, ale… sorry Winnetou, ja tego nie kupuję, dla mnie wyglądają sztucznie do bólu. A cała zabaw ze sztucznymi kwiatami polega na tym, żeby jak najbardziej przypominały prawdziwe – wiem o tym, bo stałam się poszukiwaczką idealnych sztucznych wiechci do zdjęć. Tym razem wyszła z tego kaszana, ale może zostawię liście, żeby pojawiały się w tle. Takim mocno rozmazanym ;).