SONY DSC  Od samego początku, od momentu, w którym zaczęłam wykonywać pierwsze podrygi w sferze zawodowej, podejmować pierwsze zlecenia, a później siedzieć za biurkiem przez osiem godzin dziennie wiedziałam, że właśnie w taki sposób musi wyglądać moja droga, która niewątpliwie, prędzej czy później, zakończy się własną działalnością – czy stanie się to za pięć, dziesięć lat, tego nie wiem, ale z pewnością kiedyś tak będzie. Wiedziałam, że nie mogę rzucać się na głęboką wodę i nie spróbować pracy na etacie, nie sprawdzić jak to jest, bo moja przyszła własna działalność dużo by na tym straciła. Każde doświadczenie jest bardzo cenne i odbieranie sobie szansy nauczenia się czegoś od bardziej doświadczonych ludzi nie jest zbyt rozsądne. Pracując dla różnych ludzi i mając porównanie tego rodzaju aktywności zawodowej z pracą na blogu zrozumiałam, że nie może być inaczej – freelancing  zdecydowanie nie jest dobrą i fajną opcją dla każdego, ale ja się dobrze odnajduję w takim modelu. Teraz, na zwolnieniu przed porodem i na urlopie macierzyńskim, mam okazję sprawdzić, jak to jest poświęcić się wyłącznie zleceniom. Praca na etacie, jak i zlecenia czy praca zdalna mają swoje pozytywne, jak i negatywne strony, ale z każdego doświadczenia wyciągam naukę i wnioski. Chcecie wiedzieć czego dotychczas nauczyła mnie praca w powyższych formach?

SONY DSC

1. Współpraca z innymi ludźmi
Oj, to był mój największy strach i główne wyzwanie jeśli chodzi o pracę na etacie! I właśnie ta cecha – bycie mało towarzyskim sobkiem, uwielbianie przebywania i pracowania tylko w swoim towarzystwie – jest dla mnie dowodem na to, że freelance to forma, w której czuję się jak ryba w wodzie. W pracy na etacie nie ma wyboru – albo współpracujesz  innymi, albo nie robisz nic. To przestawienie się na inne myślenie – do tej pory, kiedy musiałam wymyślić jakąś strategię, po prostu dawałam sobie trochę czasu i w ciągu kilku dni notowałam wszystkie moje pomysły, które potem zlepiałam w całość. Na etacie oczekuje się pomysłów na pstryknięcie palcem, oczywiście w czasie grupowych burz mózgu. Wszyscy rzucają hasłami, a Ty – nietowarzyski, aspołeczny dziadu – musisz przebić się przez ten hałas do swoich myśli i ogarnąć coś, zanim zostaniesz uznany za kompletnego kretyna, który nie jest w stanie powiedzieć nic mądrego. Niektórzy mają to szczęście, że inni ludzie inspirują ich, stymulują ich szare komórki. W moim przypadku musiałam się po prostu nauczyć pracy w grupie – to była dla mnie kompletna nowość, ale okazuje się, że da się!

2. Wytrzymywanie z innymi ludźmi…
… nieee, to nie to samo co punkt pierwszy i każdy aspołeczny człowiek wie, o czym mówię! Współpraca zawodowa to jedno, za to znoszenie nieznanych Ci (nie zawsze fajnych!) ludzi przez cały dzień to zupełnie inna bajka. Musiałam nauczyć w tej kwestii dwóch rzeczy – zaprzyjaźniania się z ludźmi (nowość dla mnie, zazwyczaj był to długotrwały, żmudny proces) i … olewania tego, kiedy trafiam na jednostki, z którymi zaprzyjaźnić się nie można. Och, no i tego, że czasami po prostu warto – pardon za wyrażenie – zamknąć mordę i nie dyskutować z kimś, kto jest poniżej jakiegokolwiek poziomu. W pracy można trafić na osoby, z którymi zrozumiemy się w pięć sekund. Po minucie wiemy, że to jest człowiek, z którym nie dość, że można konie kraść, to jeszcze pracuje Wam się tak, jakbyście byli jednym organizmem. Życzę Wam z całego serca takich współpracowników – ja do tej pory znalazłam tylko jedną taką osobę- ona to z pewnością czyta i na pewno wie, że mówię o niej :)! Tak, tak, panno z Holandii, o Tobie mowa! Są też tacy ludzie, z którymi – dla własnego spokoju ducha i zdrowia psychicznego – należy ograniczyć kontakty do minimum. W pracy się pracuje – jest fajnie, kiedy można się jednocześnie lubić, ale jeśli nie, to nie warto poświęcać temu tematowi większej refleksji, niż jest tego warta i raczej robić swoje, a antypatyczne jednostki tolerować.

SONY DSC

3. Nie zawsze wszystko jest sprawiedliwe
Ten podpunkt tyczy się nie tylko etatu, ale też wszystkich zleceń, których w ostatniej dekadzie była w moim życiu cała masa. W idealnym świecie byłoby tak: ja robię coś dobrze, więc jestem traktowana dobrze. Robię coś źle – jest opcja, że dostanę opieprz. W świecie pracy na etacie dochodzi cała skala odcieni szarości, która wpływa na to, jak wasi współpracownicy czy szefowie reagują na wasze sukcesy i porażki. Czasami obrywa się niezasłużenie, czasami z dnia na dzień dostaje się odwrócone o 180 stopni polecenie, które powoduje, że całą waszą poprzednią pracę możecie wsadzić sobie głęboko w dupę. Czasami robicie coś rewelacyjnego, macie wrażenie, że przeszliście samych siebie w jakimś projekcie i… kompletnie nic z tego nie wynika. Ot, takie życie, taka praca. Wskazówka dla osób wrażliwych – nie warto brać do siebie wszystkiego, co o sobie słyszycie.

4. Rób to, co do ciebie należy
Wypruwanie sobie żył, zapierdzielanie jak dziki osioł po godzinach, ale w ramach podstawy wynagrodzenia, robienie dużo więcej, niż do nas należy, licząc na to, że zostaniemy zauważeni i docenieni – to domena ludzi dobrych i porządnych oraz idealistów, ale też niestety ludzi… głupich. Polecam Wam nabyć w pracy trochę cynizmu. Wykonywać swoje obowiązki perfekcyjnie i terminowo – to nie ulega wątpliwości. Ale nie robić z dobroci serca więcej, żeby być miłym. No, chyba że dostaniecie gwarancję, że Wasze siedzenie po godzinach albo wykonywanie dodatkowych obowiązków zostanie w odpowiedni sposób docenione. Do tej pory w każdym projekcie – tu mówię o moich zleceniach, raczej nie tyczy się to pracy na etacie, tu byłam już mądrzejsza – lubiłam robić więcej niż powinnam, żeby drugiej stronie… zrobiło się miło! Serio! To jest bardzo sympatyczne podejście, ale kiedy raz po raz robiłam coś więcej i dostawałam z tego okrągłe zero, oduczyłam się. Rób swoje, rób to cholernie dobrze i nic poza tym, chyba, że przełoży się to na konkretny zysk. Wiecie, taki, który pomoże zapłacić rachunki. Każda praca, jaką wykonywałam, nauczyła mnie dbania o własny interes.

SONY DSC

5. Podpisuj umowy, dbaj o papiery!
Dla takiej bałaganiary, która co roku z histerią w oczach szuka wszystkich umów, które podpisała, żeby rozliczyć się z fiskusem, to było wyjątkowo ciężkie zadanie, ale porządek w papierach jest absolutnie konieczny, chociażby w takiej sytuacji, w której jestem teraz – na zwolnieniu. Musiałam znaleźć swoje wszystkie umowy, żeby stwierdzić, jaką kwotę będę dostawać od ZUSu. O rany, ile było niepotrzebnej histerii, że czegoś mi brakuje. Teraz mam już porządek! Wszystkie zaświadczenia, umowy na działania podstawowe i dodatkowe (z określonym terminem płatności), to Wasz absolutny must have. To w Waszym interesie. Trudno domagać się pieniędzy, na które nie macie umowy, prawda?

6. W pracy się pracuje
Dodatkowe korzyści są świetne! Atmosfera jest bardzo ważna, dodatkowe profity, świetni ludzie, korpopiąteczki, w które pracuje się krócej, dobry sprzęt i kawa, pufy i konsola w chill roomie… Nie zapominajcie jednak, że praca to praca i jakkolwiek takie dodatkowe uprzyjemniacze to fajna sprawa, to jednak najważniejsze są dwie rzeczy- Wasz rozwój zawodowy i Wasz zysk. Jest cudownie, kiedy praca jest jednocześnie Waszą pasją. Kiedy całe życie pływacie, blogujecie, malujecie, a potem to przeradza się w Wasz biznes. Ale to jest niestety rzadkość i w takiej sytuacji dbajcie o to, żeby te dwie wymienione wyżej potrzeby były spełnione, bo to one stanowią esencję pracy. To, abyście wyciągnęli maksimum wiedzy i doświadczenia od ludzi mądrzejszych od siebie, tak aby móc skorzystać z tego w przyszłości oraz to, żeby praca zapewniła Wam komfort materialny. Pufami w recepcji nie zapłacicie rachunków, a praca, w której niczego się nie nauczyliście (choć jecie w każdą środę bajeczne sushi na koszt firmy), to strata Waszego czasu.

7. Organizacja
Etat to jedna wielka nauka organizacji. Tego, że trzeba wstać rano, ogarnąć się, wyjść z domu, nie spóźnić się. Potem wrócić i wygospodarować jeszcze trochę czasu na to, żeby odrobinę pożyć. Z jednej strony to jest cholerstwo – pozostaje naprawdę niewiele czasu dla siebie i rodziny czy znajomych, a monotonia i to, że każdego dnia musicie zwlec tyłek i iść na autobus nie jest szczególnie fajna, ale wszystko to uczy sumienności i zarządzania swoim czasem.

SONY DSC

8. Pokora
Jako freelancer jesteś panem samego siebie. Nie dostaniesz ochrzanu od szefa, bo sam nim jesteś. Nie masz obok siebie ani mądrzejszych ludzi, ani głupszych, bo jesteś sam. Trzeba ogromnego samozaparcia, żeby nie stać w miejscu i mimo wszystko się rozwijać. Praca na etacie to jedno wielkie przystosowanie do życia w społeczeństwie. Czasami potrzebne jest, żeby ktoś przyszedł i sprowadził Cię na ziemię, kiedy zaczynasz gwiazdorzyć.

Mam nadzieję, że uda mi się w przyszłości pracować na własny rachunek i że nie będę musiała już siedzieć u kogoś za biurkiem. Nie dlatego, że nie podoba mi się taka praca, bo do tej pory było wręcz przeciwnie, gdyby nie ona, bardzo, bardzo wiele bym straciła. Widzicie, jestem zdania, że z każdego doświadczenia życiowego, nawet takiego, które wydaje Wam się złe i niepotrzebne, można wyciągnąć coś dobrego. Przykładem są moje studia – technicznie rzecz biorąc…nie przydały mi się. Nie pracuję w zawodzie prawniczym i raczej nigdy nie będę. Ktoś mógłby powiedzieć, że zmarnowałam pięć lat życia, ale dla mnie to pięć lat trenowania mózgu i… utwardzania swojego tyłka, bo okazało się, że to nie był kierunek dla mnie i po prostu często nawalałam na egzaminach, a potem się stresowałam jak głupia. Czy gdybym mogła cofnąć czas, to wolałabym nie iść na prawo? Absolutnie nie, bo takie doświadczenia są dla mnie bardzo ważne, te złe najbardziej kształtują charakter, wzmacniają. Praca na etacie była dobrym doświadczeniem, z którego wyniosłam bardzo dużą wiedzę i umiejętności, ale też upewniła mnie w przekonaniu, że kiedyś będę swoją szefową. Trzymajcie kciuki, żeby stało się to jak najszybciej :).