Te z Was, które oglądają moje relacje na instagramie wiedzą, że jednym z głównych problemów mojego Dudusia było od zawsze spanie. Kiedy był malutki, budził się kilka razy na mleko w nocy, ale poza tym spał po prostu bardzo niespokojnie, wiercił się, gadał do siebie, budził się tylko po to, żeby przeczołgać się na drugą stronę łóżka i paść. Na szczęście nieźle i raczej regularnie spał w dzień – jadł, bawił się i szedł spać, koniecznie na brzuszku. Problem? Jego drzemki praktycznie nigdy nie odbywały się łóżeczku. Na etapie, kiedy Młody był mało mobilny, to nie było problemem. Kłopoty zaczęły się wtedy, kiedy Adaś podjął pierwsze próby raczkowania, miał wtedy 5,5 miesiąca. Każde inne miejsce do spania stało się wtedy potencjalnie niebezpiecznie, zwłaszcza, że Gość ma tendencje do poruszania się „na autopilocie”, na śpiocha. Do tego znacznie pogorszyło się jego spanie w dzień. Chodziłam ciągle ledwo żywa, wściekła, bez śniadania, cały dzień w piżamie, bo Młodzieniec ucinał sobie w ciągu dnia np. dwie drzemki – 10-minutową w domu i półgodzinną na spacerze. I to mu wystarczało. Mnie by nawet nie wystarczyło, a wystarczało maluchowi, który powinien przesypiać 2-3 godziny w ciągu dnia. A Młodzieniec wstawał i szalał, raczej w dobrym nastroju, pełen werwy. Przyszedł dzień, że położyłam go spać, ubrałam się, omiotłam mieszkanie i siebie wzrokiem i z przykrością zauważyłam, że do pełni obrazu nędzy i rozpaczy brakuje, żeby siąść na środku salonu i NASRAĆ. Insta life, proszę państwa, insta life. Po bardzo intensywnym dniu liczyłam na to, że ziomal pójdzie spać wcześniej (nope) i wstanie później (nope), więc kiedy po raz kolejny rzeczywistość zaśmiała mi się w twarz, posadziłam dziecko w bujaczku odpaliłam kompa i napisałam skamlącego mejla do dziewczyn ze Sleepconcept.

Gosia i Marta to konsultantki snu i to WY mi je poleciłyście. A ponieważ zawsze dostaję od Was super rady (np. dzięki Wam Adaś ma najlepszego pediatrę pod słońcem), nie wahałam się ani chwili, opowiedziałam im wszystko jak na spowiedzi, a one wskazały mi błędy, które popełniam i które muszę natychmiast wyeliminować. Wdrożenie całego Planu Działania (zindywidualizowane, ogromnego, uwzględniającego wszystkie cechy i potrzeby Adasia) przygotowanego przez dziewczyny, okazało się w naszym przypadku zbędne, bo wprowadzenie kilku drobnych zmian, opartych na sugestiach Sleepconcept wystarczająco poprawiły Adaśkowe spanie i moje codzienne życie (dzisiaj mam czas np. na napisanie tego tekstu, jestem ubrana, pomalowana, najedzona, a w domu jest posprzątane i poodkurzane! YAY!). Muszę się nimi z Wami podzielić, bo to naprawdę małe rzeczy, a wielkie zmiany

1. Śpi się w łóżeczku!
Kiedy pierwszy raz gadałam z dziewczynami na Skypie, Młody akurat drzemał… na dywanie w dużym pokoju… Ekipa Sleepconcept szybko mi to wyperswadowała. Podobnie jak za spanie Adasia w łóżku ze starymi- biorąc pod uwagę jego ruchliwość, nie było to dla niego ani bezpieczne, ani wygodne. Postanowiłam więc wprowadzać zmianę stopniowo. W tym momencie koncentrujemy się na poprawie jakości Adasia w nocy, dlatego na noc usypiamy go w naszym łóżku, kładąc się koło niego. Adaś się miota przez 15-45 minut po łóżku, w końcu pada, a ja go odkładam do łóżeczka. I śpi. Sam, całą noc. To my mieliśmy większy problem z przestawieniem się, niż Adaś. Czasami w nocy szukamy go w naszym łóżku, w histerii „gdzie dziecko???”… A on sobie na luzie chrapie w łóżeczku.

2. Stałe pory jedzenia i spania
Do tej pory dopasowywałam porę jedzenia do czasu jego ostatniego posiłku. Co 3-4 godziny gość musiał coś wrzucić na ruszt i tyle. Tym samym, pory karmienia były bardzo różne, nie było żadnej stałości, wszystko zależało od tego, o której Duduś jadł w nocy. O 2? 3? Może o 4? W tym momencie ostatni posiłek je „na śpiocha” między 22-23, w zależności od tego, kiedy się kładziemy i… człowiek zaczął przesypiać noce bez wstawania. Ten późny posiłek jest fakultatywny, powoli będziemy starali się go eliminować, ale póki co to nam zapewniło przespane noce. Ba, zaczął się kłaść o stałych porach – między 19 a 20:30, a wstaje ok. 6 rano. Je śniadanie między 7 a 8, drugie śniadanie również o stałej porze. Pory drzemek też przez pewien moment starałam się mu narzucić i w tym momencie Młody odpada o podobnych porach. Ma zazwyczaj dwie dłuższe (niż do tej pory) drzemki w ciągu dnia – jedną przed południem, drugą po południu. To jest dla mnie ekstra osiągnięcie, odrobina stałości i malutki organizm szybko się wyregulował.

3. „Nie” dla usypiania na rękach
Zauważyłam, że Adasiek zaczął wymagać ode mnie coraz więcej i więcej w kwestii usypiania. Najpierw chciał, żebym bujała go na rękach. Potem, żeby to bujanie było w absolutnej ciemności, więc zaczęłam usypiać go w łazience. Potem życzył sobie, żebym mu szumiała do ucha. Potem, żebym jeszcze dała mu do przytulenia jego pingwinka. Potrzeby rosły, a Adaś zasypiał…coraz bardziej niespokojnie, proces bujania był coraz dłuższy, czasami nie zasypiał w ogóle. Dostałam od Sleepconcept bana na usypianie na rękach. Dziewczyny wyjaśniły mnie, że w pewnym wieku te wszystkie pozornie rozluźniające elementy (np. bujanie, śpiewanie), mogą tylko rozbudzać, zamiast wyciszać. Przeniosłam jedną drzemkę w ciągu dnia na bujaczek. Jest to taka forma pośrednia, moim następnym celem, zaraz kiedy jeszcze bardziej dopracujemy usypianie nocne, jest przeniesienie tej drzemki do łóżeczka – dziewczyny nie pochwalają tej bujaczkowej drzemki („lepsze łóżeczko.”), ale moim głównym założeniem jest stopniowe przyzwyczajanie go do nowości, tak, żeby nie było to dla niego praktycznie odczuwalne. Na bujaczek zaraz przyjdzie czas, Adaś zbliża się do wagi która wyklucza jego używanie, więc…

4. Ciemność
Kiedy opowiedziałam dziewczynom o tym, że usypiam Małego w łazience, bo tam jest najciemniej, uświadomiły mi, że to zupełnie niepotrzebne – istnieją zasłony „blackout”, które robią całkowitą ciemność, do tego zasłonki, które przylepia się do szyby okna lub drzwi. Egipskie ciemności w środku dnia, fajna sprawa!

5. Popatrz na dziecko przez pryzmat siebie

Zawsze macie dobry humor? Czy zawsze jesteście tak samo wypoczęci lub zmęczeni? Codziennie jecie z takim samym apetytem? Każdego dnia chodzicie o tej samej porze? To mój największy błąd, który nadal zdarza mi się popełniać, ale odkąd mam jego świadomość, potrafię się przytemperować i spojrzeć na Adasia z innej strony. Żaden człowiek, ani ja, ani Wy, ani dzieci to nie automaty, to nie komputery, do których wstukuje się komendę po której mamy pewność, że stanie się to i to. Czasami jest tak, że my, rodzice, robimy absolutnie wszystko, żeby dzieciak zasnął albo zjadł, wydaje się, że wszystkie niezbędne warunki zostają spełnione, a tymczasem latorośl jest po prostu na nie. Ze spaniem Adasia jest o niebo lepiej, ale nie tak dalej jak dwa tygodnie temu, Gościu postanowił mi nie spać cały dzień. Czaicie, od godziny 6 rano do godziny 20:30 był na nogach, latał jak wariat, a ja – ledwo żywa – za nim. Następnego dnia miał dwie, dwugodzinne drzemki. Wydaje mi się, że to, co możemy zrobić, to wprowadzenie jak największej ilości stałych elementów, rytuałów, które dziecko prędzej czy później zakoduje i będzie na nie czekać. Mój Adaś na przykład doskonale wie, że jego pingwinek i włączony Whisbear oznaczają drzemkę. Zamyka oczy, kiedy tylko widzi pingwina :D…Ten „harmonogram” dnia jest ważny, ale nic się nie dzieje, kiedy raz na jakiś czas pojawi się wyłom, gorszy moment, skok rozwojowy, cokolwiek. Przyjmijmy go ze spokojem i kolejnego dnia postarajmy się wrócić do starych zwyczajów. One są potrzebne – i nam i dzieciakom.

Na grubsze problemy ze snem polecam jednak konsultację ze Sleepconcept, widziałam pracę dziewczyn i jestem pewna, że z ich pomocą wszystko może się zmienić :). Wiem, że wśród Was są mamy byłych nie-śpiochów, dajcie koniecznie znać, jakie są Wasze rady w temacie snu Waszych dzieci :).