Zostałam ostatnio zhejtowana, normalnie, po ludzku, zhejtowana przez przyczajoną hejterkę, ukrytą pod płaszczykiem troski. Że niby ciocia dobra rada, a tak naprawdę wyzierający spod słodkości jasny komunikat: „dziewczyno, jesteś chujową mamą”. Nie doszukuję się drugiego dna tam, gdzie go nie ma, dziewczę w końcu wydusiło z siebie bezpośrednią informację, właśnie tak brzmiącą. Ba, wiecie co jeszcze usłyszałam? Że liczą się dla mnie „torebeczki, ciuszki”, co oznacza, że moja dojrzałość emocjonalna plasuje się więc mniej więcej w okolicach średnio rozgarniętego oposa. I o tym dzisiaj chciałam Wam napisać, bo właśnie to w całym elaboracie owej hejterki najbardziej mnie uderzyło. Nie to, że mnie opluła drogą elektroniczną, nie to, że prawie zadyszki dostała od epitetów, którymi okrasiła moją osobę. Nie, nie, na przejmowanie się takimi rzeczami jestem już stanowczo za stara. Byłam w szoku, że ktoś może naprawdę myśleć, że kiedy zostaje się mamą, to… koniec. Przestajemy być sobą, przestajemy być dziewczyną, która lubi sobie kupić ładne rzeczy na wyprzedaży, przestajemy być żoną, partnerką, narzeczoną, przyjaciółką, córką, dziewczyną, która lubi iść potańczyć albo spędzić półtorej godziny w wannie. Przestajemy pełnić wszelkie poprzednie funkcje społeczne. Dlaczego? Bo koncentrowanie się na czymkolwiek innym świadczy o tym, że jesteśmy beznadziejnymi rodzicami.

Wydajesz forsę na szmaty? Przecież masz dziecko, powinnaś wydawać kasę na dziecko. A jeśli dziecku niczego nie brakuje? Odkładać dziecku na konto. Zapomnij o sobie.

Wychodzisz wieczorem, zostawiasz dziecko z nianią albo znajomymi? No kaman, zostawiasz swoje dziecko z innymi ludźmi?? O ty, wyrodna suczo ty!

Narzekasz, że jesteś zmęczona, że chciałabyś sobie zrobić coś dla siebie, nawet jeżeli mowa o czymś tak błahym jak lepszy makijaż? Masz dziecko, a Tobie w głowie bzdety! Masz być matką, a nie się pięknić o! A poza tym, to normalne, że jesteś niewyspana, chciało się dziecko mieć, to teraz nie masz prawa jęczeć.

I tak sobie myślę: ożeszwdupęjegomać. Ktoś tu wie, jak skutecznie zniechęcić do rodzicielstwa, skoro opowiada takie bzdety. Kluczem do tego, żeby być fajnym, dobrym rodzicem jest to, żeby robić wiele rzeczy dla samego siebie. Nie ma co się czarować, macierzyństwo na pewnym etapie oznacza koncentrowanie się głównie na tej sferze życia. Po prostu, mały człowiek jest atencjożerny, nic na to nie poradzimy. Tylko wiecie co? Czymś innym jest to, kiedy nie mamy czasu na bycie kimś jeszcze poza mamą , a czym innym jest to, kiedy nawet nie próbujemy mieć na to czasu. Problem zaczyna się wtedy, kiedy przyjmujemy, niczym ostatnie męczennice, że teraz jesteśmy matkami i finito i dbanie o coś, co nie ma związku z dzieckiem, to coś złego. Wypoczęta, zadowolona, spełniona kobieta – cokolwiek to dla Was znaczy – to znacznie lepsza mama, niż taka, która sama siebie ładuje w ramy wiecznie umartwiającej się baby, powtarzającej wciąż, że „JESTEM MAMĄ, nie mam czasu, ZOBACZYSZ co to życie, kiedy będziesz miała dziecko, zapomnisz o takich BZDETACH”. I takie baby, moi mili, buszują w internetach i krytykują każdą rzecz, jaką zobaczą. Podejrzewam, że gdyby były szczęśliwe i zadowolone ze swojego życia, to nie miałyby potrzeby, żeby tak wnikliwie śledzić życia innych tylko po to, żeby wytykać pozorne błędy.

Każda matka (i każdy tata, hello!) musi nauczyć się jednej, zajebiście ważnej rzeczy, bez której nie będzie pełniła swojej roli dobrze. Zdrowego egoizmu. Pamiętania o tym, że jesteśmy fundamentami rodziny i że jeżeli podparcie jest do dupy, to nic dobrego się na nim nie zbuduje. Jeśli do tego celu potrzebna Wam nowa, obrzydliwie droga torebka albo przedłużane rzęsy czy masaż bańką chińską, to, siostry, idźcie i zróbcie sobie dobrze. Bo na to zasługujecie! Skorzysta na tym Wasze dziecko, przyjaciółki, facet. I oczywiście – WY!

bluzka w paski: Zaful

szorty: Zara

buty: Stradivarius

torebka: Michael Kors via Shopbop