Jakiś czas temu, czekając na autobus, postanowiłam przeprowadzić mały eksperyment. Z nudów zaczęłam liczyć osoby, których zimowe okrycie, kurtka, płaszcz NIE jest czarne/szare/ciemnobrązowe. Głównie dlatego, że idąc na ów przystanek, poczułam się dziwnie, kiedy zdałam sobie sprawę z tego, że wśród przechodniów wyglądam jak cyrkowe zwierzątko w swojej różowej parce. Nie dlatego, że moja parka jest dziwna czy brzydka, o nie, uwielbiam ją, ale odniosłam dziwne wrażenie, że nikt inny nie nosi kolorów zimą! Zaczęłam liczyć kolorowe kurtki do momentu, kiedy zamknęłam drzwi mojego mieszkania i statystyki są zatrważające! Pięć sztuk! W tym pan, który miał na sobie neonową kamizelkę, bo najwyraźniej był to jego uniform oraz dwójka dzieci. Co ciekawe, pozostałe małolaty (takie do lat siedmiu) również były ubrane na czarno. Uwaga, teraz zabrzmię jak dinozaur, ale za moich czasów każdy dzieciak miał kolorową kurtkę, bo przecież „na poważne barwy przyjdzie jeszcze czas”.
Ja sama chodzę chętnie w czarnych ubraniach, ale co jakiś czas wskakuję w coś wesołego, im bardziej parszywa pogoda, tym mój humor jest gorszy i tym większa potrzeba, aby poprawić go sobie czymś tak prozaicznym jak landrynkowa kurtka. Jak myślicie, skąd wynika zamiłowanie do ciemnych barw zimą? Czy dzieje się tak dlatego, że ludzie dostosowują się do pochmurnej, smutnej aury, czy może wynika to z tego, że czerń jest najbardziej uniwersalna, pasuje do wszystkiego, no i oczywiście- nie brudzi się tak szybko w śnieżno-błotnistych warunkach? Wy też unikacie kolorów zimą?
P.S Widzę, że niektórzy ulegli sugestii zdjęć i słowo „kolor” utożsamili ze słowem „róż”. Otóż spieszę z wyjaśnieniem, że oprócz różu, jak i czerni i szarości, istnieją kolory, które często pasują danej osobie dużo bardziej niż wcześniej wymienione, mam na myśli np. kolor śliwkowy, butelkowozielony, beżowy, granatowy. Nie musimy ograniczać się do tych wyjściowych kolorów, jeżeli ktoś odniósł wrażenie, że „blogereczka się dziwuje, że pani z biura nie chodzi w neonowym różowym płaszczyku do pracy”, to ani chybi musi być na moim blogu po raz pierwszy ;). Zatem podsumowując- jeśli ktoś odniósł wrażenie, że taki miał być wydźwięk mojego wpisu, to odniósł złe wrażenie :).
pozdrawiam!
M.
parka: Sheinside
szalik/scarf: Persunmall
spodnie/pants: Stradivarius
torebka/bag: Mohito
buty/workers: no name

okulary pochodzą z małego butiku w moim Zawierciu, nie znam niestety nazwy :(!

fot. Kamil