Witam wiosnę! Blada jak ściana, trochę za szybko wskakując w letnią sukienkę. Nie jest to jeszcze ani trochę pogoda na gołe nogi, ale tego dnia nic nie było w stanie mnie powstrzymać. Wnioski? Jeśli nie chcę nabawić się anginy ropnej, na co jako osoba ważna i odpowiedzialna (czytaj: matka) nie mogę sobie pozwolić, to powinnam wybić sobie latanie z gołym tyłkiem jeszcze przez jakiś czas. Wniosek numer dwa – czas na wizytę w solarium. Wiecie, że jeszcze nigdy nie opalałam się w ten sposób? Blada, wampirza skóra wydawała mi się wyjątkowo atrakcyjna, ale jako że tylko krowa nie zmienia poglądów, to moje się zmieniają i już od kilku lat mam lekkie ciśnienie na chociaż minimalną opaleniznę. Zwłaszcza taką, którą można uzyskać spacerując na moich ukochanych Kanarach (razem z Kamilem mamy bardzo konkretny plan na temat wysp: wygrywamy w totka, kupujemy dom nad oceanem! Koniec planu.), ale w tym momencie muszę zadowolić się sztuczną opalenizną. Jeżeli więc wiosna raczy z nami już zostać, to powiadam Wam – sezon na nieumiejętne wcieranie samoopalacza uznaję za otwarty!

sukienka: Mosquito

baleriny: Zara

torebka: Michael Kors via Shopbop