IMG_1274Zawsze miałam problem z postanowieniami noworocznymi. Kiedy decydowałam się na ćwiczenie od początku roku, mój zapał kończył się w okolicach…chciałam powiedzieć „stycznia”, ale bardziej pasuje do mnie: „nigdy”. Kiedy postanawiałam, że będę się lepiej odżywiać, kupowałam masę pierdół, typu amarantus, komosa, nasiona chia i… zamawiałam KFC. Gdy na początku roku dochodziłam do wniosku, że muszę zacząć nagrywać na youtube, cały mój zapał kończył się, kiedy przychodziło do edycji filmiku. Dziwne, z postanowieniami noworocznymi nie wychodzi, ale kiedy decyduję się na coś w ciągu roku, to często to realizuję. Widać łatwiej mi jest, kiedy sama na siebie nie nakładam presji i poczucia obowiązku – chyba po prostu wyłazi ze mnie natura lenia, co tu dużo mówić!

W poprzednim roku miałam kilka mniejszych i większych planów na rok 2016. Nic niesamowitego – odłożyć na wakacje, zacząć planować ślub, blogować częściej, zrobić prawo jazdy. Tymczasem już na początku stycznia moja wizja 2016 roku została zweryfikowana i to dość mocno – okazało się, że pod moim sercem bije jeszcze jedno, którego się nie spodziewałam, którego nie planowałam i którego obecność mnie przeraziła, a nie ucieszyła. Piszę do Was teraz z samochodu, mój kochany Tata odwozi nas do Warszawy – mnie i Adasia. Koleś śpi, odważyłam się puścić jego łapkę (lubi zasypiać w ten sposób), żeby napisać do Was ostatnie słowa w tym roku. Nie będę Was czarować, bywa ciężko, czasami nawet bardzo. Czasami jestem bardzo przytłoczona tym, że moje życie bezpowrotnie się zmieniło, że nie mogę teraz pracować, a bardzo to lubiłam. Że nie mogę teraz po prostu, ot tak, wyjść z domu na zakupy albo kawę z przyjaciółkami. Że nie ma opcji, żeby się naprawdę porządnie wyspać, że czasami nie mam tyle cierpliwości, ile powinnam mieć. Znacie mnie, wiecie, że moja strefa komfortu jest dla mnie bardzo ważna, bez niej wpadam w popłoch i teraz właśnie wpadam w takie popłochy, bo wszystko się zmieniło. Tylko pytanie brzmi, co z tego? Jak to się mówi, „at the end of the day” wiem, że nie wyobrażam sobie, że mogłoby być teraz inaczej. Spinam tyłek i husiam dalej. Bujam, miziam, gadam, śpiewam, tańczę, tracę siły, padam… i znowu husiam, bo warto.

Poza tym, jeśli Adaś zostanie słynnym piłkarzem, to będzie rozpieszczał starą matkę, fundował wakacje i ekskluzywny dom spokojnej starości, hehehehe.

Na pewno znacie to powiedzenie: „Chcecie rozśmieszyć Boga,? Opowiedzcie mu o swoich planach”. Hmmm, moje żarty musiały mu się nadzwyczajnie spodobać i z tego powodu koniec z postanowieniami noworocznymi. Tylko niezobowiązujące marzenia. W Nowym Roku życzę Wam jak najwięcej pozytywnych przypadków, dobrych zrządzeń losu, korzystnych zbiegów okoliczności i sprzyjających obrotów wydarzeń. Widzimy się w 2017!


 

torba: Marc Jacobs via Shopbop
zegarek: Michael Kors via Shopbop
buty: Adidas Superstar
bluzka: H&M
bomber: pożyczony od Kejt
spodnie: Pull&Bear

IMG_1273 IMG_1279 IMG_1284 IMG_1300 IMG_1304 IMG_1306 IMG_1310