29 maja 2015

HOME DECOR #2 Westwing.pl, Posterilla.pl


Faza na domowe zakupy wciąż trwa! Powoli, powoli zaopatruję się w kolejne pierdółki, które powodują, że wnętrze wygląda coraz ładniej. Spełniam jednocześnie swoje małe-dizajnowe marzenia- krzesła z nogami przypominającymi wieżę Eiffla podziwiam już od dawna na stronach poświęconych home decor. Wiedziałam, że prędzej czy później je ustrzelę- udało się oczywiście na Westwing! Koniecznie zaglądajcie na stronę co jakiś czas- pojawiają się regularnie w nowych kampaniach :).


Proste, czarno-białe plakaty zapełnią nasze ściany, kiedy tylko uda nam się wbić gwoździe w grubaśne ściany- na razie wszelkie próby kończą się niepowodzeniem ;)!


Ciężką ogromną wazę wygrzebałam razem z Mamą z czeluści mojego lokum- mieszkanie jest stare, klimatyczne, a kiedy się do niego wprowadzałam, przypominało targ staroci. Znalazłam sporo rzeczy, którym postanowiłam dać drugie życie.


A plakaty w oprawie znajdziecie w sklepie Posterilla :)

28 maja 2015

Dlaczego nie powinniśmy się przejmować opiniami innych ludzi i jak poradzić sobie z porażką?

Znacie ten obrazek?

obrazki.jeja.pl


Przewija się w sieci od dawna, a w zasadzie nie traci na aktualności- pokazuje mentalność ludzi. Moją, waszą- każdego z nas. Człowiek ma to do siebie, że jest istotą bardziej lub mniej rozumną i ma swoje zdanie na każdy temat. Często zdarza się, że postanawia podzielić się tym zdaniem z innymi i nie ma w tym nic nadzwyczajnego. Problemy i starcia pojawiają się dopiero wtedy, gdy dochodzi do spotkania się kilku różnych opinii, które są ze sobą sprzeczne.

Ostatnio na szkoleniu w psychologicznym w pracy usłyszałam coś niesamowicie mądrego, choć nie wiem, czy kiedykolwiek będę zdolna do takiego oceniania rzeczywistości. Dowiedziałam się mianowicie, że postrzeganie innych ludzi może wyglądać dwojako: możemy uznawać wszelkie odmienności za coś głupiego i patrzeć na innych przez pryzmat samego siebie albo traktować różnice międzyludzkie jako wspaniały, czekający na wykorzystanie potencjał. Zamiast mówić: "Boziuuu, co ze kretyn, jak on może tak uważać/robić/" można stwierdzić "kurcze, gość patrzy na świat zupełnie inaczej niż ja, jego punkt widzenia może mi się przydać np. w biznesie, to cenne znać osobę, która rzuci nowe światło na stare sprawy". Szkolenie, na którym usłyszałam tę teorię, było stricte biznesowe, ale uważam, że wiedzę, jaką z niego wyniosłam, można spokojnie wykorzystać w życiu codziennym. Podjąć próbę rozumienia, zamiast ślepego krytykowania kogoś tylko dlatego, że ma do życia inne podejście.


Nie jestem pewna, czy już Wam opowiadałam tę historię- pewnie nie, bo przecież nie bez powodu dostawałam komentarze: "tak Komoda, jak dzieje się u Ciebie coś super, to ciągle o tym gadasz, a jak ponosisz porażkę, to nie piszesz o tym ani słowa". To prawda, ale nie jestem też odosobniona w takim podejściu do życia. Nikt nie lubi porażek, nikt nie lubi się dzielić złymi informacjami, zwłaszcza, kiedy sprawa jest świeża i wymaga przetrawienia. Chodzi o mój zeszłoroczny egzamin na aplikację. Nie mówiłam Wam chyba, w jaki sposób poradziłam sobie z niepowodzeniem i jak dotarłam do punktu, w którym podjęłam decyzję o tym, że nie będę już podchodzić do egzaminu. W chwili, w której dowiedziałam się, że nie dostałam się na aplikację mój ryk słyszał absolutnie cały parking przed Media Markt na ulicy Zana w Lublinie. Płakałam? Płakaaaałam, ale to później. Na początku raczej się darłam. Wreszczałam jak nienormalna, że to jest absolutny i definitywny koniec, że mam dość tego prawa,  że mam dość porażek, mam dość kodeksów, testów, niebieskich żabocików, wkuwania czegoś, co mnie nie interesuje. I wiecie co, ten moment był zwrotny, bo uświadomił mi, że jestem dużo bardziej zła niż smutna, że nie płaczę, bo nie będę aplikantką, tylko dlatego, że nie udało mi się zdać egzaminu. Zabrakło mi kilku punktów, wstydu nie było, ale i tak czułam, że zawaliłam, że nie spełniłam swoich oczekiwań i... oczekiwań innych ludzi.


Kiedy już przestałam wrzeszczeć i płakać, zaczęłam na zimno analizować to, co się stało. Komoda, z jakiego cholernego powodu podeszłaś do tego egzaminu? Czy chcesz być radcą prawnym? Czy podobało Ci się na studiach? Czy uważasz, że jeżeli przez pięć lat zainteresowałaś się jedynie prawem własności intelektualnej i prawem mody (i to tylko ze względu na swoją działalność blogową), to jest to wystarczający powód, żeby wiązać z tym swoją przyszłość zawodową? Czy widzisz siebie bardziej w todze na sali sądowej czy w poszarpanych dżinsach w agencji reklamowej Czy robisz to naprawdę dla siebie, czy dlatego, że inni to robią i nie chcesz wyjść na gorszą? Ooo proszę, to ostatnie to chyba czuły punkt, co Komoda?

Odpowiedziałam sobie na wszystkie powyższe pytania i bardzo szybko podjęłam na tej podstawie decyzję- nie będę podchodzić więcej do tego egzaminu, ba- nie będę szukać pracy w zawodzie. Ryzyk-fizyk, zobaczę ile jest warta moja blogowa przygoda i doświadczenie, które zdobyłam w ciągu ostatnich sześciu lat na różnych polach w internecie. Najwyżej się przejadę i wrócę z podkulonym ogonem do prawa. Mija pół roku, odkąd pracuję w agencji kreatywnej Jestem stuprocentowo spełniona i szczęśliwa i robi mi się słabo na myśl, że mogłabym o tej porze uczyć się do kolejnego egzaminu na aplikację radcowską. Nie chcę i nie muszę już nikomu nic udowadniać. Od absurdalnych ambicji, dużo bardziej cenne jest dla mnie to, co mam teraz. Kiedy to wszystko zrozumiałam, poczułam się tak, jakbym wzięła ogromny, głęboki oddech, a uczucie przejmującej, absolutnej wolności towarzyszy mi przez cały czas, od momentu podjęcia tej decyzji. Nawet nie wiecie, jaka to dla mnie ulga.

iheartinspiration.com

Ta opowieść prowadzi do gwoździa programu, mianowicie do wpływu na nasze życie tego, co inni robią i mówią. Dlaczego nie powinniśmy się tym przejmować, jak przestać? Przyjąć do wiadomości pewną rzecz. Nigdy w życiu nie dogodzisz wszystkim. Choćby wydawało Ci się, że jesteś polską Matką Teresą, miała czyste sumienie i dobre serduszko, to zawsze, ale to zawsze pojawi się ktoś, kto zarzuci Ci, że robisz coś nie tak, jak powinnaś. Słowo "powinnaś" w trybie rozkazującym jest tu kluczowe- otóż nic nie powinnaś, chyba że sama tego chcesz. Powinnaś skończyć studia, powinnaś wyjść za mąż, powinnaś inaczej się ubierać, powinnaś zapuścić włosy, powinnaś inaczej myśleć, inaczej robić, inaczej żyć. A, że tak bezwstydnie zapytam, jeśli nie, to co?


Zaskakujące są dwa paradoksy i to, jak mądrzy, fajni ludzie, im łatwo ulegają. Pierwszy: najwięcej o Twoim życiu wiedzą Ci, którzy... nie wiedzą o nim nic. Nie znają Cię. Usłyszałam kiedyś takie zdanie- masz problem z jakąś osobą? Nie podoba Ci się to, co robi? Zadzwoń do niej i pogadaj z nią o tym. Nie masz do niej numeru telefonu? To znaczy, że nie znasz jej nawet na tyle, żeby do niej dzwonić, a co dopiero, żeby mieć do niej jakieś obiekcje. Drugi paradoks to nasza reakcja na ocenianie przez obcych ludzi. Osiągamy nowy level w braniu do siebie niesprawiedliwej krytyki i ocenianiu- zaczynamy w nią wierzyć. Przejmujemy się zdaniem kompletnie obcej osoby- za to kiedy ktoś bliski próbuje nam uświadomić, że to stek bzdur, nie przyjmujemy tego do wiadomości. Czyja opinia jest dla Was ważniejsza? Kogoś kto jest dla Was ważny, czy kogoś obcego albo mało istotnego? Kogoś kto Was zna, czy kogoś, kto myśli, że Was zna?

Samo wyartykułowanie swojego zdania automatycznie generuje to, że ktoś będzie się z Wami zgadzał, a ktoś nie. To jest naturalne, to rodzaj mechanizmu, który jest wbudowany w każdego człowieka. Moglibyśmy oczywiście siedzieć cicho, nie odzywać się, a najlepiej nie mieć swojego zdania. Ale dużo wygodniej jest wzruszyć ramionami, kiedy ktoś postanawia wylać na nas wiadro pomyj. Pomyśleć sobie: "o, fatalnie, że ktoś ma w sobie tyle negatywnych emocji, że musi wyżyć się na kimś, żeby zrobiło mu się lepiej, mam nadzieję, że mu to pomogło". Słuchanie miliona opinii na swój temat blokuje. Zastanawianie się co inni pomyślą hamuje Wasze działanie, powoduje, że robicie coś, czego wcale nie chcecie robić albo w ogóle nie wychodzicie ze swojej strefy komfortu. A teraz finalne odkrycie: skoro nie potrafimy żyć tak, aby usatysfakcjonować wszystkich, to może przynajmniej żyjmy tak, aby usatysfakcjonować siebie?

www.goodreads.com
I ostatnie, najważniejsze. Ufajcie sobie i cieszcie się tym, że jesteście jedynymi decydentami co do tego, jak spożytkujecie swoje życie. Róbcie swoje!


Buzi!
M.

26 maja 2015

Jak napisać pracę magisterską i nie dostać szału?


Pewnie już wiecie, że jestem sentymentalna i łatwo wpadam w melancholię. Dzisiaj też zebrało mi się na wspominki, bo dokładnie rok temu moja Mama zażyczyła sobie na dzień mamy, żebym nie cykorzyła na obronie i szczęśliwie zakończyła kwestię studiowania raz na zawsze. Dzień później się obroniłam, więc życzenie zostało spełnione w trybie natychmiastowym.

25 maja 2015

MODNA KOMODA ma 6 LAT :)!


Dinozaurzyca blogosfery wkracza w szósty rok modnego komodowania ;)! Buziaki i uściski dla wsparcia techniczno-psychologicznego w postaci moich niezawodnych rodziców, cierpliwego narzeczonego i kochanych przyjaciół. Nie chcę po raz kolejny pisać o roli bloga w moim życiu, bo robiłam to już nie raz, nie dwa i nie chcę Was tym zanudzać, zwłaszcza że wpadam wtedy w bardzo melancholijne i górnolotne tony. Za to bardzo chcę Wam podziękować- za odwiedziny, za rady, za sugestie. Za głaskanie po głowie i kopanie w tyłek kiedy trzeba. Za to, że mam fajnych, mądrych czytelników, na których mogę liczyć i z którymi chcę się dzielić częścią mojego świata. Bez Was by mnie tutaj nie było. Literalnie, w fotelu, w którym teraz siedzę i w przenośni- w przestrzeni internetowej. Dzięki, jesteście najlepsi!!!!

Zostawiam Was z wybranymi fotkami z ostatnich sześciu lat- widać zmianę, co? :D


22 maja 2015

DRINKI: Pomysł na orzeźwiające mojito


Mam dzisiaj dla Was coś idealnego na ciepłe dni- jeśli chodzi  drinki, to zawsze najbardziej lubiłam mojito. Ostatnio z Kamilem stwierdziliśmy, że musimy pobawić się trochę w barmanów i sami spróbować sił w fachu. Trochę podkręciliśmy klasyczny przepis- teraz smakuje nam najbardziej! Jeżeli chcecie poznać nasz sposób na mojito, czytajcie dalej :)

20 maja 2015

Ładną mamy jesień tej wiosny, czyli klasyczna stylizacja na chłodny dzień


Chodzicie czasami po ciucholandach? Ja trochę mniej niż kiedyś, z prozaicznego powodu- nie mam już tak dużo czasu i kompletnie nie orientuję się, gdzie w Warszawie warto iść, a które miejsca sobie odpuścić. Za to kiedy wracam do Zawiercia, punktem obowiązkowym są lumpeksy na ulicy Daszyńskiego. Prawie zawsze uda mi się znaleźć jakąś perełkę! Jakiś czas temu upolowałam czarny, prosty sweter, który możecie zobaczyć na zdjęciach- pewnie nie wzbudzi w was specjalnych emocji, ale wierzcie mi, że trzeba go dotknąć, żeby zrozumieć o co mi chodzi.