Niedawno Modnej Komodzie stuknęło osiem lat. Tym razem obyło bez hucznego obchodzenia jej urodzin, tak wrosła w moje życie, że każdy kolejny rok jest niczym więcej, jak wydłużającym się archiwum bloga. To nieodłączna część mojego życia, zupełnie jak jedzenie i spanie, słowo Wam daję! Z rozrzewnieniem oglądam stare posty – stylizacje bywały lepsze i gorsze, teksty czasami mnie rozczulają, a czasami okazuje się, że wyrosłam już ze swoich poglądów. Wiecie, czasy się zmieniły, ja się zmieniłam. Jest jednak trochę stałych – pod względem modowym to będzie na pewno dzisiejsza stylizacja (nadal nie cierpię tego słowa, to tylko spódnica i bluzka, a mówię o tym, jakbym była co najmniej Anną Wintour). Miętową bluzkę w grochy mam w szafie od pięciu lat (możecie zobaczyć ją tutaj), nie znudziła mi się ani nie zniszczyła – to spore zaskoczenie, bo moja garderoba często się zmienia właśnie z tych dwóch powodów. Spódnica midi natomiast to odkrycie sprzed dwóch lat. Kiedyś byłam fanką krótkich spódniczek. Uważałam, że ani długość maxi, ani midi mi nie pasują, bo nie należę do wysokich osób. Teraz kocham długość do połowy łydki! Spódnica origami, którą mam na zdjęciach, to mój hit ze Stradivariusa. Kurczę, powiem Wam, że dawno żadna rzecz mi się tak nie podobała. Pasuje do wszystkiego. Do białej koszuli i jasnych balerinek (w stylu Audrey Hepburn), do t-shirtu i trampek, do pasiastej bluzki i szpilek. Ba, zdradzę Wam, że rozglądam się za suknią ślubną i jedna z moich upatrzonych ma właśnie długość midi. Pierwszy raz założyłam spódnicę o takiej długości w tym wpisie, dwa lata temu. Tak ją polubiłam, że zajęła stałe miejsce w mojej szafie. Założyłam ją miesiąc temu na wesele! To świetna alternatywa dla krótkich, koronkowych sukienek, które – obserwując gości pary młodej – świecą w tym roku triumfy na weselach. A co Wy uważacie o tej długości? Stawiacie w tym sezonie na mini, midi czy maxi?

okulary: Stella McCartney via Shopbop
torba: Michael Kors via Shopbop
baleriny: Tory Burch via Shopbop
bluzka: Romwe
spódnica: Stradivarius %%%