Zastanawialiście się, czemu rok szkolny nie pokrywa się całkiem z wakacjami? Że dzieciaki idą do szkoły wtedy, kiedy kalendarzowe lato jeszcze w najlepsze trwa przez trzy tygodnie? Dzisiaj się nad tym zastanawiałam i już wiem! Wyobrażacie sobie, żeby zaczynać naukę w momencie, kiedy za oknami zaczyna się już robić całkiem okropnie? Tak, systemie edukacji, dobij nas! Wrzucaj nas w ławki szkolne dokładnie wtedy, kiedy kończy się ciepełko, żeby pozostać w depresyjnym klimacie. Trzeba skądś wziąć energię do tego, żeby rozpocząć pracę umysłu i przestawić się na wczesne wstawanie z łóżka. Cóż, mnie to już nie dotyczy, chociaż mam wrażenie, jakby to było wczoraj. Kiedy uświadomiłam sobie, że obroniłam pracę magisterską TRZY LATA TEMU, zrozumiałam o co chodziło moim rodzicom z tym, że „czas przyspiesza z biegiem lat”. Bardzo staram się żyć po swojemu, powoli, nie pędzić, czerpać z każdej chwili i doceniać każdy dobry moment, ale dni mijają jak pstryknięcie palcami. Przed chwilą miałam w domu noworodka, którego bałam się dotknąć, żeby go nie uszkodzić. Dzisiaj jest ze mną roczniak, z którym jestem doskonale zgrana. Wiem co zwiastuje każda jego mina, wiem ile prześpi, i – smacznego, kochani – wiem, czy zaraz będę miała pieluchę do wymiany. Całe szczęście, wylądowałam właśnie w miejscu, gdzie czas płynie trochę wolniej. Na nieszczęście mojego Kamila, który właśnie wkuwa do egzaminów (dziecko+dom+praca+aplikacja, wyobrażacie sobie to??? Nie wiem, jak on daje radę i żyje :O!) jesteśmy dwa tygodnie z Młodym u dziadków. Ciocia Kejt jest zachwycona, zwłaszcza, że spędzimy razem urodziny Dusia. Szykuje się dużo spacerowania, łapania ostatnich promyków słońca, spędzania ostatnich chwil w kapeluszu słomkowym. Lato, trwaj.

kombinezon: second hand
kapelusz: Mohito