Dzisiaj mam dla Was kolejną odsłonę wpisu z hitami kosmetycznymi 2015. O ile w kwestii makijażu sięgałam po te same produkty, co rok wcześniej, o tyle w kategorii „pielęgnacja” wylądowała cała masa świetnych nowości. Jeśli jesteście ciekawe, co się u mnie sprawdziło, zapraszam do czytania.

Moim osobistym odkryciem, ale jednocześnie kosmetykiem, na który się czaiłam od kilku ładnych lat, jest suchy olejek Nuxe – kupiłam wersję klasyczną i miniaturkę z drobinkami. Tę drugą wzięłam na Lanzarote i wykorzystałam do cna, bo tak bardzo spodobał mi się efekt, jaki daje na skórze. Nawet przy mojej bladości wyglądałam na opaloną, wypoczętą i zdrową. Wersja bez drobinek też jest fajna, ale nie ma tutaj efektu łał! Na pewno zaopatrzę się w dużą butelkę latem. Swój zestaw kupiłam na allegro, warto wstukać Nuxe, Huile Prodigieuse w ceneo i poszukać najlepszej oferty. Mnie się udało kupić komplet za ok. 50 zł.

Odżywka Garnier Ultra Doux, Heritage Provence o zapachu migdałów i moreli to coś, co lubią moje włosy! Niestety, ale naturalne produkty, bez SLS-ów i silikonów zwyczajnie się u mnie nie sprawdzają. Moja skóra głowy i włosy bardzo dobrze na nie reagują, więc staram się nie dać zwariować i nie ulegać nagonce na sztuczne składniki kosmetyków. Heritage Provence robi wszystko to, czego wymagam od odżywki – ładnie nawilża, pielęgnuje, ułatwia rozczesywanie, dobrze i szybko się spłukuje i bajecznie pachnie. A, no i jest tania jak barszcz :).

Multifunkcyjny mus CC z Venus to bajer, który dostałam dawno temu na spotkaniu blogerek w Warszawie. Dostałam dwa opakowania, jedno od razu podarowałam Mamie, która jest fanką podobnego produktu z Bielendy. Użyła go kilka razy i stwierdziła, że jest fatalny i żebym darowała sobie wypróbowywanie, bo będę niezadowolona. No i mus leżał, leżał, aż zrobiło się ciepło i po prostu musiałam posmarować czymś te moje blade nożyska, bo aż żal było nimi świecić. Wypróbowałam go i… okazało się, że z moją skórą współpracuje naprawdę świetnie. Daje ładny, satynowy efekt, rozświetla skórę. Czy maskuje niedoskonałości? Nie wiem, bo nie mam z tym problemów. Czy odważyłabym się użyć go i założyć białą sukienkę – chyba nie ;). Ale szybkość i łatwość aplikacji i delikatny, subtelny efekt za 13 zł mnie jak najbardziej zadowala.

Och, uwielbiam kosmetyki Bath&Body Works! Mój ulubiony zapach to Pink Chiffon – połączenie wanilii, gruszki i piżma. To prawdziwy słodziak. Ś Nawilża w sposób zadowalający, a zapach utrzymuje się przez kilka ładnych godzin. Cena jest trochę przesadzona, ale jeśli przyczaicie się na wyprzedaż, to upolujecie go za ok. 29 zł. Warto wypróbować!

Szampony Batiste to bez wątpienia najlepsze produkty z tej kategorii, jakie można znaleźć w drogeriach. Wersja „Blush” ma dokładnie te same właściwości co pozostałe warianty- ma ładny, kwiatowy zapach, odświeża fryzurę, dodaje objętości, nie pozostawiając białych śladów na włosach. Na pewno znacie te produkty, ale jeżeli jakimś cudem się uchowałyście w świecie bez suchych szamponów, to koniecznie ich spróbujcie!

Szukacie konkretnego, gruboziarnistego peelingu do twarzy, który pozostawi Wasze buzie mięciutkie jak pupa niemowlęcia? Kupcie sobie koniecznie Moc MinterałówPerfecta! Ok. 12 zł za bardzo dużą ilość świetnego produktu! Najlepszy drogeryjny peeling, bez dwóch zdań. 

Czasami moja skóra wygląda naprawdę jak kupa. Wszystko jest dobrze, a potem wyskakuje mi coś strasznego, a ja nie mogę się powstrzymać przed przed próbą usunięcia tego cholerstwa i ani się obejrzę, cała moja twarz jest zmasakrowana. Potem muszę nakładać trzy tony gładzi szpachlowej, żeby wyglądać jak człowiek. W takich sytuacjach ratuję się kwasami, konkretnie 10% kwasem migdałowym z Pharmaceris. Krem nakłada się tylko i wyłącznie na noc, a rano trzeba pamiętać o porządnym filtrze – z kwasami nie ma żartów, za to efekty są bardzo fajne. Produkt ładnie oczyszcza i trzyma cerę w ryzach (chociaż bardziej w tym drugim wypadku pomaga mi Effaclar K z La Roche Possay, którego zbawienne właściwości odkryłam kilka dni po zrobieniu zdjęć do tego wpisu, dlatego poświęcę mu odrębną recenzję). To mój hit i moje koło ratunkowe!

Organiczna maska Detoxifying Mask z TruSelf Organics to pierwsza maseczka, którą zużyłam z absolutnym zachwytem i w którą muszę się zaopatrzyć ponownie. Co ma robić z naszą skórą? Ma zwężać pory, oczyszczać i działać pozytywnie na wszelkie zaskórniki i niedoskonałości. Efekty są widoczne po pierwszym użyciu. Należy uważać i nie trzymać maski zbyt długo, bo może podrażnić skórę, ale poza tym sprawdza się idealnie. Choć jest troszkę droga…

Cetaphil MD Dermoprotektor to produkt, który masowo poleciłyście mi na facebookukiedy poprosiłam Was o pomoc w wyborze bardzo mocno nawilżającego kremu do twarzy. I miałyście 100% racji, Dermoprotektor to hit! Ogromna pojemność (ten produkt to never ending story, przysięgam) w bardzo dobrej cenie, idealne nawilżenie zarówno na noc jak i na dzień (bardzo dobrze współpracuje z makijażem) – czego chcieć więcej?

Balsam Yves Rocher gruszka+karmel to część mojego imieninowego prezentu z pracy, który dostałam rok temu, trzy dni po moim przyjściu do firmy (czy to nie jest przemiłe? Nikt mnie jeszcze nie znał!). Niestety jest to edycja limitowana, dlatego oszczędzam ten produkt jak mogę. Co jest w nim nadzwyczajnego? Jeśli chodzi o nawilżenie, to jest on bardzo przeciętny, uprzedzam z góry! Ale ten zapach… o dziewczyny! Lekko kwaśna gruszka i słodki karmel, to pachnie jak niebo! Chciałoby się zjeść, no ale trzeba zachować resztki rozsądku… 😀

Chyba jeszcze nigdy nie byłam tak wierna jednemu kosmetykowi! Kilkanaście zużytych butelek niebieskiego micela Be Beauty chyba o czymś świadczy! Biedronkowa marka Be Beauty robi naprawdę dobre produkty (pewnie wynika to z faktu, że producent kosmetyków Be Beauty to jednocześnie producent kosmetyków Tołpa :D)! Za niecałe 5 zł (sic!) dostajemy rewelacyjny, delikatny płyn, który bardzo dobrze usuwa makijaż, oczyszcza skórę, nie wysusza jej i przede wszystkim – nie podrażnia, nawet w bliskim i intensywnym kontakcie z oczami! Koniecznie wypróbujcie!

Z balsamami Victoria’s Secret jest podobnie jak z produktami Bath&Body Works czy Yves Roche – no mistrzostwo nawilżenia to to nie jest, nie liczcie na konkretny, treściwy produkt jak z Neutrogeny. Ale ja tak maniakalnie nie lubię się smarować balsamami, że muszę mieć z tego trochę dodatkowych doznań, bo inaczej produkt na sto procent wyląduje na dnie szuflady. I tak jest również z Pure Seduction – to jeden z moich ulubionych zapachów Victoria’s Secret, dlatego używanie balsamu o tych nutach zapachowych jest dla mnie bardzo przyjemne. Tai bajer, rozumiecie? Kojarzy mi się z wakacjami i nawilża w sposób zadowalający i wystarczający :).

Ok, teraz możecie mi sprzedać pomysły na kolejne kosmetykowe łupy. Szukam dobrego kremu pod oczy i kultowy produkt z Kiehl’s wydaje się idealnym pomysłem, ale może doradzicie mi coś innego? Buziaki!