DSC00930

W jednym z poprzednich wpisów mówiłam Wam już, że przed porodem wykluczałam karmienie piersią , ostatecznie jednak przeanalizowałam jego plusy i minusy i karmię już trzy miesiące. Chcecie wiedzieć jakie dostrzegam jego wady i zalety? Zapraszam do przeczytania posta.

MINUSY:

  • W ciąży przybrałam na wadze cztery kilo. Po porodzie ważyłam mniej niż przed ciążą. Mimo to, mój biust powiększył się w ciągu dziewięciu miesięcy o dwa rozmiary, a w czasie karmienia… jeszcze bardziej. Wiąże się to oczywiście z rozstępami i utratą jędrności, z którymi mogę walczyć, ale na pewno nie odzyskam dawnego wyglądu piersi.
  • Tylko ja mogę karmić. No, chyba że podziałam z laktatorem, ale to powoduje, że jestem uwiązana w domu – mam karmić co trzy godziny, więc dopóki to robię, nie ruszę się na dłużej niż kilka godzin (po wcześniejszym odciągnięciu pokarmu). Wyjazd na weekend, zostawienie dziecka na dłużej z narzeczonym czy z dziadkami po prostu odpadają.
  • W trakcie ciąży byłam na diecie cukrzycowej. Po ciąży chciałabym sobie poużywać – niestety nadal mam spore ograniczenia, bo to co jem wpływa na pokarm. Z jednej diety wskoczyłam w drugą dietę i bywa, że mam tego powyżej nosa. Staram się o tym nie myśleć, ale czasami mam zwyczajnie ochotę na wino i sushi.
  • Rzadko się  tym mówi, ale wiecie, że ja nie lukruję rzeczywistości – nie wyobrażałam sobie karmienia piersią, bo nie wyobrażałam sobie, że dzidziuś wessał się w moje cycki. Po prostu, wydawało mi się to troszkę… fuj. Pewnie zaraz zostanę zjechana, ale nie każda kobieta musi się w tym spełniać i osiągać stan mistycznej błogości. To są nasze cycki i ktoś ma je ssać, nagle zaczynają pełnić zupełnie nową funkcje i to NATURALNE, że nie każdy się w tym odnajduje. Ja spróbowałam, okazało się, że mogę karmić i plusy, o których zaraz Wam opowiem, przeważyły nad minusami. Nie próbuję dopisywać do tego większej historii i filozofii, po prostu karmię dziecko, jest okej.

DSC00925

PLUSY:

  • Szybkość. Nie wyobrażam sobie kursowania w środku nocy (czasem kilka razy) do kuchni, robienia mieszanki, podgrzewania jej, zwłaszcza, że kiedy Młody jest głodny, to ma dostać jedzenie NATYCHMIAST. Teraz po prostu wstaję, biorę rogala do karmienia i zaczynam zabawę.
  • Ekonomia. Nie wydaję kasy na sztuczne mleko. Mam swoje, zupełnie za free!
  • Nawet najlepsze mleko modyfikowane nie jest tak zajebiste jak mleko matki. Mleko początkowe (siara) to taki strzał przeciwciał, które chroni dziecko przed wirusami i bakteriami. Później mleko potrafi dopasowywać się do potrzeb dziecka. Wiecie, że mleko ma różny skład, w zależności od aktualnych warunków czy wieku dziecka? Zwiększa odporność i zapobiega alergiom. Nie da się zrobić sztucznej kopii mleka matki.
  • Mogę karmić wszędzie- mleko jest zawsze gotowe. Dotarliśmy do kolejnego kontrowersyjnego tematu, na szczęście ja mam najbardziej optymalne poglądy na ten temat i ujmę je jak najprościej. Karmienie dziecka to normalna sprawa. Dziecko jet głodne, więc nie będę rezygnować z jego karmienia w miejscu publicznym, nie będę bunkrować się w kiblu, bo żaden człowiek nie je obiadu w wc. Mimo to uważam, że cycki – chociaż mają teraz nową funkcję – to nadal cycki. Tak jak przed porodem, tak i teraz nie bardzo mam ochotę na świecenie nimi wszędzie. To moje cycki do cholery. Mogę karmić na luzie w domu, ale w restauracji zrobię to tak, żeby zachować maksimum intymności – nie dlatego, że komuś to może przeszkadzać, tylko dlatego, że mnie to by przeszkadzało. Jestem bardzo zdziwiona, że w trakcie wielkiej dyskusji pt. „karmić czy nie karmić publicznie” tak rzadko mówi się o tym, że to z perspektywy MATKI jest czynność, która powinna zachowywać pewną intymność, bo to, że karmimy, nagle nie spowodowało, że pokazywanie gołych cycków w banku, restauracji czy na ławce w parku, jest super normalne i komfortowe. No way, to są moje cycki i ja zwyczajnie się wstydzę. Nie opalam się topless, nie chodzę goła po podwórku, nie wywalam ostentacyjnie cycków do karmienia w miejscach publicznych. Wierzcie mi, sprawdziłam to – da się zrobić to bardzo sprytnie. Nakarmić dzidziusia z szacunkiem do własnej prywatności. I naprawdę jestem zmęczona dyskusjami między grupą mam („będę wywalać cycki gdzie chcę, kiedy chcę i jak chcę, bo to naturalne, mój cycek przestał być obiektem o nacechowaniu seksualnym i koniec”) a grupą zniesmaczonych („fuj, karm w kiblu albo najlepiej w jakiejś komórce”). Mam dość tej gównoburzy, każdy powinien dbać o poszanowanie swojej własnej prywatności i tyle.
  • Ochrona przed rakiem piersi i jajników
  • Najlepszy uspokojacz dla wkurzonego dziecka. Do tej pory za każdym razem, kiedy Adaś był wkurzony, udawało mi się gu uspokoić, karmiąc go. Żaden smoczek, żadna butelka, żadne bujanie.

DSC00927

Jeśli chodzi o kwestie techniczne, to w czasie karmienia piersią niezastąpiony jest dla mnie laktator Medela, który firma podesłała mi przed porodem. Te rurki, tłoki i inne rzeczy, które tu widzicie bardzo mnie przerażały, to Kamil ogarnął instrukcję, złożył go w całość i powiedział, co mam robić, bo dla mnie, na tamtym etapie, wizja odciągania mleka wydawała się bardzo odległa. Później, już po urodzeniu Adasia, nie potrafiłam sobie poradzić i byłam trochę wkurzona – to podobno najlepszy laktator na rynku, a ja walczyłam, walczyłam i nic z tego nie wychodziło. I wiecie co? Karmienie jest w głowie. Ja naprawdę wewnątrz nie chciałam karmić i w związku z tym nie mogłam odciągnąć w ogóle mleka. Przez pierwsze cztery dni życia Adasia podawałam mu mleko modyfikowane i na każdym kroku w szpitalu spotykałam się z negatywnymi reakcjami – począwszy od pielęgniarek a skończywszy na lekarkach na obchodzie. Im bardziej naciskały na to, żebym próbowała karmić, tym bardziej się wściekałam – polskie szpitale są bardzo nastawione na karmienie naturalne (tak samo jak na poród naturalny, ale to temat na inny wpis). Pierwsza wizyta położnej laktacyjnej była koszmarna, wyszłam z tego pokąsana (!) i maksymalnie zniechęcona, a Adaś nadal nie potrafił sobie poradzić, więc przez te pierwsze dni było i dla mnie i dla niego lepiej, żeby jadł z butli. I wiecie co zaważyło na tym, że postanowiłam spróbować karmić piersią? Nocne kursowanie do położnych po mleko, podgrzewanie, przelewanie, wyparzanie butelek. Gościu wstawał co dwie godziny, ja byłam nieprzytomna. Wtedy sama poczułam, że muszę spróbować dla swojego komfortu i dla komfortu dziecka (które musiało się trochę naczekać, aż matka załatwi butelkę). Kiedy się przełamałam, poszło z górki. Laktator służył mi zarówno do pobudzania laktacji, która początkowo nie chciała się rozbujać, potem do odciągania nadmiaru mleka, a już w domu do przygotowywania butelek, kiedy musiałam wyjść – np. do lekarza. Sprzęt Medela jest niezawodny, wygodny, szybki, zresztą każda mama na pewno słyszała o tej marce, to klasa sama w sobie. Butelki Calma natomiast leżą nieużywane – Młody sobie z nimi nie radził, źle mu się z nich jadło. Może przydadzą się w przyszłości. Jeżeli macie jakieś pytania odnośnie dzisiejszego tematu, piszcie. Mam kontakt z międzynarodową konsultantką laktacyjną Medela, więc możecie pytać o bardziej skomplikowane tematy, przekażę pytanie dalej :).

Na koniec mała rada dla przyszłych lub aktualnych mam- nie dajcie się sprowokować. Każda karmi tak, jak chce. Piersią? Super! Mlekiem modyfikowanym? Świetnie! Ja urosłam na mleku modyfikowanym. Ani nie ucierpiała na tym moja więź z mamą (bo nawet takie bzdury słyszałam), ani nie jestem mniej zdrowa czy odporna. Kiedy mówię, że karmię piersią, słyszę najczęściej, że jestem „super mamą”, „bohaterką” i tak dalej. Fajnie, dzięki, to miłe, ale…to kolejne bzdety, które mnie trochę denerwują. Bo co, jeżeli z jakichś powodów nie mogłabym czy nie chciałabym karmić piersią, to byłabym gorszą mamą? Czy wybór karmienia mlekiem modyfikowanym to oznaka tego, że mniej kocham moje dziecko? No błagam. Przedstawiłam Wam wyżej wady i zalety karmienia piersią. Nie jestem jego psychofanką, nie boję się mleka modyfikowanego i kiedy stwierdzę, że nie chcę dłużej karmić, to po prostu przestanę. Nie będę chodzić i głosić, że ta forma karmienia jest idealna i nie ma wad, bo to po prostu nie jest prawda. I rada dla wszystkich: dajcie żyć każdemu po swojemu. Nie oceniajcie, bo dochodzi do kuriozalnej, idiotycznej sytuacji,w której mamy karmiące mlekiem sztucznym, boją się o tym mówić i przyznawać. Nie popadajmy w paranoję. Bo wyznacznikiem tego, czy kobieta jest dobrą mamą jest to, jak zajmuje się dzieckiem na co dzień, to ile miłości mu daje, a nie to, czy wtyka w pysia butelkę czy może pierś.