Ostatnio tak bezlitośnie rozprawiłam się z moją przeładowaną szafą, że zostały w niej w zasadzie yyyy t-shirty, pasiaki i dżinsy :D. No, może nie tylko, ale wyżej wymienione części garderoby stanowią jej 70%, więc mój plan zminimalizowania ilości ubrań, stawiania na rzeczy ponadczasowe o trochę lepszej jakości (no, chyba że mowa o jednosezonowych, niezbyt drogich hitach :)) wszedł w fazę „w realizacji”. Oczywiście pozwalam sobie na okazjonalne kaprysy- hello, nadal lubię ciuchy i nadal uwielbiam sprawiać sobie nowe rzeczy, zbyt długie niekupowanie sobie niczego powoduje, że zaczynam wyglądać o tak, ale widzę zmianę w swoim podejściu do ubrań. To temat na odrębny, wpis, który z pewnością niebawem się ukaże, więc nie będę się nad tym teraz specjalnie rozwodzić :). Dzisiaj przygotowałam dla Was moją jesienną wishlistę, same konkrety! Bo po opróżnieniu mojej szafy okazało się, że nie mam ani dużej, prostej torby na co dzień, ani kozaków na obcasie, a wśród jakichś dziesięciu par dżinsów nie ma ani jednej z wysokim stanem. W ciągu najbliższych miesięcy postaram się stopniowo to naprawić, a jakże :D!

1) Błękitny sweter to must have, odkąd zobaczyłam taki w szafie mojej mamy. Co prawda liczę się z tym, że nigdy nie będę wyglądać w nim tak pięknie jak ona (ech, jednak blondynka i błękit to połączenie-mistrz!), ale i tak skusiłam się na ten z Sheinside. W międzyczasie na ich stronie pojawiło się zdjęcie „realne” sweterka na jednej z kupujących (możecie zobaczyć, podlinkowałam) i… jest jakiś krótki i bardziej miętowy niż baby-blue. Trochę się wkurzyłam, zobaczymy co do mnie przyjdzie, dam Wam znać, czy jest sens go zamawiać

2) Duża torba, która nie będzie zbyt workowata, sportowa. Idealnie sprawdza mi się mój średni, granatowy Jet Set Michaela Korsa (na pewno nie poprzestanę tylko na tej jednej torbie, mam ją od prawie roku i w ogóle po niej nie widać, że była bardzo, bardzo często używana). Ostatnio znalazłam w Zarze coś genialnego i mocno rozważałam z mamą zakup- mowa o dwustronnej torbie! My akurat wpadłyśmy na wersję granatowo-musztardową, jest jeszcze beżowo-pomarańczowa oraz mój hit- czarno-czerwona. Tutaj możecie zobaczyć, jak wygląda torebka wywinięta na drugą stronę. Cena jest jak na Zarę bardzo rozsądna, więc na pewno niebawem sprawię sobie takiego prostego, klasycznego shoppera.

3) Minimalistyczna biżuteria zawładnęła moim sercem! Mam już kilka naszyjników i bransoletek o które często pytacie (może przygotuję na ten temat odrębny wpis?), ale ciągle wpadam na kolejne piękności! Pozłacana kość szczęścia z Wishbone na delikatnym łańcuszku jest jedną z takich perełek. Mój hit!

4) Odkąd Kejtt sprezentowała mi srebrne kolczyki-serduszka, dostałam małego fruzia na punkcie wkrętek. Chciałabym sprawić sobie coś w kolorze żółtego albo różowego złota, a w zasadzie nie pogardziłabym połączeniem obu odcieni :)! Znalazłam piękne, małe kolczyki na Shopbop, będą idealne!


5) Zamszowe, proste botki na obcasie z Mango, to mój największy must-have! Podobny model (o ten) zachodziłam na śmierć przez trzy sezony, więc mam pewność, że kolejna para nie będzie leżeć nieużywana. Wybrałam już konkretny model, ten ze zdjęcia jest idealny. Teraz czekam na przecenę- Mango zrobiło mi kuku, przeceniło je na 199 zł, niestety na drugi dzień cena wróciła do 269, nie zdążyłam kliknąć :(!

6) Od kilku dni rozmyślam nad nowym zegarkiem– wybór padł na Michaela Korsa, chociaż modele od Marca Jacobsa czy Kate Spade
też nieźle namieszały mi w głowie. Podobnie jak w przypadku kolczyków,
chciałabym raczej coś dwukolorowego, bo nie jestem pewna, czy np.rose
gold nie będzie gryzł się z moim pierścionkiem zaręczynowym z białego
złota. Wiem, wiem, już dawno obalono mit, że nie można łączyć różnych
kolorów poszczególnych części biżuterii, ale ja wciąż nie mogę się do
tego przekonać :)! Model Slim Runway Watch jest piękny i klasyczny, ale Lexinton Trilogy Watch wygląda na żywo jeszcze piękniej. Poza tym mam bardzo prosty,
minimalistyczny zegarek od Daniela Wellingtona, który ma niemal
identyczną tarczę, co model z dzisiejszego kolażu. Mam zgryza, muszę
koniecznie jeszcze raz to przemyśleć, zanim podejmę ostateczną decyzję ;)!

7) Nie dość, że nie mam czarnej, dużej, codziennej torby, to jeszcze nie posiadam żadnej małej czarnej torebki- wszystkie sprzedałam Wam na wyprzedaży i zostałam z pustymi rękami :D… Model Mimi Black od Pauliny Schaedel (oj i nie tylko ten!) skradł mi serce już w zeszłym roku i w końcu będę musiała się na niego skusić :)!

8) Czarne, długie kozaki to mój kolejny must have, powiem Wam w tajemnicy, że nawet już zrealizowany… :D. Z polecenia Oli ze Styloly i ze zniżką z newslettera kliknęłam parę na Zalando (nie jest to ten model ze zdjęcia) i nie mogę się już ich doczekać!

9) Długi płaszcz o luźnym kroju to zdecydowany hit jesieni- zarówno cienki trencz jak i coś grubszego. Do tej pory byłam pewna, że jestem za niska na takie modowe eksperymenty, ale od kiedy okazało się, że piękna Cammy jest w zasadzie mojego wzrostu i w swoim beżowym prochowcu do ziemi wygląda czadowo, straciłam wszystkie wątpliwości :D. Sprawiłam sobie długaśny sweter w ciucholandzie i awansował on w poprzednim miesiącu do miana najulubieńszego chomąta (:D), teraz czas na płaszcz. Czarny, szary, beżowy- przyjmę każdy! Linki mile widziane, choć czuję, że ten lub ten z Sheinside prędzej czy później zostanie przeze mnie kliknięty ;)…

10) Tę pozycję mogę już skreślić, bo poszukiwania zostały zakończone! Granatowe, klasyczne rurki na wysokim stanie odnalazłam w Stradivariusie, choć te błękitne z kolażu (pochodzą z Topshopu) też są niczego sobie. Pytałyście, jak się w takich wygląda- ano tak! Sięgają za pępek, mam je w rozmiarze 34 i kosztowały 79 zł. Sieciówkowe spodnie, jakie mam i polecam pochodzą tylko z trzech miejsc- Stradivarius, Pull&Bear i Cubus. Zawsze wybieram ten sam rozmiar, kupuję w ciemno i jestem bardzo zadowolona, każda kupiona para służy mi od wielu lat.

A jaka jest Wasza wishlista na jesień? Co chciałybyście sobie sprawić najbardziej? A może też planujecie kupno którejś z powyższych rzeczy?