Dziewczyny, prosiłyście mnie o serię wpisów na temat żłobka – dzisiaj więc mam dla Was kilka spostrzeżeń na temat pierwszego tygodnia Adasia. W kolejnych wpisach opowiem Wam o procesie adaptacji, o tym jak znaleźć żłobek, o wyprawce i o tym, a jaki sposób wspierać młodego człowieka – aby ten pobyt był dla niego frajdą, a nie złem koniecznym. Jeśli macie jakieś pytania lub inne pomysły na wpisy – koniecznie dajcie znać. Adaptacja w takiej placówce zazwyczaj trwa tydzień. W zależności od polityki wewnętrznej żłobka może ona polegać na stopniowym pozostawianiu dziecka z „ciociami” (tak się mówi na panie w żłobku, fajnie, nie?) na coraz dłuższy czas z upływem dni lub na tym, że maluch jest z żłobku trochę z mamą, trochę sam, na krótki czas. W naszym żłobku wyglądało to tak, że pierwszy dzień spędziliśmy razem, uczestnicząc wspólnie we wszystkich zajęciach i zabawach przez ok. 3 godziny. W kolejnych dniach zostawiałam małego samego na trzy godziny. Czemu w ten sposób? Ciocie są zdania, że obecność innych dorosłych rozstraja dzieci i utrudnia przystosowanie się maluchowi w trakcie adaptacji. I mają 100% racji – w pierwszym dniu zebrałam spore grono małych fanów, którzy bardzo chcieli się ze mną bawić i obsypywali mnie prezentami (głównie klockami :D), ale niosło to za sobą negatywne konsekwencje – mali chłopcy do tej pory kiedy mnie widzą na horyzoncie, biegną do mnie na złamanie karku, a potem płaczą, że wychodzę! Mój Adaś mniej przeżywa rozstanie, niż te inne bąble :D. Inna sprawa z dziewczynkami – te z kolei reagowały na mnie nerwowo, nie chciały, żeby jakaś obca baba plątała im się po dzielni. Summa summarum, lepiej jak najbardziej ograniczyć wstęp rodziców na salę zabaw i jak najbardziej skrócić pożegnanie z własnym dzieckiem. Wiem, że wydaje się to brutalne, ale faktycznie – im dłużej się z tym dzieckiem gada, przytula, opowiada, że „mamusia wróci i nic się nie martw”, tym bardziej dziecko odczuwa, że dzieje się coś nienaturalnego, skoro „mama robi do tego takie długie intro”. Aktualny status żłobkowy jest pozytywny – trzy nadzieje, tylko jeden smutek:

NADZIEJE

1. Być może wiecie, że Adaś to kawał kombinatora. Objawia się to również w jedzeniu – gościu jest zbyt zajęty, żeby siąść na pupie i po prostu otwierać buzię przez 5 minut. Nieeee, on się musi kręcić, odwracać, krzyczeć, rzucać żarciem tylko po to, żeby potem próbować po nie sięgnąć. W żłobku po prostu je. Komoda świadkiem, widziałam na własne oczy. Adaś usiadł, rozejrzał się na prawo, na lewo, zobaczył, że jego ziomale jedzą i zwyczajnie zjadł. I tak właśnie je za każdym razem, kiedy jest w żłobku. Choćby zjadł późne śniadanie, o godzinie 11 wjeżdża zupka i ta zupka to jego must have.

2.Pewnego dnia odprowadziłam do żłobka Adasia który troszkę próbował chodzić (tak po dziesięć kroczków), a odebrałam Adasia, który przechodzi mi na luzie z dużego pokoju do sypialni. Normalnie lata jak wariat! Ktoś go musiał ostro zainspirować :D.

3.Zajmowanie się sobą to nie jest super mocna strona Dudka. No, czasami potrafi bawić się sam, ale najczęściej jednak czegoś ode mnie chce ;). Tymczasem w żłobku bawi się na tyle dobrze, że zdarza się, nie zauważa, że po niego przyszłam ;).

SMUTEK

Adaś nadal źle znosi rozstanie – uspokaja się bardzo szybko, ale serce mi pęka, kiedy oddaję go ciociom, bo Dudek po prostu bardzo płacze. Dzisiaj nasłuchiwałam ile to trwa i okazuje się, że parę sekund – ciocie szybko go czymś zajmują, więc to daje nadzieję na przyszłość, ale na razie jest to dla nas dwojga trudna sprawa. Po odbiorze ze żłobka Adasiek idzie spać w domu, a problemy – jeśli są – to zaczynają się po obudzeniu. Ostatnie dni były pod tym względem ciężkie, wydawało się, jakby Duduś z jednej strony był przerażony tym, że zostanie sam (nie odstępuje mnie w domu na krok) a z drugiej jakby próbował się na mnie wyżyć za to, że w ogóle śmiałam wpaść na pomysł żłobka (drze się na mnie srogo). Mam nadzieję, że to minie – uważam, że gość jest zdecydowanie bardziej kumaty, niż by się wydawało, dlatego staram się być cierpliwa, ale też opowiadam mu, o co chodzi z tym żłobkiem – po co, dlaczego tak teraz musi być. I wiecie co? Jestem przekonana, że on rozumie. Bo to mądre dziecko jest :).

 

torebka: Tory Burch via Shopbop
ramoneska: Zaful (ten jest sold out, ale jest sporo innych fajnych)
spodnie: Missguided
bluzka: Zara
buty: Zaxy