Czekałam na to cały rok. Na piegi na nosie, na wodne kurtyny porozstawiane na mieście, na chodzenie w espadrylach, na wchodzenie do jeszcze trochę za zimnej wody na „trzy-cztery”. Na kapelusze słomkowe, na leniwe przesiadywanie w ogródku piwnym na starówce i na kłótnie kalibru: „czy to cirrusy czy cumulusy”. Nie będę Wam pisać poradników „jak zorganizować urlop z dzieckiem” albo „dowody na to, że z dzieckiem też można odpocząć”, bo nie wiem nic na ten temat – nie jestem gotowa na wyjazd z Adaśkiem, wiem doskonale, że to nie byłyby wakacje, tylko codzienność przeniesiona w ładniejsze miejsce. Dodajcie do tego ponad trzydziestostopniowe upały i nowe ząbki w drodze. No nie, ja się nie podejmuję takiego wyjazdu, jeszcze mi życie miłe :D… Dlatego cieszę się, że mogę mieć namiastkę wakacji i trochę odpoczynku od wszystkiego. Niebawem czeka nas powrót do Warszawy, tymczasem pilnujemy, żeby naszą jedyną troską było to, czy w Bosko będą lody o smaku solonego karmelu i czy lemoniada jest odpowiednio schłodzona. Mam nadzieję, że Wy też trochę odpoczywacie!

sukienka: No name
torba: Bobomio
kapelusz: Mohito
biżuteria: W.Kruk