Wspominałam Wam już wielokrotnie, że kocham okolice, z których pochodzę. Samo miasto jest trochę smutne, choć ma swój urok- czas tu płynie trochę inaczej i dopiero teraz dostrzegam, z jaką niesamowitą życzliwością można się tu spotkać na każdym kroku. Serio, ostatnio mam same pozytywne doświadczenia, nawet w urzędach dostaję dobry „feedback”, hah! Co do Jury Krakowsko-Częstochowskiej- to już jest bajka na pełen etat. Lasy, pagórki, zamki, skałki wapienne, jeziora- dla spacerowiczów, rowerzystów, wspinaczy, osób, które po prostu są żądne pięknych widoków i dla… grzybiarzy to miejsce idealne. Ja należę do pierwszej kategorii, lubię czasami się powłóczyć albo pobiegać po lesie (choć biorąc pod uwagę ilość śladów pozostawionych przez dziki na mojej joggingowej trasie, to chyba nie powinnam aż tak radośnie się zapuszczać na samotne wyprawy. Albo zwiększyć tempo biegania :DD), mój tata z kolei jest szalonym grzybiarzem. Ostatnia wyprawa miała być zwykłym spacerem- żeby Pola mogła się wyhasać, a skończyło się koszykiem pełnym brązowych kapeluszy (uważam, że to był ze strony mojego taty zwykły podstęp i od początku jego cel wyprawy był ściśle określony :D) i trzykrotną zmianą warunków pogodowych- od lata, przez totalną ulewę, po złotą, piękną jesień. Po prostu pięknie!

sweter/jumper: Sheinside
dżinsy na wysokim stanie/high waisted jeans: Stradivarius
czapka/beanie: ebay
torebka/bag: Mohito
buty/shoes: New Balance
szal/scarf: second hand
naszyjnik/necklace: Iloko