Bardzo często dostaję od Was wiadomości dotyczące problemów prawnych- jest mi bardzo miło, że Wam się kojarzę z tym tematem, a już brak mi słów, by opisać moje uczucia, kiedy jakiś czas po próbie udzielenia Wam pomocy czy porady (oba słowa są trochę nad wyraz), dostaję wiadomości, że sprawa rozwiązała się dla Was korzystnie, bo skorzystaliście z moich sugestii. Serce roście, no po prostu serce roście i w takich momentach wiem, że warto było studiować.
Dzisiaj mam wpis, przez niektórych z Was długo oczekiwany na temat samego studiowania, ale sama zastanawiam się, jaka będzie jego realna popularność, bo kiedy poprosiłam Was o poddanie mi konkretnych tematów, które będą Was interesować, to odezwało się tylko kilka osób. Ostatecznie stwierdziłam, że lepszego momentu nie będzie, kończę właśnie studia, za kilka tygodni będę bronić pracy magisterskiej i doszłam do wniosku, że nawet jeżeli będą to informacje przydatne tylko dla paru z Was, to i tak warto.
Chciałabym dodać tu odpowiedzi na te pytania, które najczęściej  przewijały się w mejlach od Was odkąd zaczęłam studiować, więc polecam osobom zainteresowanym zrobić sobie kawkę, zanim siądziecie do czytania :).

1.  Czy
warto iść na prawo ?

 

Przypuszczam, że 
najbardziej rzetelna odpowiedź na to pytanie będzie mogła się pojawić
dopiero wtedy, kiedy znajdę pracę w zawodzie i zacznę na siebie zarabiać, bo
taki jest główny cel tych studiów. Poza oczywiście rozwojem intelektualnym, ale
nie czarujmy się- można wybrać dużo prostszy kierunek, nie namęczyć się
szczególnie i jednocześnie dbać o szare komórki. To, o czym należy pamiętać,
wybierając ten kierunek to rozbieżność między wyobrażeniami ludzi na ten temat
a rzeczywistością. Kiedy rekrutowałam się na uczelnię spodziewałam się ogromnej
harówki (zaliczona), ale też sporej dawki praktyki, dzięki której będę miała
szansę poznać pracę prawnika, a nie tylko setki ustaw (w tym drugim przypadku
jest to fikcja i wymysł mojego idealistycznego umysłu). Praktyka na wydziale
prawa nie istnieje. Mam znajomych na wydziałach prawa w całej Polsce i z ich
opowieści wynika, że wszędzie jest niestety tak samo. Istnieje pula
obowiązkowych praktyk, które należy odbyć w toku studiów, ale jest to śmieszna
ilość godzin, która nie pozwala na poznanie pracy prawnika. W tej kwestii
jesteście zdani na siebie, co jest kompletnym nieporozumieniem, bo przecież to
praktyką będziecie zarabiać kiedyś na życie i pięcioletnie studia powinny
właśnie do tego przygotowywać. Tymczasem rokrocznie setki ludzi wbijają sobie
tępo do głowy treści ustaw, do których dostęp – w dobie XXI wieku – jest tak
łatwy, że służy to raczej podtrzymaniu tradycji, nie idą za tym żadne logiczne
przesłanki. Na prawie wielokrotnie tradycja wygrywa ze zdrowym rozsądkiem,
wielokrotnie wygrywa z nim też przekonanie o elitarności tego kierunku.
Pierwsza odpowiedź na pytanie „czy warto iść na prawo”, jaka przychodzi mi do
głowy to „warto!”. Ale kiedy zastanawiam się dlaczego było warto, dochodzę do
wniosku, że duży udział ma w tym kwestia potrzeby zaspokojenia moich ambicji.
Nie wyobrażam sobie iść na łatwiznę w kwestii tego, co robię w życiu, nie chcę
bawić się w półśrodki. Co niestety nie przekłada się na moje oceny na studiach,
bo jestem jednocześnie koszmarnie leniwa… Niemniej jednak lubię wyzwania. Nie
wiem, co przyniesie czas, mam nadzieję, że dostanę się i skończę aplikację
radcowską, ale nawet jeżeli moja przyszłość będzie kompletnie nie taka, jak
sobie wyobrażam, to te studia przyniosły mi same pozytywy. No, być może też
wrzody żołądka albo jakąś małą nerwicę ;))), ale to najlepsza szkoła życia,
próba dorosłości, test wytrzymałości psychicznej i pożywka dla mojej
niezaspokojonej ambicji.

2. Co zdawać na maturze, żeby móc składać papiery na prawo ?

To pytanie pojawia się w dosłownie każdym mejlu dotyczącym studiów i za każdym razem mnie dziwi. Oczywiście, logika może nakazywać, żeby system wymagań w całej Polsce był jednolity, ale w praktyce jest oczywiście inaczej i jestem zaskoczona, że bardzo dużo osób o tym nie wie. Niestety nie udzielę Wam informacji o tym, jak wygląda rekrutacja w Toruniu, Warszawa, Opolu, ba – nawet nie powiem Wam, jak wygląda to w Lublinie, bo wymagania w każdym miejscu są inne i żeby było zabawniej, zmieniają się każdego roku. Jest to podyktowane zdrowym rozsądkiem władz uczelnianych. Piszecie do mnie – „hej mam xxx punktów, dostanę się do Lublina?” albo „ojej, Ty miałaś xxx punktów, to ja się na pewno nie dostanę”. Słuchajcie, jeżeli matura jest kosmicznie trudna danego roku, co w efekcie da niskie wyniki na skalę krajową, to nie ma takiej opcji, żeby uczelnie nie obniżyły swojego progu przyjmowania studentów na uczelnię, bo najzwyczajniej w świecie od kompletu studentów zależą etaty, praca, wynagrodzenie. Jednego roku 150 punktów to może być słaby wynik, drugiego- wystarczający na to, żeby się dostać na wybraną uczelnię.
Podsumowując- pierwszym krokiem, żeby ogarnąć sytuację jest wejście na strony wybranych uczelni, na których ZAWSZE są umieszczone informacje dla studentów. To, co Was interesuje to 1) przedmioty, które należy zdawać 2) Przelicznik punktów przedmiotów w zależności od zdawanego poziomu (podstaw/ rozszerzenie). Są to rzeczy, które należy zrobić ZANIM złożycie deklarację maturalną, jeżeli poważnie myślicie o konkretnym kierunku studiów. Witki mi opadają, kiedy ktoś mi pisze, że marzy o prawie od gimnazjum, teraz jest w trzeciej liceum, wybrał sobie (na tzw. czuja) historię, wos i angielski i pyta czy to wystarczy. Myśleć trzeba, myśleć!
 

3.  Chciałabym
iść na prawo, ale boję się, że się nie nadaję, że się nie dostanę, że nie dam
sobie rady. Co mi radzisz?

 

Jak wspomniałam wyżej – w polskim społeczeństwie
istnieje przekonanie, choć chyba już trochę słabnące, o elitarności studiów
prawniczych, niezależnie od tego, czy mowa o UMCS, UW, UJ czy UŁ. Jest to
nieprawda, fikcja i pozostałość po systemie nauczania sprzed lat. Tak jak napisałam, moją opinię opieram na swoim doświadczeniu i na opowieściach
znajomych, których mam na wielu polskich wydziałach prawa i co do tego jesteśmy
zgodni – elitarność i jednoczesne przyjmowanie kilkuset studentów na studia
dzienne nie idą ze sobą w parze. Elitarność to dla mnie przyjęcie pięćdziesięciu
osób na rok, z których tylko połowa kończy kierunek. Elitarność to brak
możliwości poprawki poprawki, żadnych warunków, żadnych komisów, ostry
przesiew, żeby wyłonić naprawdę najlepszych z najlepszych i pożegnać całą
resztę. Nie chcę tutaj powiedzieć – broń Boże – że to jest kierunek łatwy i
przyjemny, absolutnie nie. Jest to kierunek bardzo trudny, wymagający ogromnej
pracy i – w przypadku kurczaków trzęsących gaciami przed trudnymi, stresującymi
sytuacjami (czyt.mnie) – wymagający PKTT (Przyspieszonego Kursu Twardnienia
Tyłka). Jest to kierunek cholernie wymagający, na którym najlepiej poradzą
sobie osoby pracowite i błyskotliwe, ale nie jest to kierunek elitarny- już
nie. W związku z tym, jeżeli chcecie iść na te studia i jesteście gotowi po
prostu na sporo nauki- idźcie! To nie jest decyzja na całe życie, jeżeli się
Wam nie spodoba, zawsze można zrezygnować i spróbować czegoś innego.
4.  Od którego roku najlepiej podjąć praktykę w kancelarii?
Od momentu, w którym możecie się tam przydać, czyli od chwili, w której pouczycie się trochę prawa cywilnego, prawa karnego. Myślę, że najlepszym czasem jest początek trzeciego roku. Im wcześniej tym lepiej, ja mam niewielkie doświadczenie (mam na myśli kancelarie prawnicze) i bardzo nad tym ubolewam, planuję nadrobić zaległości w wakacje.
5. Czy kolejne sesje po pierwszej będą już łatwiejsze?
Uśmiechnęłam się przy tym pytaniu. Pierwsza sesja była najłatwiejsza. Nie wiem, jak na innych uczelniach, ale na UMCS im dalej, tym trudniej. Prawo rzymskie czy wstęp do prawoznawstwa to pikuś przy prawie handlowym czy finansach.
6. Jak to jest z historią? Czy to prawda, że jeżeli ktoś nie radzi sobie z historią, to na prawie też sobie nie poradzi ?
Nie, to bzdura. Trzeba zacisnąć zęby i przebrnąć przez pierwszy rok, gdzie mamy sporo historii, na kolejnych latach nie ma jej już wcale.
7. Czy gdybyś miała jeszcze raz stanąć przed wyborem studiów, to wybrałabyś ten sam kierunek?
Jakiś czas temu myślałam, żeby zacząć równolegle z prawem dziennikarstwo, ale pomysł trochę umarł, głównie dlatego, że jestem leniwa i szczerze podziwiam osoby, które studiują kilka kierunków. W tym momencie nie wybrałabym innego kierunku, ale gdyby ktoś zapytał mnie o to z półtora roku temu, to bez wahania odpowiedziałabym, że dziennikarstwo :).

8. Nie mam już siły, mam wrażenie, że te studia nie są dla mnie, nic mnie na nich nie interesuje. Boję się, że wybrałam zły kierunek. Miałaś wątpliwości na studiach? 
O tym, że chciałabym zająć się prawem w przyszłości przekonałam się na czwartym roku. To przecież już końcówka studiów! Przez ponad trzy lata myślałam, że umrę z żalu, że to wszystko jest nie dla mnie, że inaczej to sobie wyobrażałam. Wiele razy chciałam zrezygnować, ponosiłam mnóstwo porażek, bo byłam zniechęcona do studiów i zawalałam wiele spraw. Kluczem do tych studiów, choć wydaje mi się, że nie tylko tych- właściwie do każdego kierunku – jest znalezienie sobie chociaż jednej rzeczy, która będzie nas interesować. Odnalezienie swojej niszy. To nie czas podstawówki, gdzie mamy oceny celujące przy każdym przedmiocie. To moment na znalezienie jednej dziedziny, w której będziemy świetni, o której będziemy wiedzieć wszystko, która nas zainteresuje. Dopiero z czasem uświadomiłam sobie, że prawo to nie tylko tępe wkuwanie rzeczy, które nigdy mi się nie przydadzą (wiecie, dwadzieścia definicji przedsiębiorcy na różnych gruntach, te sprawy). Najpierw odkryłam postępowanie karne, potem prawo pracy i byłam w szoku, że nie muszę szczególnie wkuwać, że po prostu większość zagadnień rozumiem, wszystko było logiczne. Potem było jeszcze lepiej- zainteresowałam się ochroną własności intelektualnej prawami konsumenta i szeroko pojętym prawem mody- i wtedy byłam już w domu, zrozumiałam, że to jest to. Niesamowitą frajdę sprawia mi prowadzenie mojego prawnego cyklu na blogu, coraz bardziej biegle „żongluję” wiedzą w tym zakresie i to daje mi niesamowitego, motywacyjnego kopa! Znajdźcie swój wycinek, który Was zainteresuje. Nie można być dobrym w każdej dziedzinie, kujoństwo zostawmy w podstawówce.

9. Jakie aktualnie istnieją perspektywy po tym kierunku?
To kolejne pytanie, na które sama nie poznam odpowiedzi, dopóki nie zacznę szukać pracy- nie martwcie się, zostało kilka miesięcy, dam znać jak mi idzie :). Opowieści starszych kolegów niestety nie są najbardziej optymistyczne, podobno jest coraz ciężej, co wiąże się z pytaniem nr 3 – jest nas po prostu za dużo. Każdy prawnik, z którym rozmawiałam, absolutnie odradzał mi rezygnację z robienia aplikacji. Słyszałam, że można znaleźć pracę i bez tego, ale posłucham jednak osób dużo bardziej doświadczonych. W każdym razie- dam znać jak to wygląda z autopsji, jeżeli tylko dostanę się na aplikację. Trzymajcie kciuki ;).

10. Co sądzisz o studiach zaocznych na tym kierunku?
Po raz kolejny podkreślę- mówię w tym wypadku tylko o swojej uczelni, nie wiem jak jest w innych miejscach- prawo zaoczne czy też prawo wieczorowe to inna bajka niż prawo dzienne. Mniejsza ilość godzin, okrojony materiał. Studenci dzienni nie przepadają za wieczorowymi i zaocznymi z tego powodu, że muszą dużo bardziej się napracować, żeby dostać ten sam dyplom, ten sam tytuł magistra; to powszechna opinia na mojej uczelni ;)). To co jest na pewno świetne, to dodatkowy czas dla takich studentów na podjęcie pracy albo praktyk. I wiecie co? Kiedy się nad tym zastanowię, to jeżeli student zaoczny czy wieczorowy sumiennie praktykuje dzięki większej ilości czasu, to kończy studia z większą wiedzą, niż student dzienny, mimo okrojonego materiału. Pytaliście, czy warto iść na studia mając 23-24 lata- JASNE! Nigdy nie jest za późno na studia, nie ważne czy macie 25,35,45, 55 lat. A 23 lata to w praktyce żadna różnica między 19-latkami, którzy zaczynają studia. Nierzadko takie osoby maja dużo poważniejsze podejście do rzetelnego wywiązywania się z obowiązków studenta, niż rozszalały 19-latek, który wyjechał z domu i poczuł smak wolności, haha :)!
11. Możesz powiedzieć coś o Lublinie jako mieście studenckim i o samym UMCS?
Lubię Lublin, to fajne miasto! Nie jest moim spełnieniem marzeń (ech Kraków…), ale wydaje się być idealne do studiowania- nie muszę jechać całego dnia z jednego końca miasta do drugiego, nie jest koszmarnie drogo, jest tu mnóstwo miejsc, żeby spotkać się ze znajomymi, wyjść wieczorem, pouczyć się. Sam UMCS, a uściślając WPiA bywa … chory. Nie wiem, czy tak jest na uczelniach w całej Polsce, ale stopień natężenia absurdów, problemów, które stwarza sama uczelnia jest ogromny. Trzeba naprawdę sporo się nachodzić, naprosić, nagadać, żeby coś załatwić. Wiele ważnych rzeczy- egzamin, zaliczenie, możliwość rozmowy z kimś zależy od humoru osoby prowadzącej przedmiot. Studenci bardzo często są traktowani jak ludzie niższej kategorii, a prowadzący nierzadko mają cechy świętych krów. Brakowało mi wielokrotnie zwyczajnie kulturalnego zachowania, niemniej jednak da się to przeżyć, trzeba się po prostu dostosować.
12. Aplikacja radcowska czy aplikacja adwokacka?
Radcowska. Nie mam parcia na zielony żabocik, podoba mi się niezależność w zawodzie radcy prawnego. Mogę pracować w kancelarii, ale mogę też pracować zatrudniona na podstawie umowy o pracę. Kiedyś chciałam zostać prokuratorem, ale na szczęście w miarę szybko zorientowałam się, że chyba – brzydko ujmując-  nie mam jaj do takiej roboty, chociaż jest niesamowicie interesująca :).

13. Kiedy masz obronę? Jaki temat?

 Obrona za jakiś miesiąc, nie mam jeszcze dokładnego terminu. Pracę piszę w katedrze prawa konstytucyjnego, na temat ochrony prawa do życia według konstytucji. Bardzo ciekawy, życiowy temat :).

Jeżeli macie jakieś pytania, proszę o wysyłanie mi prywatnych wiadomości- zablokowałam możliwość komentowania z powodu rynsztokowego poziomu komentarzy pozostawianych przez odwiedzających bloga. Jeśli są na pokładzie aplikanci bądź prawnicy i macie dla mnie jakieś rady lub sugestie, to będę wdzięczna za każdy komentarz 🙂
Buziaki!
M.