Ostatni miesiąc upłynął nam w atmosferze ogólnego, rodzinnego relaksu-mieliśmy dużo czasu dla siebie, ciągle gdzieś jeździliśmy z Młodym, a dodatkowo odpadł nam spory czasochłonny obowiązek, jakim jest gotowanie. Przez miesiąc byliśmy żywieni! Dla matki, która ma co najwyżej czas na złapanie byle jakiego śniadania i łyka zimnej kawy był to bardzo interesujący czas. Zaraz Wam opowiem, jak nam minął ten miesiąc, z perspektywy mojej i Kamila, jako że byliśmy karmieni oboje.

KAMIL

Oboje z Martyną wrzuciliśmy kilka parametrów w kalkulator BMI i na tej podstawie zdecydowałem się na dietę strong – 2500 kalorii. To dieta, która miała obfitować w białko i węglowodany, idealna dla osób żyjących aktywnie, uprawiających sport. Trochę się przeliczyłem, bo tego jedzenia było po prostu bardzo dużo! Na szczęście mamy w domu jeszcze jednego wygłodniałego drapieżnika, który chętnie pomagał nam w opróżnianiu pudełek.

Sam system dostarczania jedzenia był bardzo udany i bezproblemowy

Otwieraliśmy rano drzwi i zgarnialiśmy Diet Box z wycieraczki. Jedzenie było smaczne, początkowo wydawało się bardzo różnorodne, ale mniej więcej po tygodniu pokazały się pewne schematy, powtórki. Na plus-testowanie nowych smaków. Jestem osobą bardzo nudną, jeśli chodzi o jedzenie. Jeśli coś lubię, jem to cały czas; jeśli czegoś nie znam – nie mam za bardzo potrzeby próbować. Tym razem nie miałem wyjścia-testowałem nowości i jadłem rzeczy, o które bym się nie podejrzewał. Minus-być może to wynikało z tego, że postawiłem na dietę strong, ale było bardzo, bardzo dużo mięcha. Za dużo. Kocham warzywa i jajka, myślałem, że białko będzie dostarczane w również innej formie, a tymczasem zostałem zalany mięchem. Może faktycznie to mój błąd i jest to dieta dedykowana osobom, które spędzają dzień na siłowni i muszą w taki sposób dostarczać sobie potrzebnych składników, ja jestem osobą aktywną, ale było to dla mnie prostu za dużo. A, no i fajnie by było czasami dostać coś słodkiego. Martynie zdarzało się dostać w swoim podstawowym pakiecie ciasto, a mnie wcale :(.

Wygoda Diet Boxa jest niewątpliwa i bezapelacyjna

Czas, który spędzalibyśmy w kuchni… no dobra, Martynka spędzałaby w kuchni, bo ja jestem fatalnym kucharzem, (dopisek od Martyny: nie jest fatalnym kucharzem, nie gotuje, bo się boi, że mu nic nie wyjdzie! Jajecznicę robi wspaniałą!) wykorzystaliśmy na podróżowanie z Młodym po Warszawie i okolicach. Innymi słowy-Diet Box dał nam dodatkowe godziny i bardzo zwiększył komfort naszego życia. Całe rozwiązanie jest dla mnie super pomysłem, ale wolałbym, żeby dieta była bardziej spersonalizowana i tańsza-bo jest to zdecydowanie dość kosztowna impreza. Dla ludzi pracujących od rana do wieczora wydaje się to jednak jedyną opcją, kiedy chce się dobrze odżywiać.

MARTYNA

Codzienne przynoszenie Diet Boxa z wycieraczki (ufff, mamy normalnych sąsiadów i nikt nam niczego nie ukradł, a słyszałam już o takich akcjach) było dla mnie jak otwieranie prezentów gwiazdkowych :D. Zresztą, jeżeli śledzicie mnie na instastory to słyszeliście, że jaram się jak młoda pochodnia. Uwielbiam jeść, uwielbiam testować nowe smaki i byłam nastawiona totalnie pozytywnie. Zwłaszcza że odkąd jest z nami Młody, to moje jedzenie ogranicza się do złapania jakiegoś pojedynczego kęsa raz na jakiś czas. Rzadko mam chwilę, żeby siąść i coś zjeść, bo Małolat przeżywa teraz fazę pt. „mamo, co tam masz?”. Zżera mi wszystko, co zobaczy. Ciężko narzekać na jego apetyt. No, ale do rzeczy. Poranek wyglądał tak: przynosiłam dwie torby żarcia z wycieraczki, wyjmowałam wszystko, wybierałam śniadanie, wrzucałam na patelnię lub do piekarnika (no, chyba że było na zimno), rozdzielałam porcję między siebie a chłopaków i wszyscy zajmowali się jedzeniem. Młody całkiem nieźle je już łyżeczką, każdy w tym samym czasie dostałam swoje papu i zajmował się konsumpcją.  Bez czekania, aż się zrobi, bez brudzenia talerzy, noży, desek, garów i bez dokładania sobie roboty. Sto punktów do komfortu.

Możesz jeść, gdzie chcesz. Możesz jeść w samochodzie w drodze na wycieczkę, możesz iść na piknik, jedyne, o co trzeba zadbać to spora ilość miejsca w lodówce. Najłatwiej jest po prostu pozbyć się wszystkiego innego, ale w naszym przypadku był jeszcze Młody, dla którego są przewidziane też inne rzeczy do jedzenia. Nie ma lodówki bez owoców, warzyw czy poczciwych parówek :D…

Ilość jedzenia była spora!

To, czego i mnie i Kamilowi brakowało, to konkretny opis każdego posiłku-ilość kalorii, konkretna ilość białka, węgli i reszty składników w każdym pudełku. Ja zdecydowałam się na dietę z wygody, nie z potrzeby panowania nad liczbą zjadanych kalorii, ale jeżeli ktoś zamówił dietę, żeby się odchudzać, to jest to problem. Nie narzekam na ilość mięsa tak jak Kamil-dla mnie to była ilość optymalna, za to to, co nie odpowiadało mi w moim pakiecie podstawowym to ilość ryżu i kaszy. Te dwa składniki pojawiały się w co najmniej kilku posiłkach dziennie. To nie tak, że ich nie lubię – ale nie w takiej ilości. Dla przykładu-ziemniaki pojawiły się w całym miesiącu RAZ, tak samo jak makaron. A ja, włoska dusza, najbardziej cieszyłabym się właśnie z jakiejś pysznej pasty. Rzadko zdarzało się tak, że coś totalnie mi nie smakowało i nie chciałam tego jeść, dosłownie kilka razy. Poza tym żarełko było smaczne, tylko faktycznie-po tygodniu dość monotonne, winowajcą jest według mnie właśnie ta nieszczęsna kasza z ryżem.

Parę rzeczy było wybitnych i wejdą do mojego menu na stałe

Przekozacka zupa z mleczkiem kokosowym i krewetkami (była dość pikantna, ale nawet Dudek mi ją podżerał!), pyszne frytki z batatów, pietruszki i selera. Boski sernik, który kiedyś dostałam na… śniadanie. Kokosowa jaglanka, ZAJEBISTY krem pietruszkowy. Tak, pojawiły się takie hity, o których ciężko będzie mi zapomnieć.

Tak jak wspomniał Kamil-Diet Box dał nam sporo gratisowego czasu. To był bardzo przyjemny miesiąc, na pewno żyło nam się dużo łatwiej i byliśmy zdecydowanie bardziej zrelaksowani – Młody szedł spać, a my mogliśmy sobie posprzątać chatę albo po prostu obejrzeć serial, zamiast rozkminiać „co na obiad”. Dla kogo to super opcja? Na pewno dla mamy/taty, siedzącego z dzieckiem w domu-wydaje się, że kiedy tak się siedzi, to czasu jest w bród, a potem okazuje się, że biedny rodzic nie je nic cały dzień, bo przez 10 godzin zapieprza za małym zdobywcą, powstrzymując go przed śmiercią.

Na pewno jest też idealna dla osób, które dużo pracują

Wracają do domu późno i jedyne o czym myślą to to, żeby siąść sobie na tyłku, zamiast zakładać fartuszek i wchodzić do kuchni. I na pewno dla osób, które muszą pilnować diety ze względów zdrowotnych lub tych, które chcą schudnąć. Dlaczego? Samo dbanie o zdrowie (np. przy diecie cukrzycowej) jest wyzwaniem. Już sam fakt nie jedzenia pewnych rzeczy lub pilnowania regularnego jedzenia jest dla wielu osób bardzo ciężki. Dodajcie do tego jeszcze to, że ktoś ma dbać o zdrowie, a nie lubi gotować. Powodzenie „misji dieta” wydaje się w takim wypadku prawie nieosiągalne. W sytuacji, kiedy dieta jest wyrzeczeniem, warto po prostu mieć jeden z jej aspektów z głowy i ułatwić sobie zadanie. Ja bardzo bym chciała, żeby mój tata skorzystał z diety pudełkowej, bo ma pewne problemy z metabolizmem, które wymagają regularnego jedzenia, ale żadna siła nie jest w stanie go przekonać, żeby jadł regularnie. Gdyby miał jedzenie pod nosem, to może po prostu zacząłby to robić.

Ten wpis chyba już zakrawa na książkę! Dlatego, nie mordując Was już dłużej, podsumuję:

PLUSY DIETY PUDEŁKOWEJ:

  • daje nam więcej czasu na inne sprawy
  • świetna dla osób, które muszą się zdrowo odżywiać, ale nie lubią gotować
  • świetna dla osób, które nie mają czasu na gotowanie bo dużo pracują lub siedzą z dzieckiem w domu
  • świetna dla osób, które chcą dostarczać sobie konkretnych wartości odżywczych, ale nie znają się na tym
  • nie trzeba chodzić na zakupy
  • można wziąć ze sobą pudełko wszędzie
  • można testować nowe smaki
  • masz codziennie niespodziankę!

MINUSY DIETY PUDEŁKOWEJ:

  • Czasem ma się ochotę na coś konkretnego, a trzeba jeść co dają 😀
  • czasem dieta jest za mało spersonalizowana
  • brak podanych konkretnych wartości odżywczych, kalorii na każdym pudełku
  • bywa, że dieta jest monotonna
  • wszystko dostajemy w plastikowych pudełkach i generuje to dużo odpadów
  • spora cena

 

 

A Wy próbowałyście kiedyś diety pudełkowej? Dajcie koniecznie znać, jak się u Was sprawdziła!