Wiecie, że daleko mi do dzieciowego świra. Staram się mieć dystans do wszystkiego, co spotykam na swojej drodze, zaczynając od jedzenia (niekoniecznie kupuję marchewki na bio targach), przez zabawki (to Dudusia mają cieszyć, a nie moje oko), a kończąc na kosmetykach (nie za bardzo znam się na składach, więc nie robię z siebie samozwańczego chemika i nie bawię się w analizę każdego produktu). Próbuję wyważyć moje poglądy, znaleźć jakiś rozsądny, złoty środek, nie popadać w skrajności, ani w zbytnio lekkie traktowanie wszystkich tych tematów, ani w przesadzanie w drugą stronę. Jakiś czas temu miałam okazję wziąć udział w interaktywnych warsztatach marki JOHNSON’S „Sprawdzone – udowodnione!” i trochę pogłębić swoją wiedzę w zakresie kosmetyków dla dzieci. Dzisiaj przygotowałam dla Was wpis z największymi mitami dotyczącymi kosmetyków, w tym oczywiście kosmetyków dla dzieci. Niektóre informacje mnie bardzo zdziwiły i zweryfikowały moją wiedzę i poglądy, wszak zostały potwierdzone przez fachowców, a nie madki z grup na fejsbuku :).

SLSy i SLESy to zło!

MIT

SLS – Sodum Lauryl Sulfate oraz SLES Sodium Laureth to anionowe środki powierzchniowo czynne o właściwościach myjących i pianotwórczych. Pamiętacie ten boom parę lat temu, żeby nie kupować żadnych kosmetyków z SLESami i SLSami? Praktycznie wszystkie drogeryjne marki podchwyciły ten trend, wypuszczając produkty bez tych środków. Ja też uległam tej modzie! Kupowałam szampony i odżywki bez SLSów i bez silikonów bez głębszych przemyśleń, nie zainteresowałam się dlaczego właściwie jest to coś złego. Używałam ich sumiennie przez jakiś czas i ze zdziwieniem zauważyłam, że moje włosy, pielęgnowane całkowicie naturalnymi (superdrogimi…) kosmetykami wyglądają zdecydowanie gorzej, a te „nieszczęsne sztuczne środki” im zwyczajnie służą. SLSy i SLSESy mogą podrażniać, ale tylko wtedy, gdy są stosowane jako pojedyncze substancje w wysokich stężeniach i przy długotrwałym kontakcie ze skórą. W kosmetykach nigdy nie stosuje się takich stężeń. Nie ulegajcie trendom tak bezmyślnie jak ja, poczytajcie, zanim zdecydujecie, jakim kosmetykom dawać szansę, a jakim nie.

Niektóre kosmetyki są testowane na zwierzętach

MIT

Od 2013 roku w Unii Europejskiej obowiązuje całkowity zakaz przeprowadzania testów na zwierzętach. Zakaz dotyczy również testowania składników wykorzystywanych do produkcji kosmetyków.

Konserwanty to zło!

MIT

Słuchajcie, to kolejny trend, któremu uległam bez namysłu. Konserwanty od jakiegoś czasu kojarzyły mi się z czymś złym, ale na ostatnich warsztatach miałam okazję zobaczyć na własne oczy jak wygląda kosmetyk, który nie ma konserwantów… Był zielony od pleśni! A więc tak: za mala ilość konserwantów powoduje, że kosmetyk nie jest chroniony przed rozwojem bakterii i grzybów. Same zarażamy nasz kosmetyk! Za duża ilość konserwantów może podrażniać skórę. Optymalna ilość substancji konserwujących zapewnia czystość mikrobiologiczną i bezpieczeństwo produktu, a także jego łagodność.

Najlepsze są naturalne kosmetyki, bez żadnej „chemii”!

MIT

Nie ma kosmetyków bez chemii. Każda substancja na Ziemi jest substancją chemiczną lub ich połączeniem – woda, cukier, sól, drewno, oliwa. Potocznie mówiąc substancje chemiczne są wytwarzane wyłącznie syntetycznie. W rzeczywistości zarówno substancje pochodzenia naturalnego oraz chemicznego mogą być niebezpieczne. Natura może wytwarzać szkodliwe substancje (np. alergeny) a w laboratoriach powstają substancje bezpieczne i dobroczynne (leki, witaminy). Obawa przed sztucznymi składnikami jest nieuzasadniona. Ocena bezpieczeństwa surowców syntetycznych jest dużo łatwiejsza niż w przypadku tych pochodzenia naturalnego. Nie wspominając o tym, że w laboratoriach tworzy się także związki identyczne z tymi, które występują w naturze.

 

Olej parafinowy to największy zapychacz porów

MIT

Kiedyś namiętnie używałam… kremu bambino w roli kremu do twarzy! Moja przyjaciółka była w szoku, kiedy jej o tym powiedziałam, zapytała, czy mnie nie zapycha. Byłam wtedy laikiem kosmetykowym, nie wiedziałam nawet co to znaczy! Doczytałam, że mowa o zatykaniu porów, czyli o rzekomych właściwościach komodogennych. I wiecie co? Olej parafinowy nie ma takiego działania w określonych ilościach! To mit! Znacznie większe tendencje do zapychania porów mają oleje roślinne, olej kokosowy, migdałowy czy chociażby masło kakaowe

 

Czysta woda wystarczy, aby umyć dziecko, najlepiej nie korzystać z żadnych kosmetyków

MIT

Tłuszcz i brud nie rozpuszczają się w wodzie. Najlepiej jednak zastosować łagodny płyn myjący (nie mydło, mydło wysusza skórę!), który dodatkowo dobrze wpłynie na ewentualny problem z twardą wodą. Skóra niemowląt w pierwszych latach życia nie wydziela wystarczających ilości łoju, który naturalnie chroni skórę. Pielęgnacja delikatnej skóry musi koncentrować się na natłuszczaniu i myciu.

Emolienty można kupić tylko w aptece

MIT

Emolienty to produkty, które służą natłuszczaniu i nawilżaniu skóry. Nie jest prawdą, że emolienty można kupić wyłącznie w aptekach. Do emolientów zaliczamy także zwyczajne oliwki, mleczka i kremy, które posiadają składniki natłuszczające skórę.

Warsztaty „Sprawdzone – udowodnione! czyli cała prawda o kosmetykach dla dzieci” to już kolejna edycja działań społeczno-edukacyjnych JOHNSON’S® skierowanych do rodziców i położnych. Warsztaty zostały poprowadzone przez Katarzynę Bosacką, dr inz. Magdalenę Sikorę i Agnieszkę Machnio. Było super w nich uczestniczyć i nie mogę się doczekać kolejnej edycji! Bardzo się cieszę, że mogę pogłębiać swoją wiedzę, rozmawiając z ekspertami i mamami. W ciągu dwóch lat udało się przeszkolić ponad 2 000 pracowników ochrony zdrowia oraz rodziców i przeprowadzić ponad 140 autorskich warsztatów, na których eksperci dzielili się swoim doświadczeniem. Więcej informacji: https://www.johnsonsbaby.com.pl/.