Wybierając garderobę na wakacje stosowałam się do jednej zasady- zabrać wszystkie rzeczy, które mam w szafie od dawna, które bardzo mi się podobają, ale których… nigdy nie miałam na sobie. Bo to mały skandal i dowód na kompletny brak racjonalności kupowania. Na szczęście udało mi się! W walizce wylądowały neonowe szorty, kostium Triangl, kilka kombinezonów iiii dzisiejszy krótki, pasiasty golf, który upolowałam zimą w ciucholandzie. Umówiłam się tego dnia z Olą, pierdoła znowu się spóźniała :D, a było -20 stopni, więc najrozsądniejszym rozwiązaniem było schowanie się gdzieś, gdzie nie zamarznę na śmierć. Oczywiście musiało paść na lumpeks, co okazało się dość rozsądnym wyborem- nie codziennie płaci się 2 zł za nowy top z American Apparel :D. Myślałam, że pogoda na Fuercie nie do końca będzie współgrać w golfem, ale okazało się, że wieczory są – jak dla takiego zmarźlucha jak ja – całkiem chłodne. Do tego szorty, których wcale nie ma cała blogosfera :D. Ku rozpaczy antyfanów- uwielbiam je :D!

top: second hand
szorty/shorts: Romwe
sandały/sandals: Deezee

fot. Kamil