DSC04480Jeszcze kilka lat temu Jet Set Michaela Korsa był jednym z najbardziej popularnych, wysokopółkowych, a jednocześnie nie aż tak nieosiągalnych cenowo, modeli wśród wszystkich fashionistek. Zachorowałam na niego jeszcze na studiach, kiedy nie pracowałam na pełen etat i był to dla mnie wydatek, na który musiałam odkładać kasę miesiącami. Odpakowując paczkę z torbą nawet przez głowę mi nie przeszło, że to pierwsza z wielu, wielu torebek od Michaela Korsa w mojej kolekcji i że właśnie kupiłam coś absolutnie niezniszczalnego i ponadczasowego, a tym samym rozpoczęłam w mojej szafie erę „stawiaj na jakość, a nie na ilość”. Może złapiecie się za głowę, patrząc na gromadę moich Korsiątek, bo gdzie tu ma zastosowanie ta zasada? No cóż, przed moim pierwszym Korsem kupowałam mnóstwo torebek. W szczytowym momencie miałam ich około pięćdziesięciu. Stawiałam na modele sieciówkowe, zamawiałam torby z chińskich sklepów i mimo że miałam w czym wybierać, to było to po prostu dziadostwo. Jednosezonówki, torebki, które po kilku wyjściach wyglądały po prostu słabo i tanio. Teraz mam ich znacznie, znacznie mniej i milion razy bardziej wolę mieć jedną fajną torbę np. od Tory Burch, zamiast dziesięciu sieciówkowych torebek. Ale dzisiaj będzie o Korsie! Jakie przedmioty znajdują się w mojej niemałej kolekcji? Na czym polega fenomen marki? Co warto kupić? Gdzie i kiedy najlepiej zrobić zakupy? Czytajcie dalej!

DSC04522Michael Kors, a właściwie Karl Anderson Junior z modą miał styczność już od małego. Jego mama była modelką, więc znał świat mody od podszewki, a początkowe zainteresowanie krawiectwem przerodziło się bardzo szybko w pasję. Praca w butiku Goodmana pozwoliła mu rozwinąć skrzydła – pozwolono mu bowiem na sprzedawanie tam swoich projektów. To właśnie tam został odkryty i szybko zyskał sławę, głównie dzięki tworzeniu kolekcji ready-to-wear. Kors nie kombinuje. Nie tworzy kolekcji, które mają rację bytu tylko na wybiegu. Oglądałyście Project Runway z jego udziałem? Zdanie, które Kors powtarzał najczęściej, a propos dziwacznych projektów uczestników programu, to: „czy ten strój można założyć poza wybiegiem? Gdzie wyszłaby kobieta w takim stroju?”.Kors nie tworzy mody na potrzeby wybiegu, tworzy modę na potrzebę kobiety! Ma być klasycznie, wygodnie, elegancko. To chyba właśnie w tym tkwi fenomen Korsa i na tym polega jego sukces – tańsza linia jego projektów jest przystępna cenowo (nadal dość droga, w stosunku do cen sieciówkowych, ale osiągalna, w przeciwieństwie do czołowych domów mody), a jednocześnie prosta, uniwersalna.

DSC04517Czy Kors mi się nie przejadł? Nie! Kupuję jego ideę i politykę funkcjonowania w świecie mody. Wybierając jego projekty wiem, że dostanę produkt bardzo dobrej jakości. Oczywiście, nie każda rzecz mi się podoba, czasami łapię się za głowę, że wśród bardzo ładnych, prostych projektów można wyłuskać coś na maksa kiczowatego albo walącego ostentacyjnie metką po oczach, ale jak zobaczycie poniżej, zawsze jestem w stanie znaleźć coś, coś skradnie moje serce. Niktórzy mówią, że Kors stał się już tak popularny, że aż kiczowaty. Porównanie będzie może hardkorowe, ale to samo stało się ze słynnym monogramem Louis Vuitton – jego wszechobecność (tyle, że w tym przypadku chodzi raczej o wszechobecność podróbek LV) powoduje, że produkt przestaje być tak wyjątkowy, moda schodzi pod strzechy. Tyle że… mnie to kompletnie nie przeszkadza. W moim ubieraniu się kieruję się tylko i wyłącznie swoim gustem, po prostu – wybieram to, co mi się podoba. A Kors podoba mi się niezmiennie, od wielu lat.

DSC04514 DSC04513Jet Set w kolorze Navy to moja pierwsza torebka Korsa. Kupiłam ją z okazji zdania najtrudniejszego egzaminu na studiach, to był taki prezent ode mnie dla siebie. Po pięciu latach torebka ma trochę zniszczone rączki, ale poza tym wygląda świetnie, jak na masakryczną eksploatację. Rzeczy kupuję po to, żeby ich używać, niezależnie od tego, czy kosztują 100 zł czy 1000 zł, więc Jet Set nie stał sobie w worku przeciwkurzowym, tylko naprawdę go nieźle wyciorałam. Mam wersję bez suwaka i bez wewnętrznej kieszeni, co powoduje, że torebka lubi klapnąć. To co jest ważne to to, aby ją co jakiś czas wypychać, zwłaszcza wtedy, kiedy odkładamy ją do szafy i zamierzamy jej chwilowo nie nosić. Plusy? Jest bardzo pojemna, mimo ludzkich rozmiarów (nie wygląda groteskowo, ma idealną wielkość), jest praktycznie niezniszczalna, skóra saffiano jest odporna na rysowanie się i ścieranie. Minusy? Wolałabym jednak, żeby miała wbudowaną kieszeń, bo ten model może za bardzo kusić złodzieja… Mimo to, jest to moja najstarsza, najczęściej używana i absolutnie ulubiona torebka Korsa. Jest klasyczna, elegancka, pasuje do każdej stylizacji i ma piękny kolor.

DSC04503 DSC04505Ta szara torba to Jet Set Zip-Top w kolorze Pearl Grey. To z kolei zdecydowanie najmniej używana przeze mnie torebka od Korsa. Dlaczego? To przez wielkość. Ja lubię konkret – albo mała, albo duża. Jet Set Navy jest idealna, mieści wszystko co trzeba i nie wygląda „pańciowato”. Ten szarak jest odrobinę mniejszy i ponieważ ma wbudowany suwak (myślałam, że jestem sprytna), to… mieści jak na siebie naprawdę bardzo niewiele, a co najgorsze – brzydko wygląda, kiedy jest wypchana. Ni to mała, ni to duża – bardzo podoba mi się jej kształt, kolor i srebrny hardware, ale wolałabym, żeby była tak samo duża, jak jej granatowa siostra. Mam ją od prawie trzech lat i wygląda jak nowa, ale zdecydowanie nie używałam jej tak często jak mojej pierwszej torby MK.

DSC04507A to jest Jet Set Cross Body Bag w kolorze Ballet. Zdecydowanie jedna z moich ulubionych małych torebek- mieści wszystko to, czego potrzebuję- telefon, portfel średniej wielkości i klucze. Wypchana wygląda brzydko i nie chce się dosunąć. Złote okucia wyglądają rewelacyjnie w połączeniu z pudrowym różem. Bardzo udany model i bardzo udany kolor. Tak jak poprzedniczki – i w sumie wszystkie moje torebki Korsa – jest ze skóry saffiano, a więc jest niezniszczalna. DSC04501A to moja rodzina Selmy – Duża Selma w kolorze Luggage, średnia Selma w kolorze Black i mała  czerwona Selma.

DSC04500Najbardziej nieprzemyślany, niepoważny zakup ;). Shit happens. Mała Selma jest…naprawdę maleńka, jak sama nazwa wskazuje: mini. Jest śliczna i tak naprawdę „robi” całą stylizację, ale prawie nic się w niej nie mieści. Mały telefon i saszetka na kartę płatniczą + pęk kluczy to jej maksimum. Ładna, ale niepraktyczna.

DSC04499Średnia Selma (medium) to zdecydowanie jedna z moich ukochanych torebek. Nie za duża, nie za mała, bardzo pomiestna i po prostu piękna. Klasyka, wydaje mi się, że nigdy mi się nie znudzi.

IMG_1213 DSC04497I trzecia, największa Selma w kolorze Luggage, którą można nosić na długim pasku, albo na zgięciu łokcia. Bardzo elegancka i klasyczna, ale nie noszę jej zbyt często, bo moim zdaniem traci urok noszona na długim pasku, a zgięcie łokcia to nie jest najbardziej praktyczne miejsce dla torebki, zwłaszcza w towarzystwie dziecka.

IMG_1590 DSC04496DSC00846Biała Ava w średnim rozmiarze to chyba moja ulubiona torebka, a z tymi pomponikami z Aliexpress to już w ogóle bajka :). Kiedyś uważałam, że białe torebki po prostu nie mogę nie wyglądać tandetnie, ale zmieniłam zdanie pod wpływem tego słodkiego kuferka. Piękna, pomiestna i … dość wyjątkowa, to raczej niepopularny model.DSC04494 DSC04493Dwa lata temu, będąc w kulminacyjnej fazie mojej korsomanii, zaopatrzyłam się też w portfel. Do tej pory takie akcesoria kupowałam raz w roku – portfel ciągle się nosi, wyjmuje, chowa, dotyka – to powoduje, że szybko się niszczy. Ale nie ten! Nie widać po nim w ogóle, że był tak długo używany, skora saffiano to najlepsza opcja, kiedy szukamy supertrwałego portfela. Właśnie dlatego szybko zaopatrzyłam w podobne mojego Kamila, Tatę i Kejt. Mama dostała lakierowany, ale cóż – był taki piękny, że nie mogłam się oprzeć :). Jedyny ślad, jaki wskazuje na to, że portfel nie jest nówką sztuką to zjechany uchwyt do suwaka.

DSC04529Zegarek (Bradshaw Watch, tyle że trzykolorowy)i obrączka pasują do siebie idealnie. Nie jestem fanką obwieszania się mnóstwem biżuterii, wystarczają mi zazwyczaj delikatne kolczyki i zegarek, czasami też sięgam po inne dodatki, ale raczej minimalistyczne, subtelne. Design Korsa bardzo mi odpowiada. No, może nie wszystko jest w moim guście (bogato zdobione zegarki, wiecie, taki wysadzane cyrkoniami są raczej fuj), ale te dwie rzeczy są śliczne i bardzo często je noszę. Jak z jakością? Tutaj trochę gorzej – ostatnio zauważyłam sporą rysę na szkiełku zegarka :(, a obrączka jest dość mocno porysowana, całe szczęście, że widać te wady tylko wtedy, kiedy naprawdę mocno się przyjrzę. Zegarek ma ponad dwa lata, obrączka około roku – obiektywnie rzecz biorąc są w całkiem dobrej kondycji, jak na częstotliwość ich używania.

DSC04527 Człowiek jak ma dużo, to traci rachubę! Już po stworzeniu tego wpisu przypomniałam sobie, że mam jeszcze jedną parę butów – mowa o krótkich gumiaczkach, które wyglądają bardziej na botki z lakierowanej skóry. Ustrzeliłam je za 50$ i po kilku sezonach wyglądają jak nowe. Są super łatwe w utrzymaniu i są alternatywą dla Hunterów – tyle że bardziej elegancką. Druga para – długie kalosze (notabene w towarzystwie… czarnego Jet Seta) to własność mojej mamy, podobnie jak torebka. Obie rzeczy sprawdzają się jej bardzo fajnie, korsomanią można się jak widać zarazić. Coś ważnego na temat kaloszy – są pięknie dopasowane, mimo że mam szczupłe łydki. Długo nie mogłam trafić na kalosze, które nie będą brzydko odstawać i okazało się, że tylko te z Korsa zdają egzamin. Huntery niestety odstają.

IMG_1552 SONY DSCI mój najnowszy łup, w który zaopatrzyłam się już po napisaniu tego wpisu. Model, który najbardziej kojarzy mi się z marką, nawet bardziej od Jet Seta! Torebka, która marzyła mi się odkąd zobaczyłam ją na pintereście zanim jeszcze założyłam Modną Komodę. Panie i panowie, oto Hamilton.

DSC04977To pierwsza torebka Korsa w mojej kolekcji, która nie jest ze skóry saffiano. Trochę się o nią boję, patrząc na niektóre zdjęcia z sieci. Muszę o nią dbać i wypychać ją, kiedy nie będę jej nosić. Mam nadzieję, że zachowa swój kształt.

DSC04480Gdzie i kiedy warto kupić Korsa? Tylko w sprawdzonych źródłach. Szkoda ryzykować i wybierać niepewne miejsca, żeby zaoszczędzić kasę – skoro już decydujemy się na droższy zakup, to dajmy sobie luksus bezdyskusyjnej oryginalności. Allegro odpada, nieznane sklepy internetowe, w których możecie natknąć się na bardzo okazyjne ceny także. Nie dajcie się też nabrać na internetowe outlety. Co innego outlety stacjonarne (jest ich wiele, np. Bicester Village), no i oczywiście butiki Michaela Korsa (w Polsce jest ich sporo, sami zobaczcie). Jeśli chodzi o sklepy online to polecam Wam oczywiście Shopbop, z którego pochodzi zdecydowana większość mojej kolekcji. Paczki ze Stanów Zjednoczonych przychodzą w ok. 3 dni robocze. Zamawiając paczkę w środę wieczorem, zdarza mi się otrzymać ją w piątek! To lepszy wynik niż w przypadku większości polskich sklepów, z jakimi miałam do czynienia. Kiedy warto kupować? Oczywiście najlepiej zaczaić się na korzystny kurs dolara, a potem na promocję lub na przecenę. O każdej daję Wam znać na moich social media. Kolejna będzie pod koniec tego miesiąca, będę Was informować. Gdzie jeszcze warto udać się na zakupy? Myślę, że najlepsze miejsca to Zalando i Chiara, a także sprawdzeni shopping cocierge, np. Ferinel.

Jeżeli macie jakiekolwiek pytania a propos któregoś modelu albo samych zakupów, to zapraszam do komentarzy :).