Pewnie już wiecie, że jestem sentymentalna i łatwo wpadam w melancholię. Dzisiaj też zebrało mi się na wspominki, bo dokładnie rok temu moja Mama zażyczyła sobie na dzień mamy, żebym nie cykorzyła na obronie i szczęśliwie zakończyła kwestię studiowania raz na zawsze. Dzień później się obroniłam, więc życzenie zostało spełnione w trybie natychmiastowym.


Jeśli chodzi o pisanie magisterki, to była to moja absolutnie najulubieńsza część studiowania. Mam to do siebie, że dużo łatwiej przychodzi mi przelewanie myśli na papier, niż gadanie, więc spłodzenie byczego dzieła na temat, który sama sobie wybrałam i był dla mnie bardzo ciekawy, to była autentyczna przyjemność. Oczywiście samo obijanie się o drzwi promotora, zmienianie pracy tylko dlatego, że jakieś fragmenty nie odpowiadały profesorowi, walka z przypisami i szukanie było bibliografii żmudne i nierzadko trudne, ale traktowałam to jako wyzwanie- gdyby wszystko szło idealnie prosto, to nie mogłoby nazywać się pisaniem pracy magisterskiej, co nie?

No to co, jak napisać pracę magisterską i nie dostać po drodze szału?


1. Wybierz sobie fajny temat…
…ale zanim go potwierdzisz, napisz roboczy plan pracy i rozejrzyj się za wstępną bibliografią. Ola ma najbardziej interesujący temat na świecie, myślę, że niejedna osoba spoza branży prawniczej chciałaby przeczytać taką pracę. Niestety zakres materiału, obejmujący pracę jest bardzo wąski, specjalistyczny i trudno o dobrą bibliografię, co doprowadzało moją Olę do szału!

2. Zanim zaczniesz cokolwiek pisać, stwórz plan pracy
Pisanie bez planu to jak zwiedzanie Rzymu bez mapy. Na pewno uda Ci się znaleźć kilka fajnych miejsc, ale jest opcja, że sporo czasu stracisz na kręcenie się w kółko.

3. Stwórz sobie deadline…
…a nawet kilka. Na każdy rozdział osobny termin, dzięki temu unikniesz histerii przed obroną: „ratunku, muszę napisać pracę w trzy tygodnie!”. Jeżeli macie wymagającego promotora, to nie będziecie mieli problemu z realizacją tego podpunktu, w innym wypadku musicie sami ukręcić na siebie (pozorny) bacik 😉

4. Przestań szukać wymówek…
…bo naprawdę w końcu i tak będziesz musiał wziąć się do roboty, a odsuwając od siebie pisanie, zabierasz sobie czas i w konsekwencji obniżasz jakość swojej pracy i niepotrzebnie dostarczasz sobie stresu. O ile prościej jest siąść na tyłku i po prostu zrobić to, co mamy do zrobienia, a potem cieszyć się dobrze wykonanym zadaniem :D?

5. Policz trochę!
To działa motywująco- jeżeli postanowisz pisać codziennie jedną stronę, to po miesiącu masz już trzydzieści stron. Za to jeżeli szarpniesz się na dwie strony dziennie, to w trzydzieści dni spłodzisz sześćdziesiąt stron- i taka ilość wystarcza niektórym promotorom, żeby zaakceptować pracę.

6. Tylko bez obrzydzenia!
To, jakie masz podejście do swojej pracy, zostanie w niej odzwierciedlone. Spróbuj pozytywnie nastroić się do pisania, uznać, że robisz coś ważnego i wartościowego (bo w sumie robisz- właśnie walczysz o tytuł, chcesz skończyć całkiem istotny etap w swoim życiu, to chyba wymaga porządnej oprawy, ha? :D). Mnie chyba tak świetnie szło pisanie magisterki, bo wiedziałam, że to ostatni etap studiów, że wreszcie je będę miała z głowy. W dodatku wybrałam temat, który mogłam rozpatrywać na wielu płaszczyznach- psychologicznej, medycznej, etycznej i prawnej, więc nie nudziłam się w trakcie pisania- wręcz przeciwnie! Praca mnie absolutnie wciągnęła. Czego nie mogę powiedzieć o pozostałych aktywnościach na studiach :D…

Kto się teraz męczy z pracą? Jak Wam idzie :)?

sukienka/dress: Mosquito
torebka/bag: Michael Kors via Shopbop
kurtka/jacket: Sheinside
zegarek/watch: Daniel Wellington
trampki/sneakers: no name, allegro