Powiedzcie mi, czy wszystkie matki cierpią na rozdwojenie jaźni? Zbliża się powoli czas, kiedy wrócę do pracy. Jestem zachwycona! Tęsknię za siedzeniem przy biurku, za ploteczkami w czasie lunchu, za zapachem ciepłej kawy o poranku (przy dzidziusiu jest tylko zimna). Tęsknię za służbowymi spotkaniami, za odpisywaniem na mejle, za wychodzeniem z domu każdego dnia rano i wracaniem po południu. Jestem dziko spragniona kontaktu z dorosłymi ludźmi, którzy mówią do siebie pełnymi zdaniami, piękną polszczyzną. Jestem spragniona czystych ubrań, jedzenia posiłków bez małych rączek, które wspinają się na moje kolana i żądają, żebym się podzieliła jedzeniem. Warto dodać, że właściciel małych rączek pięć minut wcześniej pluł na mnie swoim własnym obiadem, a świństwa żadnego mu nie daję. Czekam na szefa, który da mi zadania do wykonania, ale nie będzie na mnie krzyczał i wymuszał płaczem tego, czego chce. Chcę się odpieluchować, odsudokremować i odgugać. Chcę wyzwań i rozwoju, chcę być coraz lepsza w tym co robię, chcę zarabiać!

Ale… kiedy sobie pomyślę, że za miesiąc o tej porze będę wysyłać mojego Dzióbka do żłobka, do jakichś obcych pań i obcych dzieci, a ja będę jechać sobie do jakiejś głupiej pracy i siedzieć z zupełnie dorosłymi ludźmi, taka bezsensownie czysta i najedzona, robiąca swoje poważne sprawy, w których nie będą mi przeszkadzały żadne ciekawskie, małe rączki, to robi mi się słabo. Jak to tak? Bez zapachu oliwki i sudokremu, bez gilgotek pod pachami, bez wiercącego się kuperka, za którym trudno mi nadążyć? Bez spacerów i wspólnych zakupów? Bez próśb, żeby zaczął mówić tak chętnie „mama”, jak to jest w przypadku „tata”. Jestem przerażona! Jak żyć?! I jak tu dogodzić Matce Polce Rozdwojonej?? Czy to w ogóle można jakoś sprawnie przeżyć? I czy, o zgrozo, tylko ja tak mam??

espadryle: Tory Burch via Shopbop
dżinsy: Mango
t-shirt: Zara
torba: no name