Blogowanie modowe to głupota dla pustych dziewczyn, które mają zamiast mózgu torebkę Chanel 2.55? Że niby jest to mało rozwijające, niewymagające, płytkie zajęcie? Jestem zwolenniczką teorii, że każdy blog jest inny, a jego charakter zależy od tego, w jaki sposób go tworzymy i jakie stawiamy sobie cele. Dla mnie jest to jedno z bardziej rozwijających zajęć z prostego powodu- stworzyłam coś sama od początku do końca i wszystko, co dotyczy Modnej Komody zależy ode mnie. Mam moc stwórczą :D! Przez to-  a może raczej „dzięki temu” – popełniłam kilka błędów i wyciągnęłam z nich naukę, którą teraz mogę wykorzystywać nie tylko na płaszczyźnie internetowej. Chcecie dowiedzieć się, czego nauczyło mnie blogowanie? Czytajcie dalej!

1) Dyplomacji i umiaru
Pamiętam
tę sytuację jak dziś, ale nie jestem w stanie zrozumieć, jakie pobudki mną
kierowały i nadal jest mi bardzo głupio. Kilka lat temu, na początku blogowania, znalazłam w sieci nowego bloga. Blogerka i stylizacje były dość
specyficzne, wyjątkowo nie w moim guście. Uznałam, że są tandetne i postanowiłam
podlinkować dziewczę na fejsiku z jakimś mało uprzejmym komentarzem w stylu „yyyy co o niej sądzicie…?”- niczego
nie napisałam wprost, ale nie pozostawiłam też zbyt wiele miejsca na domysły, a
informacja o mojej uprzejmości dotarła do bogu ducha winnej dziewczyny. Było
jej przykro, była zła. I nie wiem, czy z mojej strony było to prostu gówniarskie
chamstwo- bo byłam wtedy jeszcze trochę nieopierzona- czy może kompletny brak
dyplomacji i tak zwane mówienie tego, co mi ślina na język przyniesie. Wiem jedno-
nie każdemu się wszystko podoba, to normalne. Ale milczenie jest złotem- dużo
lepiej jest nie powiedzieć nic, jeśli nie mamy do powiedzenia nic miłego. Bo
tak zwyczajnie, po ludzku możemy komuś sprawić przykrość. Ja bym nie chciała,
żeby ktoś zrobił coś takiego mnie, więc sama też nie powinnam była tego robić.

2) Zasady ograniczonego zaufania
Nigdy
nie byłam osobą otwartą na innych ludzi, ale kiedy już kogoś poznawałam, to
starałam się zawsze być miła- czasami za szybko uznawałam daną osobę za
odpowiednią, do wysłuchania tego, co mam do powiedzenia. Świat blogerek jest
wspaniały, ale tylko wtedy, kiedy naprawdę znacie osoby, z którymi plotkujecie
i pijecie drinki :).
W stosunku do ludzi, których nie znacie zbyt dobrze, warto zachować
powściągliwość, żeby uniknąć plotek i małych dramatów. Dziewczyny bywają
taaaaaakie dziwne :).
3)  Estetyka
i umiarkowany perfekcjonizm
Kiedyś
byłam ogromną sroką, a mój styl nazywałam „eklektycznym”- co w telegraficznych
skrócie otwierało mi furtkę do zakładania na siebie… wszystkiego! Najlepiej na
raz! Odsyłam Was do wczorajszego wpisu ;)! Wstawiałam też na bloga zdjęcia ze śmietnikiem
w tle, brzydkimi napisami na murach ;). Nie zwracałam uwagi na takie szczegóły
jak np. fatalny makijaż czy wygniecione ubrania. Nie ukrywałam swoich wad
(wieeeeelkie cienie pod oczami!), bo ich nie zauważałam. Hołdowałam
bylejakości, nawet nie zdając sobie z tego sprawy. Trochę uświadomiła mnie w
tym moja Mama- wierna fanka bloga i mój najbardziej surowy sędzia. Kiedyś
edytowałam fotki na Photoshopie i jęczałam, że są średnie, bo słońce świeciło
mi prosto w twarz i na każdym z nich mam przymrużone oczy, ale mimo to chciałam
je wstawić na bloga, bo goniły mnie terminy współpracy z jakąś firmą odzieżową.
Mama mnie opierdzieliła i zabroniła mi je wstawiać na bloga. Pocisnęła mi! Że
bawię się w półśrodki, zamiast zrobić coś perfekcyjnie od A do Z i że skoro to
jest coś, pod czym się podpisuję swoim imieniem i nazwiskiem, coś co zobaczy
mój przyszły szef (Paweł, pozdrawiam!!!), to mam robić to dobrze. I kropka.
Teksty sprawdzać w trzech czytaniach, najlepiej wysyłać je komuś korekty, a
nieudane fotki wyrzucać i posłusznie iść zrobić nowe, lepsze. I pracować nad
sobą każdego dnia blogowania, pracy zawodowej, życia. Dzięki, Mamo!
4) Mamtowdupizm
Powyżej
możecie poczytać o lekcji, jaką dostałam od mojej Mamy, teraz za to dowiecie
się, czego nauczył mnie mój Tata i Kamil, jeśli chodzi o blogowanie. Nawet nie wiecie, ile razy płakałam przez nieprzyjemne
komentarze na blogu. Wiecie, nie przez konstruktywną, fajną, mobilizującą krytykę,
tylko przez prostacki, pełen zawiści hejt. W stylu: „jesteś żałosna, nie umiesz
pisać, jesteś brzydka i masz kinol większy od głowy, nic w życiu nie osiągniesz
i wszystko co masz, to załatwili ci rodzice, a twojemu narzeczonemu to
współczuję, bo taka jesteś beznadziejna”. Kapujecie, żółć do spryskiwaczy
samochodowych i jedziemy na miasto, taka sytuacja! A że parę lat temu dopiero
wykształcała mi się pewność siebie, to takie farmazony naprawdę nieźle dawały
mi po tyłku. Otóż kiedy rozgorączkowana opowiadałam to jednemu, to drugiemu o
tym, jaka życiowa niesprawiedliwość mnie spotkała, obydwoje kwitowali to w
zasadzie w ten sam sposób- wybuchem śmiechu. Pamiętam, jak gorącym tematem były
na ask.fm moje zaręczyny. Ktoś zapytał, czy pierścionek jest z białego czy
żółtego złota, więc zgodnie z prawdą odpisałam, że z żółtego mi się nie
podobają i że mój jest z białego. W odpowiedzi na to dostałam plujący jadem komentarz,
że „tak, w dupie się poprzewracało, jakbyś dostała z żółtego, to byś nie
przyjęła” i że jestem rozpuszczona damulka, żebym się puknęła w głowę i
przemyślała swoje priorytety. Na gorąco odpisałam, że przecież mój facet zna
mnie od lat i od zawsze wiedział, jaki chcę pierścionek, więc opcja o której
mówi, nie ma racji bytu, a potem pobiegłam z tym bezeceństwem do Kamila i Taty
(którzy akurat pili sobie razem Jacka Danielsa) i prawie się popłakali ze
śmiechu, kiedy pokazałam im, co dostałam na asku. Od razu zapytali, czy
odpisałam, że faktycznie- nie przyjęłabym takiego pierścionka i kazałabym Kamilowi
spadać na bambus. Zmieszałam się, bo odpisałam emocjonalnie, biorąc bzdurny
komentarz na poważnie, zamiast potraktować go tak, jak na to zasługuje. Z
czasem nauczyłam się, że jeżeli trafi mi się komentarz z tak zwanej dupy, to
należy go zupełnie zignorować. Do kosza i po sprawie. A sprawy mniejszego
kalibru zdarza mi się zbywać ironią.


5) Negocjacja, walka o swoje, wiedza
merytoryczna z zakresu reklamy i marketingu

Blogowanie,
poza zdjęciami i pisaniem tekstów, to również marketing i reklama. Nigdy nie
traktowałam bloga jako miejsca pracy- to moje hobby, z którego często mam
profity, ale pracę mam inną i chcę się rozwijać również na innych poziomach,
nie tylko blogowych. Mimo to, kampanie reklamowe i akcje promocyjne to mój
chleb powszedni. W ciągu wielu lat nauczyłam się, jak reagować, kiedy ktoś
składa mi kosmicznie absurdalną propozycję współpracy (recenzja maści końskiej,
feromonów, niekorzystne dla mnie modele rozliczeń, koszmarnie zaniżone stawki).
Wypracowałam metodę kulturalnego, ale stanowczego odmawiania, wiem też, że
należy rozróżnić dwie opcje- kiedy ktoś składa mi niekorzystną propozycję, ale
wynika to z jego niewiedzy na temat rynku i kiedy ta propozycja wynika z próby
wykorzystania mnie. Poznałam wartość bloga jako platformy reklamowej i tajniki
social media. Kiedy czegoś nie wiedziałam, musiałam pytać bardziej
doświadczonych blogerów albo szukać informacji na własną rękę. I wiecie co?
Taka forma nauki dała mi dużo więcej niż siedzenie na wykładach :).
Zawsze lepiej zapamiętywałam coś, co mogłam od razu wykorzystać w praktyce. Teraz
to, czego nauczyłam się w trakcie blogowania, przydaje mi się w mojej pracy
zawodowej. Czy może być lepiej :D?