Pomadki firmy MAC to taki Złoty Graal wśród pomadek. Mnóstwo różnych wykończeń, setki kolorów, super trwałość, piękny zapach i klasyczne opakowanie. Każda nas znajdzie wśród nich pomadkę idealną, bez dwóch zdań! Tylko moment, jak w zasadzie wybrać tę jedyną, kiedy wybór jest tak ogromny i trochę…przytłaczający? Wydaje mi się, że odnalazłam dwie pomadki na tyle uniwersalne, że będą pasować każdej z nas, ale na tyle oryginalne, że trudno znaleźć ich odpowiednik wśród produktów drogeryjnych. To pomadki, które bardzo często są ze sobą zestawiane i porównywane – faktycznie, mają ze sobą sporo wspólnego (choć pewnie każdy facet powie, że są identyczne :D…), różnią się niuansami, o których zaraz Wam opowiem. Mowa o szminkach Creme Cup (wykończenie Cremesheen) i Angel (wykończenie Frost).

Obie pomadki są w kolorze delikatnego, jasnego różu. I tu w zasadzie podobieństwa się kończą. Angel to pomadka o wykończeniu Frost. Normalnie nawet nie spojrzałabym na szminkę o tym wykończeniu, bo za nim nie przepadam – daje bowiem lekko metaliczny połysk. Ja wolę konkret – albo mat albo kremową konsystencję, bez drobinek i innych bajerów. Na tę pomadkę skusiłam się właśnie na podstawie recenzji, które zestawiały ją z Creme Cup (moją pierwszą i ukochaną pomadką MAC). Angel faktycznie lekko się mieni, jest też odrobinę ciemniejsza od Creme Cup, bardziej błyszczykowa (mniejsze krycie), no i niestety może podkreślać suche skórki. Mimo tych wad, ostatnio to jej najczęściej używam! Po prostu bardzo do mnie pasuje i jest trochę mniej wymagająca od Creme Cup, która potrafi wyglądać a zbyt jasną, cukierkowatą (w zależności od reszty makijażu)

Creme Cup to pomadka o wykończeniu Cremesheen – jest kremowa, całkiem kryjąca i ładnie nawilża usta. Jest o ton jaśniejsza od Angel, ma w sobie chłodniejsze tony. Tak jak wspominałam, to moja pierwsza pomadka MAC! Mam do niej ogromny sentyment, ale też słabość, właśnie zaopatrzyłam się w nowe opakowanie, nie wyobrażam sobie mojej kosmetyczki bez niej i gdybym miała wybrać jedną pomadkę, której mogłabym używać do końca życia, to byłby to Creme Cup.

Jeżeli nie macie problemu z suchymi skórkami i potrzebujecie pomadki delikatnej, bardzo subtelnie kryjącej, na co dzień – wybierzcie Angel. Jeżeli zaś lubicie kremową, przyjemną konsystencję, większe krycie i troszkę cukierkowy, dziewczęcy róż – wybierzcie Creme Cup. Obie pomadki pasują do większości typów urody, ale wydaje mi się, że Angel zadowoli więcej z Was, ma bardziej neutralne tony i bardziej bezpieczny kolor. Szminki MAC mają solidne opakowanie, przepiękny, waniliowy-budyniowy zapach i super trwałość. Polecam Wam pogrzebać w kolorach, bo jeżeli podoba Wam się Angel czy Creme Cup, to na 100% znajdziecie coś innego :)!