Czas na nową odsłonę cyklu JEDNA MARKA – dzisiaj na tapet wezmę markę Tory Burch. To stosunkowo młoda marka, zainicjowana w 2004 przez małżeństwo Burch. Jest stawiana obok Michaela Korsa, Kate Spade czy Rebecci Minkoff jako marka ze „średniej wysokiej półki. Dla mnie – fanki Michaela Korsa – od początku była dobrą alternatywą – jakościowo nie odbiega od Korsa, a sama popularność marki na polskich ulicach jest nieporównywalnie mniejsza. Kocham Korsa, wiecie o tym doskonale, ale staram się już nie kupować od niego dodatków, bo zszedł pod strzechy już w takim stopniu, że trochę mi się opatrzył i znudził. Szukam godnych zamienników, początkowo wycelowałam mój radar na Kate Spade, ale mam od niej torebkę, a moja mama portfel i te rzeczy zniszczyły się po prostu błyskawicznie. Portfel Korsa wygląda jak nowy, a mam go już ponad trzy lata. Portfel mojej mamy wygląda fatalnie po roku – aż mi wstyd, że jej go kupiłam. Moja torba Kate Spade (mowa o tym modelu KLIK) wyszła ze mną dosłownie parę razy i wygląda na tyle źle, że nie mogę jej sprzedać! Dla mnie to jest nie do przejścia, bo nie kupuję rzeczy w takich cenach po to, żeby traciły 90% swojej ceny po kilku wyjściach, a każda torba Korsa wygląda idealnie i każdą z nich mogę spieniężyć, kiedy tylko zechcę. To samo tyczy się na szczęście rzeczy od Tory Burch, ale o tym w dalszej części wpisu :).


Mała czarna torebka na łańcuszku, czyli Alexa Shoulder Bag to moja ulubiona torba tej marki. Jest zrobiona z delikatnej skóry. Można nosić ją na podwójnym – krótkim pasku, albo na długim. Jej cechą charakterystyczną jest to, że nie ma znaczenia, na którą stronę ją nosimy – zarówno z jednej, jak i z drugiej strony ma klapkę i przegródki. Ma również przegródkę na środku! Dzięki temu mieści naprawdę sporo i jest wyjątkowo uniwersalna. Pasuje do eleganckich, klasycznych stylizacji, ale również do dżinsów i Conversów. To taka moja tańsza wersja wymarzonej Chanel 2.55.

Druga torba Tory Burch, którą mam w swojej szafie to jedna z moich ulubionych codziennych torebek – a przyznaję, trochę nie w moim stylu. Zazwyczaj jestem bardzo nudziarska w tej kategorii – torba jest albo czarna, albo szara, albo brązowa. Szaleństwa w kolorze albo we wzorze to rzadkość. I właśnie torba Gemini Link Tote, stworzona z nieprzemakalnego tworzywa to taki wyjątek. To idealna torba na zakupy, na weekend, do dżinsów, na niezobowiązujące okazje. Idealny shopper, który nie jest moim granatowym Korsem :D. Miękka, po złożeniu na płasko zajmuje mało miejsca. No i cena też jest sporo niższa od przeciętnej torebki Tory Burch.

Torba Tory Burch York Buckle Tote w kolorze Light Oak to dość sporych rozmiarów shopper. Jest większa od standardowego Jet Seta Michaela Korsa, nie jest też tak „plastyczna” jak mój Kors (który nie ma przgródek). Kors, postawiony bez żadnej zawartości, trochę opadnie, nie utrzymuje kształtu, a skóra jest dość miękka. Torebka Tory trzyma kształt, jest sztywna, nie można jej wypchać jak wór świętego Mikołaja. Plusy? Przepiękny kolor, skóra saffiano, którą lubię najbardziej, uniwersalność, minimalizm projektu.

McGraw Tote w smakowitym kolorze Baguette to z kolejny shopper, tym razem jednak z miękkiej skóry jagnięcej. To mój najnowszy nabytek z tej marki, dlatego niewiele Wam o nim opowiem. Minusem jest to, że prawdopodobnie będę musiała na nią mocno uważać – na tego rodzaju skórze widać każdą ryskę, dlatego tak bardzo lubię skórę saffiano. Tak ja wspominałam, skóra jest mięciutka, dlatego torebka powinna być przechowywana w worku przeciwkurzowym, wypchana na sztywno. Przeleżała u mnie całą zimę, bo o tej porze roku wolę ciemne torby, ale wiosną dam jej wycisk :).

Shaw Fringe Espadrilles to mój zeszłoroczny łup z wyprzedaży na Shopbopie – zapłaciłam za nie ok. 200 zł! Są cudne, nie mogę się nawet zdecydować, czy wolę te, czy może moje espadryle Kenzo! Ciężki wybór, może dlatego, że wprost uwielbiam ten typ obuwia. Jakoś dobrze mi się kojarzy :D. Przechodziłam w nich caaaalutkie lato i wyglądają nadal bez zarzutu. Są bardzo wygodne, wyglądają elegancko, mimo że espadryle mają po prostu taką budowę, że wyglądają mocno casualowo, nawet kiedy są nowiutkie. Powiem Wam, że nie miałabym problemów, żeby wkomponować je w bardziej elegancką stylizację. Na koniec wisienka na torcie – Minnie Travel Ballet Flats. To baleriny, które można zwinąć dosłownie w kłębek – są mega miękkie, wygodne jak kapciuszki. Na sto procent zaopatrzę się w jeszcze w inne kolory, bo to klasa sama w sobie.

Jak widzicie, trochę się tego uzbierało. To, co urzeka mnie w Tory Burch to jakość, dbałość o szczegóły, nienachalne logo (nawet w przypadku Minnie Travel Flats – logo wygląda według mnie po prostu jak element ozdobny) i to, że marka nie jest tak popularna jak Michael Kors, a cenowo od niego w ogóle nie odbiega. W Polsce w akcesoria z tej firmy zaopatrzycie się np. na Eobuwie.pl, na Zalando, w Moliera2 czy w Chiara. Ja robię zakupy na Shopbop.com, bo po prostu cenowo wychodzi mi to najkorzystniej-  zawsze czekam na promocje i zaoszczędzam ok. 20-25% na zakupach. Aktualnie na Shopbopie trwa kolejna wyprzedaż – tym razem na wybrane przecenione przedmioty dostajecie dodatkowe 25% zniżki. Warto skorzystać :). Łapcie kod:moda

tory burch