Wiecie w jakich okolicznościach stałam się właścicielką kultowej Speedy 30 od Louis Vuitton? Będąc w szpitalu, trzy dni po porodzie. Młody spał – nie wiem jakim cudem, bo inne dzieci non stop wrzeszczały, a ja wpadałam w coraz większy obłęd. Próbując się czymś zająć, żeby skierować swoje depresyjne myśli na inne tory, scrollowałam aplikację Shopbopa – akurat była jakaś wyprzedaż czy promocja, więc chciałam sobie zamówić coś na poprawę humoru. Tak, tak, dać babie na porodówce smartfona… Kiedy zobaczyłam w zakładce What Goes Around Comes Around (luksusowe rzeczy z drugiej ręki) jedną sztukę bardzo mocno przecenionej Louis, po prostu kliknęłam, nawet nie zastanawiając się głębiej nad tym. Miałam kasę, miałam okazję, od zawsze chciałam mieć coś z LV, tyle że miała to być torebka Neverfull – duży shopper, a nie mały kuferek. Ale Speedy też mi się podobała – zawsze ją podziwiałam u Fashionelki, Charlize czy Basi. Wróciłam do domu, rozpakowałam paczkę, czekając na ukazanie mi się świetlistych promieni i chóru aniołów, ale… nic takiego się nie stało. Zobaczyłam trochę rozpłaszczoną (choć nienoszącą praktycznie znamion używania) torebkę, która zwyczajnie średnio do mnie pasowała. Monogram to temat na kompletnie inną dyskusję, zastanawiałam się raczej nad tym, czy będę ją nosić ze względu na kształt – kuferek ma to do siebie, że jest lekko „panciowaty”. Musiałam zdecydować, czy zostawić ją u mnie i dać jej szansę, czy po prostu odesłać. Uznałam, że najrozsądniej będzie jednak pozwolić jej u nas zamieszkać, ponieważ produkty LV należą do tych, których wartość stale rośnie. Traktuję więc tę torbę jako inwestycję. Długo myślałam, jak tę cholerę „odpanciowatować”. Początkowo planowałam doczepić do niej łańcuch, na którym bym ją nosiła. A potem, również na Shopbopie, wpadłam na nową kategorię produktów: „guitar straps” – paski stworzone do odpicowania torebek. Zmieniają całkowicie ich charakter! Specjalnie, z przekorą, wybrałam pasek trochę w stylu boho – brązowa skóra pasuje do rączek Louis Vuitton, ale turkusowe dżety to już ryzykowna sprawa. Stwierdziłam jednak, że bardzo chciałabym przełamać styl kuferka. Efekt bardzo mi się podoba, a torebka wreszcie przestała mi się kurzyć na półce. Nie wiem co myślicie na ten temat (no właśnie, co uważacie?), ale ja jestem baaaaardzo zadowolona, bo bez tego paska torba po prostu by u mnie leżała. Torba za grubą kasę, warto dodać, więc sam jej widok gnębiłby mnie i dorzucał po kropelce do kaca moralnego- wiecie, że pozwoliłam sobie na taką nieprzemyślaną decyzję zakupową. Co jak co, ale tak to można kupować tiszerty, a nie torebki Louis Vuitton… Upatrzyłam sobie dwa kolejne paski i na pewno co jakiś czas będę zmieniać jej imidż. Dajcie znać, co myślicie :)?

balerinki: Tory Burch via Shopbop
torba: Louis Vuitton Speedy 30 via Shopbop (What Goes Around Comes Around, każda sztuka jest indywidualnie wyceniania, mnie się trafił egzemplarz dużo, dużo tańszy, więc jak na LV to była to bardzo dobra okazja!)
pasek do torby: Rebecca Minkoff via Shopbop
sweter, dżinsy: Shein
koszulka: pożyczona od mamy