Nic tak nie poprawia humoru w jesienny, deszczowy, ciemny dzień jak kubek porządnej kawy. O tej porze roku, pokornie idąc za tłumem wielbicieli korzennych smaków, najchętniej sięgam po dyniową latte ze Starbucksa lub po ulubioną kawę mojego Kamila- po Tigera z Costy. Problem polega na tym, że wskoczenie do jednej z sieciowych kawiarni ma sens, kiedy już jesteśmy na mieście, co natomiast z chwilami, kiedy nie mamy ochoty na wychylanie nosa ze swoich czterech ścian? Ano trzeba sobie poradzić samemu i powiem Wam, że gdybym wcześniej wiedziała, jakie to banalnie proste, to chyba dużo rzadziej zostawiałabym pieniądze w Starbucksie. Uwaga, wrażliwi starbucksoholicy muszą teraz zamknąć oczy i przeskoczyć o kilka linijek dalej, bo pojawi się bluźnierstwo: moja dyniowa latte, jest zdecydowanie LEPSZA od tej ze Starbucksa! Dzisiaj mam dla Was obiecany przepis na taką kawę. Pierwsze podejście do jej wykonania będzie trochę bardziej skomplikowane ze względu na konieczność zrobienia syropu, ale nie martwcie się – każde kolejne to już tylko kilka minut roboty :)).

Do zrobienia dyniowej kawy potrzebujecie:

2/3 szklanki czarnej kawy (to przepis na trochę mocniejszą kawę, zazwyczaj sugeruje się dodanie większej ilości mleka, niż samej esencji kawowej, ale mnie tak bardziej odpowiada )

1/3 szklanki mleka (możecie użyć dowolnego- ja dzisiaj wypróbowałam opcję z mlekiem kokosowym i wyszła rewelacyjnie)

2 łyżeczki syropu dyniowo-korzennego

bita śmietana

przyprawa korzenno-dyniowa

 

Jak zrobić syrop dyniowo-korzenny?

No, tylko żeby Wam nie przyszło do głowy go kupować! Zrobicie go sami, to banalnie proste. Do jego wykonania potrzebujecie:

-szklanka wody

-180 g cukru (najlepiej brązowy)

-dwie płaskie łyżeczki dyniowej przyprawy (możecie ją sobie przygotować w większej ilości i przechowywać w słoiczku tak jak ja. Poniższa ilość starczy Wam  na mały słoiczek: cztery łyżeczki cynamonu, dwie łyżeczki imbiru, dwie łyżeczki kardamonu, 1 łyżeczka gałki muszkatałowej)

-kilka goździków, gwiazdka anyżu (opcjonalnie, jeśli nie macie, to i tak będzie smaczne :))

-łyżeczka cukru wanilinowego albo esencji waniliowej

-dwie łyżki dyniowego puree (sposób na puree z dyni znajdziecie u mojej Kejt, ale jest też łatwiejsza opcja- możecie kupić mrożoną dynię, ja dorwałam swoja w Carrefourze. Nie podejmuję się w tym sezonie walki z dynią- doprowadza mnie ona do szału, a moją kuchnię do ruiny :D)

Wodę wlewamy do garnka, wsypujemy cukier i gotujemy na małym ogniu, aż cukier się rozpuści. Wtedy dosypujemy wszystkie wymienione wcześniej przyprawy i gotujemy dalej (warto zwiększyć trochę ogień i ciągle mieszać miksturę). Syrop powinien zgęstnieć po około 20-30 minutach. Wtedy dodajemy puree z dyni i energicznie mieszamy syrop. Potem przelewamy go przez sitko, żeby pozbyć się grudek. Gotowe!

Ufff, teraz przechodzimy do gwoździa programu, czyli naszej latte! Podgrzewamy 1/3 szklanki mleka z dwoma łyżeczkami syropu dyniowego i szczyptą przyprawy korzennej – ten ostatni składnik nie jest obligatoryjny, ja go dodaję dla wzmocnienia korzennego aromatu. Po chwili zdejmujemy z ognia i intensywnie ubijamy mleko tak, aby uzyskać pianę. Przelewam je do wysokiej szklanki (nie ukrywam, że w przezroczystej  będzie wyglądać fajniej :D). Do tego dodajemy kawę, lejąc ostrożnie, po ściankach, żeby uzyskać fajny efekt przejścia między kawą i mlekiem. U mnie nic z tego nie wyszło, bo wybrałam słoik zamiast szklanki :D. Ozdabiamy kawę bitą śmietaną i przyprawą dyniową. Voila!