IMG_1590

Wiecie co najczęściej pojawiało się w ankiecie na temat mojego bloga w odpowiedziach na pytanie „czy powinnam czegoś unikać na blogu? czego jest za dużo?”? Narzekania. Padłam na twarz, bo byłam pewna, że co jak co, ale narzekanie zostawiam tylko dla najbliższych i aż tak Was nie terroryzuję. Okazuje się, że Wy widzicie to inaczej, podobno najbardziej narzekam na snapchacie. Jedni pisali mi o tym, że powinnam z tym przyhamować, bo to wkurza, inni mówili, że „nie mogą wypić porannej kawy bez dawki Komody, nawet jak biadoli na czym świat stoi”. Wniosek jest jeden – niezależnie od tego, czy odbieracie to pozytywnie czy negatywnie, moje jęczenie wypełzło do social media i panoszy się tam w najlepsze, a najgorsze jest to, że ja kompletnie nie byłam tego świadoma. Stękanie typu: „olaboga, jaka dzisiaj straszna pogoda”, „o rany, jaka jestem zmęczona”, „o boże jak zjadłbym ciasto czekoladowe, a nie mogę bo mam cukrzycę”, „ojezuu jakbym napiła się grzanego piwa, a nie mogę, bo karmię”, „o nie, Gościa boli brzuch i ciągle płacze”, „o w dupę, życie jest podłe i nic mi się nie chce” przychodzi mi na tyle naturalnie i łatwo, że nawet nie zdaję sobie sprawy z tego, jakimi dawkami negatywnych emocji raczę wszystkich ludzi dookoła. Może to geny, może to taki charakter, ale jedno jest pewne – to się musi zmienić. Nie jestem pewna, czy nie jestem na to już trochę za stara, ale ostatecznie nie takich ludzi jak ja można było zresocjalizować. A wiecie co jest najciekawsze? Nie słyszę swojego narzekania, ale czyjeś już wyjątkowo głośno. Mam dosyć, kiedy moje przyjaciółki za bardzo stękają. Wysłuchuję ich, bo taka moja rola, ale w głowie często mam myśl: „damn, dziewczyno, przesadzasz, masz wspaniałe życie, przestań jęczeć”. Chyba czas, żebym powiedziała to samej sobie, bo o ile okazjonalne biadolenie jest ok, każdy może mieć słabszy dzień, to traktowanie tego jako coś naturalnego, wyrzucanego z siebie między jednym a drugim kęsem ogórka do obiadu, to już nie jest fajne. Czy słyszałam od swoich bliskich, że mogłabym przestać czarnowidzieć i zacząć doceniać to co mam? O, tak, ale wiecie – nietrudno jest widzieć u kogoś taką wadę, kiedy żyje się ze sobą na co dzień. Inaczej jest, kiedy wbijam na snapchata na pogadankę trwającą kwadrans i Wy mi mówicie, że za dużo narzekam. O szit, to ile ja narzekam w ciągu 24 godzin, skoro już w kwadrans potrafię kogoś wnerwić? Zaczynam się pilnować, nie będzie to łatwe, ale wygląda na to, że mam pierwsze noworoczne postanowienie. Wiecie, że kocham Harry’ego Pottera, ale słabo mi na myśl, że najbardziej mogę się utożsamiać z Jęczącą Martą. No way! Pilnujcie mnie i pilnujcie siebie, bo bywa, że problemy, o których tak często mówimy, nie są takie straszne, na jakie wyglądają i jak je przedstawiamy. Nigdy nie byłam optymistką, ale może zamiast zatruwać sobie życie, łatwiej będzie czasami wzruszyć ramionami, uśmiechnąć się i odpuścić sobie bezsensowne wnerwianie się? Zwłaszcza, że idą Święta – wiecie, pokój, radość, miłość i takie tam ;). Cheers!

P.S Wbijajcie na mój instagram – już pierwszego grudnia startuje Christmas Photo Challenge, o który tak wiele z Was pytało. Rok temu bawiłyśmy się wybornie, pykając codziennie fotki, w tym roku liczę na to samo 🙂


sukienka, płaszcz: Mosquito

kozaki: Deezee

torebka: Michael Kors Selma via Shopbop

IMG_1588 IMG_1595 IMG_1603 IMG_1611 IMG_1619 IMG_1620 IMG_1624 IMG_1629