I stało się. Nie dość, że jak z bicza strzelił, mijają blisko dwa tygodnie od ostatniego wpisu, to jeszcze kiedy w końcu mam czas usiąść i napisać do Was kilka słów, to jedyne co mi przychodzi do głowy to coś totalnie głupiego w stylu: „białe rurki to jednak MAST HEW na lato” albo coś na temat Młodego, który mnie wczoraj przeczołgał, postanawiając nie spać od 9 rano do 19 wieczorem. Wczoraj trochę Wam pojęczałam na ten temat na instastory (pytacie, czemu nie nagrywam snapów – nagrywam, ale na instagramie, bo tam jest Was zdecydowanie więcej, a nie mam niestety czasu, żeby robić to i tu i tu), na co Wy zalałyście mnie wiadomościami, z których większość zalecała zakupy, część wyrażała zmartwienie moim stanem („Komoda, znajdź se nianię, choćby na chwilę dziennie, bo jedziesz na oparach”, „Komoda, tracimy cię! RKO, RKO!”). Otóż donoszę, że żyję, wczorajszy dzień był fatalnym wypadkiem przy pracy Adaśka, dzisiaj człowiek już grzecznie śpi, a ja ubrana, uczesana, pomalowana, w posprzątanym mieszkaniu piszę do Was, choć nadal nie jestem pewna o czym. Zatem nie będę tkwić dłużej przed migającym kursorem, dopijam kawę i odpalam Anię -serwuję sobie mały powrót do dzieciństwa, jest super!

summer kit na Stokke Xplory: KLIK
bluzka/blouse: Stradviarius
spodnie/trousers: F&F
buty/shoes: Zara
okulary/sunnies: Stella McCartney via Shopbop
torebka/bag: Michael Kors via Shopbop
bomber: Mosquito