DSC00648Rok temu spłodziłam dla Was wpis o tym, czy warto kupić oryginalne buty firmy Melissa – możecie go przeczytać tutaj. Moja uczucia wobec tej marki są mieszane, buty wizualnie bardzo mi się podobają, ale często po prostu masakrują mi stopę, mimo tego całego mitycznego tworzywa mel-flex, które ma być powodować uczucie najwyższej formy komfortu dla stóp.. W międzyczasie trafiłam na model Melissa Ultragirl. I te baleriny okazały się trochę inne niż cała reszta butów, które kiedyś testowałam. Ale czy na tyle inne, żeby nie obcierały mi stóp? I co mam do powiedzenia na temat młodej konkurencji Melissy – marki Zaxy? Jeśli jesteście ciekawe, czytajcie dalej!

DSC00645DSC00660Jeśli śledzicie mojego bloga od dawna, to wiecie, na czym polega moja love-hate relationship z Melissami! Miałam już chyba z sześć par tych butów. Z tej całej kolekcji zostały mi dwie i jeśli mam być całkowicie uczciwa i szczera (sama ze sobą), to powinnam tych obu par się pozbyć.

Plusy butów Melissa:

-design
-trwałość
-odporność na brud i zniszczenie
-oryginalność
-cudny zapach, który utrzymuje się… zawsze. Żadna para nigdy nie przestała mi pachnieć.

Minusy:
-raczej wysoka cena
-skubańce MASAKRUJĄ MI STOPY.

I w zasadzie na tym powinnam zakończyć cały wywód na temat Melissy, bo kupować buty, które robią ze stóp krwawą miazgę, to tak jakby kupić sobie samochód, który nie jeździ, albo aparat, który nie robi zdjęć. Baleriny Ultragirl robią to… wolniej. Ale przychodzi moment, kiedy pochodzę w nich dłużej, że czuję, jak coś zdziera mi naskórek ze stopy. I wtedy uświadamiam sobie, jaką jestem kretynką, że znowu je założyłam, mimo że wiem, że to się skończy źle.

Nie wiem o co chodzi z moimi stopami- bo nie mam wątpliwości, że to ich wina, a nie tych nieszczęsnych butów, które z jakiegoś powodu mają setki tysięcy fanek na całym świecie. Moje stopiska mają baaaardzo dużą łatwość obcierania się, więc zrzucę to na karb tego. A Wy nie pozwalajcie mi już nigdy więcej kupować Melissy! Gdybym tylko zaczęła coś pisać na ten temat albo mówić na Snapchacie (modnakomoda), to oczekuję, że przyjdziecie i mnie opierdzielicie w jakiś agresywny sposób. OK??

DSC00659

A teraz moje zaskoczenie ostatnich miesięcy! Usłyszałam o Zaxach, kiedy rozglądałam się za jakimś zamiennikiem Melissy – chciałam, żeby były równie ładne, ale wygodne i tańsze… no cóż, trudno się spodziewać cudów, mając takie wymagania. Chodziłam długo wokół tych błękitnych Zaxów, ale odpuściłam sobie, bo przecież to znowu guma, myślałam, że mnie zmasakrują. To moja Kejt postawiła mnie przed faktem dokonanym i w urodzinowej przesyłce znalazłam właśnie upatrzone baleriny. Przymierzyłam. No miło, mięciutkie, jeszcze w dodatku są wyściełane w środku materiałem, więc stopie jest całkiem wygodnie. Ale są mocno wycięte i już na samym początku zauważyłam potencjalne miejsca, w których może nastąpić krwawa jatka. Wykonałam jednak skok na głęboką wodę, wyszłam w nich z domu na długi spacer i … nic. Szok, niedowierzanie, nic mnie nie skrzywdziło. Wyszłam drugi raz, wyszłam trzeci raz. Stopy całe, Zaxy wygodne. OLABOGA! Chodzę w nich już ponad miesiąc. Na moim instagramie możecie zobaczyć częstotliwość, z jaką po nie sięgam, bo pojawiają się w co drugiej stylizacji. Są świetne, nie oddam, chcę inne wzory i kolory!

Plusy butów Zaxy:

-Wygoda
-Spoko cena
-Chyba trochę pachną!
-Deisgn

Minusy… jeśli mam już coś znaleźć:

-Łatwo się brudzą, a miła, materiałowa wkładka jest nie do wyczyszczenia, nie można ich wrzucić po prysznic tak jak Melissy.
-Dostępność – stacjonarnie to chyba Melissę łatwiej jest dorwać

 

Wniosek? Znalazłam ańszy zamiennik dla Melissy i jedne z naprawdę niewielu butów, które nie zrobiły krzywdy moim wrażliwym stopom!
Bez nazwy 1