DSC05360

WYNIKI KONKURSU!

Uśmiałam się, czytając Wasze historie! Potrzebowałabym przynajmniej pięciu bonów, żeby zagrodzić wszystkie te osoby, które mnie najbardziej rozśmieszyły :D. Ale niestety, mam tylko dwa, a otrzymują je następujące osoby:

wiktoria.wizner@gmail.com – za bohatera-Janusza na Kościelcu!

lukaszdziag@gmail.com -za jego HOT GIRL na Lanzarote 😀

jesteście zajebiści, dzisiaj wyślę do Was mejle, albo Wy odezwijcie się do mnie, jeśli nie będziecie mogli wytrzymać 😀 :)))


 

Mija powoli sierpień, to niestety pierwsze od dwóch lat wakacje, w które nigdzie nie udało nam się pojechać – mieliśmy wyjątkowo ambitne plany, żeby moja ciąża nie ograniczyła nas w tym aspekcie, ale niestety biję się w pierś i przyznaję, że okazało się to za dużym wyzwaniem. Cóż tu dużo mówić, siły nie mam zwyczajnie, odbijemy sobie w przyszłym roku, w nowym składzie! Jedyne co pozostaje mi w tym momencie, to oglądanie zdjęć z poprzednich wyjazdów i wspominanie tego, jak świetne potrafią być wakacje, chociaż czasami spotykają nas takie przygody, które powodują, że niekoniecznie jest nam do śmiechu!

Dzisiaj mam dla Was dwie takie historie! Wiem, że lubicie się śmiać z Komodnego niefarta, więc oto macie kolejną szansę ;D. Ale, ale! Coś za coś – chciałabym, żebyście podzielili się też swoimi wakacyjnymi wtopami. Ponieważ wpis powstał w ramach współpracy z biurem podróży Rainbow, dla autorów najlepszych historii będę miała niespodziankę – zerknijcie na koniec wpisu!

DSC05305

DSC03606

Pierwszą historię chyba trochę wyparłam, przypomniała mi o niej moja Ola! Lata temu, chyba na samym początku studiów, pojechałam na wakacje z Kejt – polskie morze, Kołobrzeg, babski wypad, ciągłe opalanie się, wpierdzielanie lodów i robienie sesji na początkujące blogaski. Idealnie! Któregoś dnia postanowiłam wypróbować mój nowy, retro kostium kąpielowy. Piękny, granatowy w różowe groszki, gacie na wysokim stanie i zgrabny stanik. Potem, oglądając zdjęcia z wyjazdu, odkryłam, że wyglądałam w nim – mimo drobnej postury – jak orka, koszmarnie, ale nie to okazało się problemem. Problemem okazał się stanik. O tak, już pewnie wiecie czego się spodziewać, jaka przygoda byłaby w moim, komodnym stylu? Ależ tak! Eksplodujący stanik! Góra od kostiumu miała dziadowe, plastikowe zapięcie. Stanik w pewnym momencie nie wytrzymał napięcia i kiedy postanowiłam podnieść się, żeby sprawdzić, czy panowie grający obok w siatkówkę nie zbliżają się za bardzo do naszego barłogu (mam fobię piłkową, unikam przestrzeni, gdzie istnieje szansa, że dostanę okrągłym cholerstwem w łeb), widowiskowo wystrzelił, powodując, że zaświeciłam biustem całemu tłumowi kołobrzeskiej plaży. Przypuszczam, że mogłoby to pozostać niezauważone, gdyby nie to, że w histerii, i ja i Kejt, zaczęłyśmy się wydzierać wniebogłosy – ja, usiłując złapać resztki stanika, a Kejt, próbując znaleźć coś, czym można mnie zakryć. Zatem cycki nie uszły absolutnie niczyjej uwadze. Brawo ja, brawo góra od kostiumu z H&M!

DSC03666
Druga historia to było coś! Wszystko co mogło pójść nie tak, właśnie tak poszło. Włochy, Rzym, ja, moja przyjaciółka Klaudia i nasi panowie. Wynajmowaliśmy przyjemne mieszkanko, wsuwaliśmy pizzę, piliśmy cappuccino, dużo zwiedzaliśmy i rozkoszowaliśmy się włoskim klimatem. Pewnego dnia postanowiliśmy wyskoczyć na chwilkę na kawę do knajpki pod domem. Wiecie, na sekundę, więc zostawiliśmy w domu telefony – jedyny, jakim dysponowaliśmy należał do mojego Kamila, który niestety miał ledwo żyjącą baterię. Wychodząc, jedno z nas krzyknęło: „klucze”, reszta mądrze pokiwała głowami, że wiemy, ale ostatecznie nikt z nas ich nie zabrał. Drzwi trzasnęły, a my z całą mocą uświadomiliśmy sobie kilka smutnych prawd: nie mamy kluczy, drzwi nie można otworzyć bez nich, nie mamy telefonów, nie mamy pieniędzy, dokumentów, nie mamy numeru do właścicielki mieszkania, wkoło mieszkają sami Włosi, którzy kompletnie nie umieją mówić po angielsku, a na zewnątrz właśnie zaczyna się burza. To były zamierzchłe czasy, takie w których niestety telefony nie były jeszcze na tyle smart, żeby połączyć się z internetem i znaleźć właścicielkę mieszkania na fejsie, więc mając niewielki wybór opcji, rozpoczęliśmy pochód po sąsiadach. Liczyliśmy na to, że być może ktoś ma kontakt z panią… Lizawietą? Nie, chyba miała na imię Nikoletta! Tak, imię to jedyna rzecz, jaką o niej wiedzieliśmy, więc jak możecie się domyślić, minęły długie godziny, zanim udało nam się cudem z nią skontaktować i wejść do mieszkania…no i całkiem straciliśmy ochotę na tę cholerną kawę :D…

 

collage2

A teraz czas na niespodziankę dla Was – ja się już skompromitowałam, zwłaszcza historią o biuście, więc czekam na Wasze historie z wakacji: te najśmieszniejsze, najbardziej przerażające, takie, które najbardziej zapadły Wam w pamięć. Dla autorów najciekawszych komentarzy mam bony o wartości 500 zł do wykorzystania na R.pl, z wyłączeniem Biletyczarterowe.r.pl oraz Myway.r.pl. Nagrodzone zostaną dwie osoby, a vouchery są ważne przez rok! Swoje opowieści zostawcie pod tym wpisem, macie na to 7 dni :)!