Pamiętacie moją styczniową recenzję wózka Stokke Trailz w wersji z gondolą? Wtedy obiecałam Wam, że za jakiś czas pojawi się recenzja spacerówki, ale nie wiedziałam, że położę łapska na jeszcze jednym stelażu. Cieszę się straszliwie! Ci z Was, którzy słuchają moich wywodów na snapie czy instastory wiedzą, że od samego początku serce mówiło mi, żeby wybrać model Xplory. Wygrał rozsądek i całą zimę jeździłam z Trailzem (pseudonim „Czołg”). Czy byłam zadowolona? O tak, bardzo! Ten wózek to prawdziwy postrach chodników, o czym pisałam już na blogu. Mimo to nadal wzdychałam po cichu do Xplory, wózka bardzo dizajnerskiego, dużo mniejszego, lżejszego, zgrabniejszego.  W lutym Adaś przeszedł z gondoli do spacerówki, której siedzisko pasuje do trzech stelaży Stokke – Trailz, Xplory i Crusi (ostatni z nich to taka wersja pośrednia między dwoma pierwszymi modelami, niestety została właśnie wycofana ze sprzedaży, pojawił się za to Trailz z delikatniejszymi kołami). Kiedy ogarnęłam umysłem, że jedyne co wystarczy dokupić, żeby mieć i Trailz do zadań specjalnych i Xplory na co dzień, to stelaż (który w przypadku Xplory jest raczej niewielki i łatwy do przechowywania), poszłam za ciosem i po prostu go zamówiłam. Żeby tego było mało, załapałam się akurat na nową, przepiękną wersję Xplory – cały stelaż jest czarny. Podsumowując ten przydługi wstęp – mam aktualnie dwa stelaże i jedno siedzisko, które mogę sobie przepinać z jednego do drugiego w miarę potrzeb. Jeżeli jesteście ciekawi, jak wypada nowy stelaż przy starym i co myślę o kubełku spacerówki, czytajcie koniecznie dalej!

STOKKE XPLORY

Na początek kilka informacji technicznych:

-Stelaż Xplory waży 8,4 kg

-Siedzisko waży 3,8 kg

Zerkam do mojej recenzji Trailza i widzę, że różnica między wagą obu wózków to ok. 2 kg – przyznam, że jestem zaskoczona, bo byłam pewna, że to ok. 5 kg na korzyść Xplory. Wynika to pewnie z tego, że wózek ten jest po prostu sporo węższy i stoi tylko na jednej nodze, niczym domek Baby Jagi. Optycznie wygląda na lżejszy.

-Ma zwrotne, gumowane kółka

-Stelaż jest bardzo stabilny, mimo że na taki nie wygląda

-Ma regulowaną rączkę, regulowaną wysokość siedziska i opcję zamontowania go zgodnie i odwrotnie do kierunku jazdy

SIEDZISKO SPACERÓWKI

Siedzisko jest kubełkowe, w komplecie jest też wkładka dla małych dzieci. Ma trzystopniową możliwość regulacji siedziska – na płasko, półsiedząco (z której najczęściej korzystam) i całkiem na siedząco (dla starszych dzieci). Samo siedzisko może być opuszczone całkiem nisko na stelażu, albo maksymalnie wysoko, tak jak widzicie u mnie na zdjęciach (różnica między najwyższym a najniższym ustawieniem kubełka to 13 cm!). Uwielbiam to, że siedzisko jest tak wysoko, dzięki temu mam ciągły kontakt z Adasiem i mogę stale kontrolować, czy wszystko u niego ok. Siedzisko zaopatrzone jest w regulowany podnóżek.

PORÓWNANIE WÓZKÓW

Na początku muszę powiedzieć, że samo używanie spacerówki, a nie gondoli to czysta przyjemność i dla mnie i dla Adasia – niezależnie od tego czy mowa o Trailz czy o Xplory. Warto jednak wiedzieć, że mimo jednego kubełka, stelaże powodują, że otrzymujemy właściwie dwa różne wózki, które będą służyć każdemu doskonale, pod warunkiem, że dopasujemy je do swoich potrzeb i warunków, a nie czystego strzału.

Plusy i minusy Trailz wymieniłam w tym wpisie i mimo że pisałam o gondoli, to po ich przejrzeniu stwierdzam, że w wersji z kubełkiem sprawa wygląda dokładnie tak samo. Wózek jest absolutnym mordercą, nie straszny mu żaden teren. Piach, żwir, szyszki, korzenie, lód, śnieg, nic go nie pokona. Wiecie, że zimą, na lodzie, trzymałam się kurczowo wózka w moich Timberlandach (wielce górskich butach), bo jego przyczepność była taka kosmiczna, że nie drgnął nawet na centymetr? Wózek skutecznie uchronił mnie przed upadkiem i to nie raz. Ma też swoje minusy – jest ciężki, zwalisty, jak na swoje gabaryty zwrotny, ale jak na moje gabaryty – niewystarczająco. Jest trudny w transporcie, no i moje serce na jego widok nie zabiło mi aż tak mocno, choć obiektywnie rzecz biorąc, trudno mu coś konkretnego w tym względzie zarzucić ;).

Plusy i minusy Xplory to zaś zupełnie nowa sprawa i po dyskusji z Kamilem wyłuskaliśmy kilka i tych i tych:

PLUSY XPLORY

-Jest piękny

-Jest zgrabny i bardzo, bardzo zwrotny. Prowadzę go absolutnie bez żadnego wysiłku jedną ręką, obraca się wokół własnej osi w ułamku sekundy (ach te skrętne koła). Nigdy też nie wjechałam nim w żadną półkę sklepową w Lidlu, co często zdarzało mi się z Trailzem – może to kwestia mojej łajzowatości, może to Maybelline.

-Ma opcję ustawienia budki i rączki na różnych wysokościach, dzięki czemu będzie on dobry również dla bardzo niziutkich mam

-Ma plastikową rączkę, która co prawda jest podatna na obicia, ale jest dużo bardziej higieniczna od rączki w Trailz

-Łatwo się składa i jest prosty w transporcie

-Uchwyt na kubek jest w mądrzejszym miejscu niż w przypadku Trailz – ten drugi ma go zamontowanego z boku, co jedynie jeszcze bardziej poszerza cały wózek

MINUSY XPLORY

-Pompowane koła Trailza gwarantują rewelacyjną amortyzację i możliwość wjeżdżania po wszystkich chodnikach i nierównościach bez najmniejszego problemu. Xplory ma gumowane koła, amortyzacja jest słaba, wózek trzeba lekko unosić przy większych przeszkodach (no, w każdym razie ja go unoszę, bo nie chcę rozwalić wózka). Testowałam go w lesie, na kamieniach, korzeniach, w błocie. Niestety, nie zdał egzaminu i samo prowadzenie go było bardzo upierdliwe. Młody spał, więc jemu się raczej podobało to trzęsienie i podskakiwanie, ale ja miałam wrażenie, że zaraz odpadną wszystkie koła

-Śmiesznie mała torba na zakupy – po ogromnym koszu w Trailz nie mogę się do niej przyzwyczaić

-Przez słabszą amortyzację wózek nie sunie po chodniku w ciszy, tylko trochę stuka

PODSUMOWANIE

Jeżeli mieszkasz w mieście, rzadko jeździsz po lesie, szukasz wózka, który wjedzie w każdą, nawet najmniejszą alejkę w Biedronce,  który, jak się uprzesz, wniesiesz do autobusu, a już na pewno zmieścisz w większości bagażników samochodowych, wybierz Xplory. Nie czarujmy się, to nie jest wózek, którym wjedziesz na Gubałówkę, to wózek do miasta i to takiego, które jest przyjazne matkom i osobom na wózkach inwalidzkich – z obniżanymi chodnikami, równą kostką brukową. W tym momencie mieszkam w Warszawie i wady, które dostrzegłam dopiero po przyjeździe do Zawiercia (las+niestety bardzo nieprzyjazne matkom chodniki), nie są dla mnie w ogóle istotne. Wózek jest świetny, Adaś siedzi w nim nawet wtedy, kiedy jesteśmy w domu, uspokaja się w nim!

Jeżeli mieszkasz na wsi albo wiesz, że często będziecie razem z dzieckiem podróżować i nie chcesz, żeby zmiana terenu była przeszkodą dla Waszych wycieczek, wybierz Trailz. To spora bryka, której zalet nie docenicie w mieście z idealnymi drogami. Po prostu nie wykorzystacie jego potencjału. Wiecie, to tak jakby kupować jakiegoś wypasionego Jeepa tylko po to, żeby dojeżdżać sobie co rano do pracy- właściwie można, jeśli ma się taki kaprys, ale nie ma takiej potrzeby.

Czy chcę się pozbyć któregoś ze stelaży?

Absolutnie nie! Uparłam się, chcę mieć oba stelaże – nie mam problemu z tym, że muszę gdzieś upchnąć drugi wózek. To tylko stelaż, nawet Trailz po wypięciu kół zajmuje mało miejsca, a ja nie potrafię, ba – nawet nie chcę decydować, który z nich jest lepszy.

Ach ta cena…

Tak, to drogi sprzęt, ale z nim jest tak, jak z luksusowymi torebkami – Stokke bardzo łatwo sprzedać. No i odwrotnie – łatwo też kupić, sporo taniej. Używane, zadbane wózki (np. na mojej ulubionej grupie na fb) to naprawdę dobra opcja.

Jeśli macie jakiekolwiek pytania, piszcie w komentarzach 🙂